Początkowa fabuła Akademii Jedi na Yavin IV


Na tym ekranie znajdują się kluczowe zasady Akademii na Yavin 4.

Początkowa fabuła Akademii Jedi na Yavin IV

Postautor: Jedi Council » 29 sie 2007, 15:55

Początkowa fabuła Akademii Jedi na Yavin IV

4 miesiące po zamknięciu placówki szkoleniowej dla Jedi na Ord Mantell przybyłem na Yavin IV. Po kiklu dniowym odpoczynku po dlugiej podróży zostałem wezwany przed oblicze Rady. Wezwanie było obowiązkowe i natychmiastowe, co mnie bardzo zdziwiło. Stojąc znów przed obliczem Rady Jedi moje myśli znalazły ukojenie i spokój. Po chwili po sali rozbrzmiał głos mistrza Skywalkera:

„Witaj mistrzu Sas, zwołaliśmy Cię tutaj w bardzo ważnej sprawie, która wymaga natychmiastowego działania. Na planecie Bimmisari doszło do politycznego rozłamu rządu w którym rządziła partia Nowej Republiki. Bunt wywołany przez Nero Hadiga przywódcy opozycyjnej partii osiągnął swój cel i skorumpował jakiekolwiek działania partii rządzącej na tej małej planecie. Niestety nie jest to przejaw pokojowego zamachu stanu, lecz rebelii przeciwko rządom Republiki. Przypomina nam to troche sytuacje za czasów Wojen Klonów…”

Tu nastąpiła chwilowa cisza, jednak po chwili mistrz Skywalker kontynuował:

„Nie możemy pozwolić na to aby ten skrajny rewolucjonista przejął władze na tej planecie. Skutki mogą się odbić na mieszkańcach i szlakach handlowych prowadzących przez ten system. Jednak nie przywrócenie pokoju na tej planecie będzie Twoim zadaniem mistrzu Sas.
Rada Jedi daje Ci specjalną misje odnalezienia osoby którą dobrze znałeś, Twojego przyjaciela z przeszłości …”

Z uwagą słuchałem każdego słowa które rozchodziło się po całej sali… dobrze wiedziałem o kogo chodzi – Luki Withdrawn… mruknąłem cicho pod nosem…

„Twoja intuicja dobrze Ci służy mistrzu Sas” – powiedział mistrz Skywalker.

„Udasz się na Dantooine aby sprowadzić go tutaj na Yavin IV przed nasze oblicze. Mamy do niego ważną sprawę, a przez to, że zablokował łączność na wszelkich kanałach nie możemy się z nim skontaktować osobiście.
Mistrzu Sas pamiętaj, to ważne zadanie i nie wysyłamy Cię tam po to abyś rozstrzygał dawne spory które miały miejsce między wami, ale żebyś go przyprowadził do nas. Reszta dokładnych danych jest umieszczona w twoim droidzie R2, który znajduje się w twojej komnacie.
Tym razem czas jest naszym wrogiem mistrzu Sas…
Twój statek czeka, Niech Moc będzie z tobą…”

„Rozumiem” – odpowiedziałem – „Niech Moc będzie z wami”
Ukłoniłem się i wyszedłem z sali Rady Jedi. Jego imię ciągle rozchodziło się echem po mojej głowie. Wiedziałem jedno, że to nie będzie prosta misja i jest w niej więcej celi niż ten jeden przewodni, lecz reszta jest dokładnie ukryta przed prostym rozwiązaniem.

Spakowałem się, zaprogramowałem droida i ruszyłem w stronę hangaru. Tam czekał na mnie mój myśliwiec X-Wing. Przyboczny panel wyświetlił wielki napis że statek jest przygotowany do dalekiego lotu. Znów poczułem się zmieszany, znów kolejna zmiana otoczenia, kolejna misja, kolejny cel. Jedno co mnie trzymało na duchu to odwiedzenie Dantooine i spotkanie z dawnym mistrzem Lukim.

Drzwi od hangaru otworzyły się głośno, a światło padające zza nich zalewało powoli ciemny hangar. R2 rozpoczął procedurę lotu, jednak odwołałem go stwierdzając, że wole sam pilotować myśliwiec. Kiedy grodzie zatrzymało się przy sklepieniu hangaru, wystartowałem w stronę wylotu lekko podrywając maszynę nad lotniskiem, a potem coraz wyżej, mijając ogromne połacie tropikalnej dżungli i ogromnych połaci wody lub bagien. Na orbicie R2 pomógł mi szybko ustawić kurs na Dantooine i sprawdzić stan maszyny. Chwila ciszy, dziwne łaskotanie w brzuchu i skok w nadprzestrzeń.

Po 2 dniach lotu w nadprzestrzenii obudziłem się jakieś 2 sektory dalej od systemu Dantooine. Droid R2 zdawał raport:

„Kurs został zmieniony z powodu przemieszczającej się planetoidy która wystąpiła na kursie na planetę Dantooine.”

Przetarłem oczy zmieszany, chwyciłem za stary i sam ustaliłem kurs powrotny na Dantooine. Zajęło mi to chwile, ponieważ wszystkie kanały Holonetu donosiły albo o złej sytuacji na Bimmisari albo o poruszonym niewiadomo jak pasie planetoid które wyleciały poza swoją orbitę. Tym razem już nie spałem.

Nad Dantooine jak zwykle spokojnie, zero problemu ze znalezieniem szkoleniowej enklawy Withdrawna. Wylądowałem niedaleko zabudowania, w którym mieszkał Luki i z dziwnym uczuciem ruszyłem przed siebie.

Przed wielkimi drzwiami prowadzącymi do wewnątrz enklawy znajdował się ekran komunikacyjny z wielkim napisem „Osobom nieupoważnionym wstęp wzbroniony”. Pomyślałem, czy ktokolwiek jest upoważniony… a tym bardziej czy jestem to ja. Postanowiłem jednak zwrócić na siebie uwagę wciskając przycisk na panelu. Po kilku minutach ciszy usłyszałem kroki pochodzące zza drzwi. Ktoś zbliżał się i zbliżał coraz to bliżej aż w końcu czułem, że jest już na wyciągniecie ręki za dzielącymi nas metalowymi drzwiami. Drzwi otworzyły się powoli chowając się w posadzce. Powoli pokazywała się przed moimi oczami postać w bardzo czarnym płaszczu o niewidocznej twarzy, z sekundy na sekundę drzwi odsłaniały postać coraz bardziej, a kiedy odsłoniły ją do pasa usłyszałem huk włączającego się miecza świetlnego. Nie powiem, że się nie przeraziłem. Oszołomiony stałem z ostrzem przy gardle i z zadanym przez tajemniczą postać pytaniem.

„Czego tu szukasz?...” – spokojny głos jednak bardzo stanowczy… Wiedziałem, że to on, zmienił się i to bardzo, jednak wiedziałem że to na pewno jest Luki.

Milcząc zdałem sobie sprawę, że mnie nie rozpoznał lub zapomniał, jednak zaraz usłyszałem dopowiedziane kilka znów stanowczych słów:

„Myślałem, że jesteś na Ord Mantell, czy nie tam jest miejsce dla takich jak ty? Dla Jedi?”

Kiedy opanowałem zmysły ciągle czując potęgę ostrza przyłożonego blisko do mojego gardła, odpowiedziałem:

„Przysyła mnie Rada Jedi Luki..”

Usłyszałem ironiczne parsknięcie.. po czym żółte ostrze miecza schowało się w starej ciągle tej samej broni Withdrawna.

„Wejdź do środka stary przyjacielu” – ten głos już był mi bardziej znajomy, a jeszcze bardziej znajomy wydał mi się sam Luki kiedy zdjął z głowy swój czarny jak noc kaptur i odkrył swoje jasne blond włosy, które pomimo upływu lat ciągle wyglądały tak samo. Odwrócił się do mnie i z podejrzliwym choć ciepłym spojrzeniem stwierdził:

„Starzejesz się Sas, coś cię chyba dręczy, że tak wyglądasz…” – po czym znów odwrócił głowę i prowadził mnie po ogrodach jego enklawy. Pomyślałem „coś w tym jest”, patrząc na ten ład i porządek oraz piękno zawarte w roślinach jakie tu rosły. Żadnych specjalnych gatunków, żadnych kombinacji. Prosty i przestrzenny ogród tworzący ład i harmonie dla duszy i ciała. W oddali widziałem 2 młodych ludzi którzy medytowali. Luki znów spojrzał w moją stronę i stanął w miejscu.

„Co chce ode mnie .. heh.. Rada Jedi?” – ostatnie 2 wyrazy były nasączone ironią. – „Czyżby znów mieli jakiś bardzo niewygodny problem? Czyżbym znów robił coś przeciwko ich świętym zasadom?”

„Nie” – odpowiedziałem szybko. – „Chcą abyś się z nimi skontaktował, a najlepiej abyś porozmawiał z nimi osobiście, mają do Ciebie bardzo pilną sprawę, o której nie wiele mi wiadomo”

„Hah!”- roześmiał się głośno Withdrawn – „Jak zwykle tylko oni wiedzą o co im chodzi!”

„Więcej informacji dotyczących tego spotkania ma mój droid w myśliwcu którym przyleciałem” – dodałem.

„Nigdzie nie lecę Sas, nie będę rozmawiał z żadną Radą Jedi, nie jestem już jednym z was i nie zamierzam do tego wszystkiego wracać” – odpowiedział stanowczo. Odszedł na kilka kroków w stronę medytujących osób, jednak po chwili stanął i patrząc na mnie przez ramie dodał: „Możesz się tu zatrzymać na kilka dni, lotnisko jest wolne, lepiej przyprowadź swój statek bo Ci go zawiną…” – odwrócił się całkiem do mnie.

„Za tamtymi drzwiami są wolne pokoje, rozgość się” – powiedział wyciągając rękę w stronę kolejnych pomarańczowych drzwi umieszczonych w zaokrąglonych ścianach budynku enklawy. – „I o jedno proszę, nie przeszkadzaj nam w treningu.”

Luki ukłonił się nisko i odszedł w stronę swoich studentów którzy dynamicznie wstali z miejsc w których przed chwilą medytowali i zaczęli walczyć używając swoich mieczy świetlnych. Stałem jeszcze trochę patrząc na nich, po czym skontaktowałem się z R2 aby wylądował na lotnisku w enklawie moim myśliwcem. Zapomniałem, że tereny pięknego i spokojnego Dantooine są często odwiedzane przez nie byle jakich rabusiów.

Na lotnisku postanowiłem sam zobaczyć wiadomość jaką miała dla mnie i dla Lukiego Rada Jedi. Kiedy R2 znalazł się na posadzce lotniska, postanowiłem wziąć kilka niezbędnych rzeczy i rozejrzeć się za wolnym pokojem który zaproponował mi mistrz. Ciągle zastanawiałem się nad jego zachowaniem, nad tym jak bardzo się zmienił. Czułem, że czegoś nie wiem a to niedopowiedzenie może się nie ciekawie skończyć.

Idąc wzdłuż korytarza który prowadził do pokoi osób mieszkających tu w enklawie nie spotkałem nic nadzwyczajnego, oprócz tego ładu.. który zaczął mnie już trochę przerażać. R2 który powoli podążał za mną wydawał jakieś ciche odgłosy, widocznie dużo musiał analizować. Kiedy przeszedłem obok pierwszych drzwi usłyszałem włączający się panel przy drzwiach które znajdowały się po drugiej stronie korytarza. Panel wyświetlił napis: „Ablazer Sas”. Byłem zdziwiony jak bardzo rozbudowany jest ów system w enklawie. R2 podjechał do tamtych drzwi a ja podążyłem zaraz za nim. Drzwi otworzyły się delikatnie. Wszedłem do ciemnego pokoju, kiedy nagle zapaliło się światło. Stałem z droidem w pokoju w którym było tylko łóżko, półka, szafa i kwiat podobny do tych które widziałem w ogrodzie. Na półce znajdował się mały monitor prawdopodobnie informujący o tym co się dzieje w enklawie.
Położyłem swoje rzeczy na łóżku, zdjąłem płaszcz, odłożyłem miecz na półkę. Przykucnąłem przy droidzie aktywując nagranie które chciałem wcześniej zobaczyć. Usiadłem na łóżku i z podziwem spoglądałem na to co wyświetla R2.

Na rozświetlonej posadzce ukazała się stojąca postać Luka Skywalkera, który mówił:

„Drogi mistrzu Withdrawn, wysłaliśmy do Ciebie delegacje w postaci mistrza Sas’a który zapewne również ogląda tą wiadomość. Celem jego wizyty jest nawiązanie z Tobą kontaktu. Nie chodzi nam o kolejne poruszanie sprawy Twojego odejścia, chcieliśmy prosić Cię o pomoc w rozwiązaniu pewnego bardzo niesprzyjającego konfliktu na planecie Bimmisari. Nastąpił tam rozłam rządu, w którym władze sprawowała partia Nowej Republiki. Rebelia jaka powstała na tej planecie jest zagrożeniem dla wielu szlaków handlowych w galaktyce i stanowi jeszcze większe zagrożenie militarne dla sąsiadujących systemów. Przypomina nam to sytuacje z Wojen Klonów w których walczył mój ojciec. Wiemy, że przywódca otacza się garstką wiernych mu osób, które posiadają nieprzeciętne zdolności. Jednym z nich jest Twój stary przyjaciel zza czasów szkolenia w akademii Jedi – Victor Finch. On również od roku nie jest członkiem Zakonu Jedi, niestety jego dalsza kariera nie jest tak sprzyjająca jak Twoja. Wdał się on w spisek przeciwko Nowej Republice i od jakiegoś czasu oficjalnie to ogłasza. Jednak mamy nadzieje, że nie zatracił swojej dawnej osoby i większości zasad których przestrzegał jako rycerz Jedi.

Jeśli to możliwe, prosimy Cię o kontakt osobisty z całą Radą Jedi. Jeśli to możliwe i jeśli zgodzisz się nam pomóc masz nasze słowo, że już nigdy Zakon Jedi nie poprosi Cię o pomoc.

Prosimy Cię o jak najszybszy kontakt, pozdrawiam i niech Moc będzie z Tobą mistrzu Withdrawn.”

Tu obraz Skywalkera rozpłynął się w powietrzu. Siedziałem na łóżku podpierając się ręką i myślałem… dużo myślałem nad tym czego może chcieć Rada Jedi od „wygnańca” którym stał się Luki kilka lat temu. Jakie zadanie otrzyma jeśli pojawi się na Yavin IV? Skoro jednak Skywalker prosił byłego rycerza Jedi o pomoc, to sprawa musiała być naprawdę poważna i wiedziałem, że nie mogę odpuścić tak łatwo.

Nazajutrz jeszcze raz obejrzałem nagranie i doszedłem do wniosku, że musze zrobić coś co zwróci uwagę Lukiego na mnie a przede wszystkim na to co chce mu przekazać Skywalker.
Po kilku godzinnej medytacji wpadłem na pomysł aby włamać się do systemu enklawy i puścić tą wiadomość na wszystkich ekranach komunikacyjnych. Musiałem jednak wiedzieć, kiedy Luki i jego uczniowie nie trenują lub nie są po za enklawą, dlatego moja obecność polegała na bacznym obserwowaniu ich tygodniowego harmonogramu zajęć. Od chwili przybycia ani razu nie zamieniłem z nikim słowa, miałem jednak nadzieje, że nie wyda to się nikomu podejrzane.

Po 10 dniach razem z R2 włamaliśmy się do głównego systemu enklawy i tam zostawiliśmy nagranie które dostałem od Rady Jedi. Kiedy Luki wraz z jego uczniami wracali z wieczornego treningu po głównym placu enklawy ku ich zdziwieniu na środku fontanny wyświetlił się wielki hologram mistrza Skywalkera. Jego uczniowie byli zaskoczeni jednak sam Luki nie bardzo. Stałem w ciemnym kącie i przyglądałem się czy Withdrawn słucha przemówienia. Kiedy nagle jeden z jego uczniów aktywował miecz i krzyknął: „Ktoś nas obserwuje!”. Drugi uczeń natychmiastowo obrócił się w moją stronę i również aktywował miecz. Jednak mistrz Luki ciągle słuchał przemówienia Skywalkera, co mnie bardzo cieszyło. Kiedy hologram zniknął i zrobiło się jeszcze ciemniej niż było studenci Lukiego zaczęli bacznie obserwować miejsce w którym się chowałem.

„Uspokójcie się, to nasz gość, a tak się nie wita gości” – powiedział do nich Luki. – „Wyłączcie miecze i idzcie do swoich komnat, na dziś koniec treningu”

Uczniowie wyłączyli miecze, ukłonili się przed mistrzem i odeszli w stronę komnat sypialnych. Kiedy ich postacie zniknęły za zamkniętymi drzwiami podszedłem do starego przyjaciela i uważnie czekałem na jego słowa. On jednak tylko mi się przyglądał. Miał bardzo zmieszaną minę a jego wzrok nie krył oburzenia. Po chwili jednak odezwał się jak zwykle stanowczo:

„Zlekceważyłem cię jak i twoje możliwości. Gratuluje pomysłu, jednak moją odpowiedź już znasz.. Nigdzie nie lecę Sas, Zakon Jedi to przeszłość dla mnie, nie mam obowiązku wam pomagać”

„Nie bądź egoistą Luki! !” – przerwałem mu szybko. – „Dobrze wiesz, że kiedy sam Skywalker wysyła taki komunikat to sprawa jest poważna, zarówno dla Zakonu Jedi jak i dla Nowej Republiki!”

„Nie jestem już jednym z was” – odparł – „zrozum to, że to już nie moja sprawa!”

„Może nie jesteś już Jedi, ale nadal jesteś obywatelem Nowej Republiki, Rada Jedi przyzwala Ci na prowadzenie tej placówki mimo, że jej regulamin i tryb szkolenia nie do końca jest zgodny z regulaminem zakonu Jedi, jesteś wygnańcem ale nie jesteś naszym przeciwnikiem! Jaki cel ma trening tych dwóch młodych ludzi skoro nie chodzi o pomoc innym? Luki ja nie chce naciskać ale ta sprawa to dużo więcej niż tylko sprzeczki na płaszczyźnie zakonu Jedi, tu chodzi o wielu ludzi, zastanów się nad tym proszę.” – lekko zbulwersowany odszedłem szybkim krokiem do swojego pokoju zostawiając Lukiego przy fontannie na środku enklawy.

Następnego dnia obudził mnie odgłos silnika lądującego statku. Kiedy szybko odziałem się w szaty postanowiłem zobaczyć co się dzieje. Na płycie lotniska ujrzałem prom typu Lambda, a przy nim trzy postacie, był to Luki i jego dwaj uczniowie. Rozmawiali coś ze sobą po czym studenci weszli z bagażami na pokład promu. Chwilę po tym prom wystartował i zniknął gdzieś za chmurami. Kiedy opadł kurz moim oczom ukazał się stary statek Withdrawna, którzy przypominał jedną z pierwszych wersji mojego X-winga. Wyglądał jakby był przeniesiony w czasie o co najmniej 60 lat. Chwilę po tym zobaczyłem mój statek i Lukiego który krzyknął coś do mnie. Zrozumiałem szybko o co mu chodzi… Odlatujemy na Yavin IV.



Autor: Sas Ablazer
Awatar użytkownika
Jedi Council
Rada Jedi
 
Posty: 841
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47

Wróć do Ekran z zasadami

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość