Sal Zur'th - [Podanie Zaakceptowane]


Punkt zbiórki kandydatów na Jedi, którzy sądzą, że poradzą sobie ze wszystkimi przeszkodami jakie postawi przed nimi wola Mocy.

   
REGULAMIN REKRUTACJI

I. Podstawowe zasady:
1. Według podjętych decyzji rekrutacja w akademii została otwarta na stałe (Rada Jedi zastrzega sobie prawo do zmiany decyzji jeśli uzna to za słuszne).
2. Został stworzony odpowiedni dział na potrzeby rekrutacji i tylko tam będą rozpatrywane wszystkie sprawy przyjęć do akademii.
3. Podanie należy napisać w nowym temacie, gdzie w tytule powinien znajdować się nick postaci.
4. Akademia posiada gotowy wzór podania, który każdy chętny musi wykorzystać w pierwszym poście tematu, aby podanie było brane pod uwagę.
5. Po złożeniu podania nie można edytować jego treści, czy też usuwać tematu i wstawiać go ponownie.
6. Nowy temat założony przez kandydata służy do oceny podania przez członków i wskazania ewentualnych błędów jakie się pojawiły w pierwszym poście.
7. Każdy członek może napisać na co zagłosował, jednak jeśli nie chce, może wtedy się wypowiedzieć nie podając tej informacji.
8. Podanie powinno być napisane w sposób zrozumiały, zgodnie z zasadami języka polskiego, a nadmierna ilość błędów negatywnie wpłynie na ocenę.
9. W Akademii obowiązuje zakres wiekowy od lat 15-stu (Rada Jedi zastrzega sobie prawo do uwzględniania wyjątków wiekowych).
10. Jest bezwzględny zakaz kopiowania prac bez zgody autora. Niezależnie od formy i sposobu wykonania.
11. Wszystkie próby tworzenia nowych kont przez osoby którym nie udało się dostać i wklejania z nich podań, będą surowo karane.
12. Rada Jedi zastrzega sobie prawo do odrzucenia podania jeśli jest chociaż minimalne podejrzenie o "multikonta" i to od nich zależy czy w ogóle będzie ono brane pod uwagę.
13. Postać osoby składającej podanie nie może być wyznawcą Ciemnej Strony Mocy, a także posiadać żadnych zdolności w Mocy (Rada Jedi zastrzega sobie prawo do uwzględniania wyjątków).
14. Wszystkie podania które nie będą przestrzegać zasad obowiązujących w Akademii Jedi na Yavin IV, będą odrzucane (Rada Jedi jest wstanie dokonać wyjątku, ale tylko w bardzo skrajnych przypadkach).

II. Dalsze postępowanie:
1. Po złożeniu podania, Rada Jedi sprawdza czy spełnia ono podstawowe wymagania i zamienia temat w ankietę z dwoma wyborami:
a. Członek jest za przyjęciem kandydata.
b. Członek jest przeciwny przyjęciu kandydata.
2. Każdy członek (nie będący na okresie próbnym) ma w ankiecie jeden głos, który nie może być zmieniony bądź cofnięty, dlatego radzimy dokładnie przemyśleć decyzje.
3. Wszystkie głosy liczą się tak samo, nie ma tutaj rozróżnienia pomiędzy rangami czy funkcjami.
4. Jeśli jakiś członek nie jest zdecydowany, to może się wstrzymać z głosem na jakiś czas, albo całkowicie co pokaże jego neutralność do sprawy.
5. Podanie musi zostać rozpatrzone w ciągu 14 dni od czasu zamiany tematu w ankietę i wtedy musi być podjęta decyzja.
6. Głosować może każdy członek, jeśli jednak decyzja wygląda na przesądzoną to temat może zostać zamknięty przed czasem.
7. Jeśli większość odpowiedzi jest pozytywna, podanie zostaje zatwierdzone. Kandydatowi pozostaje cierpliwie czekać na dalsze instrukcje od Rady Jedi.
8. Jeśli większość odpowiedzi jest negatywna, podanie zostaje odrzucone. Kandydat musi odczekać 20 dni przed napisaniem ponownie podania, oraz nie może wykorzystać niczego ze swoich poprzednich prac (radzimy dokładnie przemyśleć wszystko przed wstawieniem podania).
9. Jeśli ilość odpowiedzi pozytywnych jest równa ilości odpowiedzi negatywnych, o werdykcie decyduje ogólne zachowanie kandydata, oraz wszystkie wydarzenia z nim związane.

Twórcy regulaminu:
Rada Jedi



Regulamin może ulec zmianom, od niektórych reguł mogą wystąpić wyjątki.

Czy powinniśmy przyjąć kandydata?

Czas głosowania minął 06 cze 2013, 20:15

Tak
8
100%
Nie
0
Brak głosów
 
Liczba głosów : 8

Sal Zur'th - [Podanie Zaakceptowane]

Postautor: Sal » 23 maja 2013, 19:40

INFORMACJE OGÓLNE
a. Imię: Mateusz
b. Wiek: 20 lat
c. Zamieszkanie: Warszawa
d. Zainteresowania: Śpiew, aktorstwo, spanie.
e. Krótki opis własnej osoby: Kto mnie zna, ten mnie zna. Jestem zwariowanym na punkcie musicali, na co dzień miłym i kontaktowym człowiekiem.
f. Kontakt:
- email: mat.przedrzymirski@gmail.com
-gg: ---------
- xfire: ishoro


SCENA JK3
a. Przynależność: Akademia Jedi na Yavin IV
b. Staż: ~ 3 lata
c. Krótka historia: Byłem jednym z dłużej przebywających w Akademii członków, jednak często brakowało mi czasu na grę, musiałem więc zamrozić postać. Postanowiłem jednak, że czas pozostawić Ishara w spokoju i dać szansę nowemu charakterowi i nowej historii.


POSTAĆ
a. Imię: Sal Zur’th
b. Wiek: 26 lat
c. Pochodzenie: Keren, Naboo
d. Rasa: Zabrak/ Iridonianin
e. Opis zewnętrzny: Idąc ulicą przeszywa Cię lekki dreszcz. Odwracasz się, spodziewając się obserwatora, jednak nie dostrzegasz nikogo, kto swą osobą zwróciłby Twoją uwagę. Odwracasz się, wzruszając ramionami i w tym momencie przechodzi obok Ciebie – jest dość wysoki, jednak nie przekracza dwóch metrów. Ubrany jest w ciemny kombinezon. Jego skóra, pokryta tatuażami, ma brązowy kolor. Od razu zwracasz uwagę na jaśniejące, niebieskie oczy. Twarz nieznajomego ma spokojny wyraz. Gdy zauważa na sobie Twój wzrok, lekko kiwa głową, po czym mija Cię, kierując się dalej w swoją stronę.
f. Historia: [min. 450 słów]
Autor: Sal Zur’th - Ishar Kal Mor

Ból, tępy ból. Leży na ziemi, tyle był w stanie stwierdzić w pierwszej chwili. Poczuł zapach spalenizny oraz gorąco na swojej twarzy. Spróbował otworzyć oko, jednak jasne światło skutecznie uniemożliwiło mu wykonanie czynności. Po kilku próbach udało mu się mrużąc oczy ocenić swoje położenie – był w dolinie. Dookoła otaczały go drzewa, tworząc w ich środku małą polanę. Dostrzegł rozbity, palący się ścigacz, rzucający jedyne światło w całej okolicy. Za nim znajdował się niewielki, połowicznie rozstawiony, militarny namiot.
Przewrócił się ociężale na plecy, ręka automatycznie powędrowała do głowy szukając źródła bólu. Skrzywił się, gdy natrafił na sporego guza umiejscowionego na potylicy. Powoli usiadł, rozglądając się dookoła. Dostrzegł po swojej lewej stronie złamaną, drewnianą pałkę – za pewne narzędzie, którym został powalony na ziemię. Dookoła panowała cisza.

- SAL! WSTAWAJ DO CHOLERY!
Zabrak otworzył niechętnie oczy, przeciągnął się i spojrzał na holograficzny zegar, znajdujący się na suficie dokładnie nad jego głową, który wskazywał 6:01.
- Czemu budzisz mnie tak wcześnie?! – odburknął, siadając nieśpiesznie na łóżko. Przetarł twarz, jednak wzdrygnął się, czując jej pieczenie. No tak, tego mógł się spodziewać po tym, jak zrobi sobie tatuaże. Zazwyczaj dzieci Iridonian tatuowane były za młodu. Symbole na skórze stawały się częścią ich historii, determinowały je i nie raz świadczyły o pochodzeniu. Jednak rodzina Zur’th stawiała na w pełni samodzielne dokonywanie wyborów życiowych, nie narzucając a jedynie wskazując dorastającym członkom rodziny słuszne wybory.
- Wcześnie? Cholerny leniuchu, pracujesz w służbach porządkowych, a sam nie umiesz się uporządkować! A teraz podnoś się, śniadanie leży na stole – młodsza siostra jak zwykle wykazała się ogromem miłości. Sal szukał zajęcia dla siebie – zaczął jako mechanik w pobliskim serwisie transportu miejskiego w Keren. Pomimo, że zawód mu się spodobał, postanowił szukać dalej – pracował u handlarzy, w porcie kosmicznym Kwilaan. Każda praca dawała mu dużo przyjemności, nabywał nowych umiejętności, nawiązywał wiele znajomości, zwłaszcza pracując w porcie. Jednak nigdzie nie czuł się w pełni spełniony, wiedział, że nie robił tego, co powinien. Skierował więc swe kroki do Kereńskiej milicji - pobór był zawsze duży, jednak stosunek między przystępującymi a tymi, którym udało się przejść pełną rekrutację był niewielki. Salowi jednak nic nie stanęło na drodze i już wkrótce przechodził wstępny trening militarny. Mijał właśnie tydzień, od kiedy zaczął pracę w terenie, zajmując się drobnymi rzeczami, jak obserwacja ulic, rozwiązywanie zamieszań w lokalach jak i przed nimi.
Przeszedł do łazienki i przemył twarz. Skóra wokół tatuaży wciąż była lekko poczerwieniona, jednak one same wyglądały niesamowicie, był zadowolony z decyzji ich zrobienia i cieszył się z ostatecznego rezultatu. Przez chwilę patrzył na romb na swoim czole – symbolu swojej rodziny. Pomimo, że na Naboo mało było Zabraków, Zur’thom, dzięki zaradności, udało się prowadzić normalne, dość wygodne życie, nie musząc specjalnie przejmować finansami. To właśnie dlatego dawali młodym szukać siebie, nie naciskając, ani nie nakazując im niczego, dopóki nie wchodzili w ekstrema.
Usiadł do w pełni zastawionego już stołu, przy którym siedziała już Ira, jego siostra.
- Jak tam twoja twarz? – zapytała, przegryzając świeżo wypieczoną bułkę.
- Zadziwiająco przystojna – zażartował , sięgając po bułkę.
- Że co proszę? – zakrztusiła się teatralnie siostra.
Uśmiechnął się, przekrawając bułkę na pół i nakładając na nią po plastrze szynki i sera.
- Lepiej niż wczoraj, gorzej niż juto – odpowiedział, biorąc gryz przygotowanej przed chwilą kanapki - gotowa do szkoły?
- Nie masz lepszych tematów do rozmowy? – odburknęła przewracając oczami. Wiedział, że nie lubiła tam chodzić, mimo, że nie miała większych problemów z żadnym z przedmiotów.
- Nie z rana – uśmiechnął się szeroko i sięgnął po wodę – nie martw się, zaraz będziesz latała z dzieciakami nad jeziora.
- Nie mogę się doczekać – skończyła swoją porcję, po czym odniosła swój talerz do zmywarki – zbieram się, brat. Nie daj sobie obić tej „przystojnej” twarzy – to mówiąc wzięła z pokoju torbę i skierowała się do wyjścia.
- Trzymaj się! – powiedział, kierując się z nią do drzwi, które zamknął po jej wyjściu.
Dokończył śniadanie w samotności i posprzątał po sobie. Jego rodzice wstawali zazwyczaj tuż przed dwunastą, nie zamierzał ich budzić. Poszedł do siebie do pokoju i wykonał poranną serię ćwiczeń, które rozgrzały jego mięśnie przed długim dniem pracy. Wziął ciepły prysznic, ubrał się w mundur. Wyszedł z domu, popatrzył z uśmiechem na budzącą się do życia ulicę i zatrzasnął za sobą drzwi.
Udało mu się wstać. Był jeszcze lekko przygłuszony, jednak powoli wracał do siebie. Na polanie porozrzucane były narzędzia oraz broń. Odruchowo sięgnął do pasa, szukając swojego blastera, jednak kabura okazała się pusta. Podszedł do dopalającego się już ścigacza, który od razu poznał – należał w końcu do niego. Oceniając jego stan stwierdził, że nawet gdyby zabrał go do serwisu, to nie dałby rady go naprawić.
- Niech to szlag – przeklął sam do siebie, dalej oceniając sytuację w której się znalazł. Nie pamiętał, co się stało, czemu i gdzie się właściwie znajdował. Podszedł ostrożnie do namiotu, zajrzał do środka, jednak znalazł tam jedynie starą, zwiniętą karimatę. Stwierdził, że cokolwiek by się nie działo, musi do rana podtrzymać ogień, ponieważ noc była chłodna. Podszedł ostrożnie do najbliższego skraju polany, poszukując ewentualnego napastnika, jednak nikogo nie dostrzegł. Zaczął więc zbierać drewno na opał. Gdy miał już wystarczającą ilość gałęzi, skierował się z powrotem do centrum polany tą samą drogą. Przyzwyczaił się do ciemności, więc ponownie musiał przymrużyć oczy, podchodząc do ścigacza. Ogień palił już resztki skóry z siedzenia, dorzucił więc szybko witki, po czym, gdy ogień je zajął, dorzucił większe kawałki drewna, tworząc ostatecznie przyzwoite ognisko, rzucające światło na cały obóz, wydłużając cienie pojedynczo leżących przedmiotów. Po prawej stronie ogniska dostrzegł swój blaster. Podniósł broń, sprawdzając jej stan.
- Niemal rozładowany… - jego głos, mimo, że cichy, rozbrzmiał w przytłaczającej ciszy, zakłócanej jedynie przez trzaskanie palącego się drewna. Rozejrzał się ponownie po okolicy, szukając w świetle przydatnych przedmiotów, jednak bronie były rozładowane bądź zniszczone, a klucze i śrubokręty w obecnej sytuacji również nie miały użycia. Podniósł wzrok z ziemi i zobaczył coś, co zmroziło krew w jego żyłach.

Droga do pracy zajęła mu jak zwykle tylko chwilę. Mijając serwis, w którym kiedyś pracował przywitał się z Riteem, jego właścicielem. Budynek służb miejskich był dość sporym gmachem, niewyróżniającym się za bardzo wśród beżowych domów, charakterystycznych dla architektury Naboo. W środku podłużny hol o wysoko umiejscowionym suficie prowadził wchodzących do różnych departamentów, znajdujących po obu stronach korytarza w oddzielonych nawach. Sal skierował swe kroki do ostatniego wejścia po prawej, gdzie znajdowało się biuro zgłoszeń oraz komenda służb porządkowych. Zameldował się w recepcji, wszedł do windy i wjeżdżając na drugie piętro. Gdy tylko drzwi się otworzyły, zobaczył w pokoju na przeciwko grubego Twi’leka, swojego szefa Trela, gestykulującego gwałtownie do grupy młodych posterunkowych, słuchających o swoich zadaniach. Poczekał chwilę, aż Trel skończy i wszyscy wyjdą, po czym wszedł do środka. Za nim wślizgnęła się do pokoju reszta grupy młodych służbowych.
- Przed czasem, bardzo dobrze! – krzyknął Trel, a jego tłusty podbródek zatrząsnął się, gdy szef potrząsnął głową z aprobatą.
– W Keren rośnie liczba złapanych przemytników, nielegalnych handlarzy niewolników i innego rodzaju bantha – splunął na podłogę – milicja musi się tym zająć, dlatego od dziś zostajecie przeniesieni na teren Kwilaan. Do odwołania! Sprawdzacie każdego kupca, który zamelduje się przy lądowaniu, jego papiery i dokładną ilość towaru, wszystko. Kilka grup jest już na miejscu, nie martwcie się – dodał, widząc lekko zmieszane miny słuchających.
- Tutaj macie datapady, pokazujące wam dokładną listę przybywających – rozdał urządzenia - A teraz do roboty! – machnął ręką zadziwiająco szybko jak na swoją wagę i powrócił do holorojektora w rogu sali.
Sal spojrzał na tablet w swoim ręku, którego niewielki ekran pokazywał długą listę. Na szczęście wszystko było dobrze rozplanowane, przy każdej rejestracji statku pokazywane było imię milicjanta, który zajmował się sprawą i krótki meldunek o statusie rewizji. Zabrak wyszedł z gmachu, ruszył na parking i wsiadł na swój niewielki ścigacz. Odpalił silnik i ruszył w stronę portu. Większość milicjantów używała służbowych pojazdów, jednak Sal zbudował speeder jeszcze w serwisie z pomocą szefa, dostosowując go pod siebie. Uważał go za lepszy od czegokolwiek, co mogli zaproponować mu jego pracodawcy.
Port leżał po drugiej stronie miasta, dojechał tam, gdy na zegarach wybijało południe. Zaparkował ścigacz, zameldował się w biurze i zabrał się do pracy. Wyszukał na liście pierwszy lepszy statek i ruszył w stronę bramek. Właścicielem statku był ogromny Kel Dor, sprzedający wysokiej jakości techniczne usprawnienia do broni, pancerzy oraz implanty i stymulanty z Dorin, poprawiające możliwości ich użytkowników. Towar w pełni się zgadzał, wysoki handlarz próbował namówić Sala do kupna jednego ze swoich towarów za połowę ceny, ponieważ rewizja była szybka i przeprowadzona w dobrej atmosferze, jednak Zabrak grzecznie odmówił. Zaznaczył w datapadzie, że statek i towar są w pełni legalne i wyszukał kolejny, znajdujący się na liście czekających na sprawdzenie przybyłych.
Dzień minął mu zadziwiająco szybko, widział wiele niesamowitych towarów, przez droidy protokolarne, astromechy, gizki, egzotyczne przyprawy po świecące, magmowe lapy, modne wśród zamożnych, którzy posiadali ekstremalnie luksusowe mieszkania. Gdy zbliżała się noc, udał się do portowego biura celem odmeldowania się. Gdy wszedł, natrafił na środek dyskusji.
- …dlarze, niech ich szlag trafi! Nigdy nie mają pełnej dokumentacji a zawsze znajdą tysiąc usprawiedliwień! – krzyczał starszy komendant, którego Sal nie rozpoznał. Niewysoki człowiek o jasnej karnacji z krzaczastym wąsem chodził przed salami przesłuchań, drapiąc się nerwowo po głowie.
- Co robimy, szefie? – zapytał młody Kiffar, opierający się o ścianę, który ewidentnie nie miał ochoty brać udziału w całej rozmowie.
- Co się stało? – podszedł do stojącego trochę dalej, ale biorącego udział w rozmowie Setha, Selkatha w jego wieku.
- Mamy dwóch zatrzymanych, jeden to Rodianin, handlarz bronią, a drugi to Devaronianin, który sprzedaje… żywy towar – skrzywił się na ostatnie słowa – U Rodianina broni jest za mało, gość jest roztrzepany, nie wie, czy zgubił towar, czy zarejestrował go za dużo. Z drugim sprawa jest poważniejsza – ma dziesięć niewolników więcej, niż jest to podane w bazie danych, upiera się, że zakupił ich w okazji na Orvax IV w drodze z Tattooine i nie zdążył zarejestrować zakupu przy odlocie.
- Czemu mało chce mi się wierzyć w tę historię? – Sal splótł ręce na klatce piersiowej, przypatrując się dalszej części rozwijającej się przed nimi sceny. Mężczyzna z wąsem konsultował coś chwilę jednym, ze służbowych, zapewne ze swoim partnerem, po czym odwrócił się do pozostałych:
- Wypuście Rodianina, nie mamy mu nic do zarzucenia. Devaronianin zostaje, skontaktować się z portami w Orvax IV, sprawdźcie, czy ostatnio lądował tam statek z jego rejestracją. I STRESZCZAĆ SIĘ, CHCĘ WRÓCIĆ DO DOMU PRZED PÓŁNOCĄ! – nie skierował polecenia do nikogo konkretnego, po czym ruszył w stronę swojego biura, a jego partner wybiegł za nim.
Sala przesłuchań, w której siedział Rodianin została otworzona przez Kiffara, zielony handlarz zaczął wszystkim dziękować, zapytał również, gdzie może się napić czegoś mocniejszego, a gdy wskazano mu drogę do jednego z najlepszych lokali w mieście, zabrał dokumenty i wyszedł szybkim krokiem, przepraszając i wielce dziękując wszystkim dookoła. Chwilę później do pokoju wszedł mężczyzna z ochrony portu, trzymając blaster Rodianina w specjalnej torbie.
- A tu jest Pana… - przerwał, gdy zobaczył, że kupiec już wyszedł – i jak się nie dziwić? Jeśli tak traktuje poręczną broń, to zakładam, że strata jednej skrzyni towaru pewnie nie jest dla niego dość odczuwalna – jeszcze raz popatrzył na worek – a wiem, ile takie cacuszko kosztuje.
- Daj, jeszcze złapię go po drodze – Sal przewrócił oczami, chwycił blaster Rodianina i rzucił na odchodne – I tak wracam już do domu – po czym wybiegł z biura.
Ciało. Jak on do cholery mógł nie zauważyć ciała?! Sal skarcił się za swą zabrakową prostolinijność, podbiegając do leżącej na skraju polany postaci. Dziewczyna miała materiałowy worek zawiązany na głowie. Na szczęście oddychała, choć ciężko.
- Obudź się, obudź się – zaczął rozwiązywać sznurek związany wokół jej szyi, po czym zdjął jej worek z głowy. Dziewczyna była młoda, może rok starsza od jego siostry. Stęknęła cicho, jednak nie przebudziła się, więc zaczął nią trząść ją za ramię, jednak robiąc to na tyle delikatnie, by nie skrzywdzić dziewczyny w razie ewentualnych ran. W końcu nieznajoma zamrugała nieprzytomnie oczami, a po chwili gwałtownie je otworzyła, odskakując od Sala, jednocześnie w odruchu obronnym wymierzając mu siarczysty cios w policzek.
- Uspokój się – próbował ją uspokoić Zabrak, jednak dziewczyna na czworaka uciekła od niego na drugi skraj polany.
- TY?! TO BYŁEŚ TY?? – przerażona szukała drogi ucieczki, jednak nie chciała zaryzykować biegu przez las – JAK MOŻESZ! PRZECIEŻ JESTEŚ BRATEM IRY! – na te słowa Sala zamurowało. Czy on znał tę dziewczynę? Nie kojarzył jej przecież, a tym bardziej nie pamiętał, żeby był przedstawiany jakiejkolwiek koleżance swojej siostry. Jednocześnie wkradła mu się do głowy myśl – Ira może być zagrożona!
- GDZIE MNIE ZABRAŁEŚ?! – wyrwała go z rozmyślań dziewczyna.
- Nie wiem. Nie mam pojęcia co się dzieje, nie jestem odpowiedzialny za… tę sytuację – przez chwilę rozejrzał się po polanie, szukając odpowiedniego słowa na określenie położenia, w jakim się znaleźli, jednak nie znalazł żadnego innego. Jednocześnie cały czas dręczyły go pytania: kim był napastnik? Czemu zostawiono ich właśnie tutaj? Czemu dziewczyna miała worek na głowie a on nie? Złapał się za głowę, jakby chcąc wydobyć z niej jakiekolwiek wspomnienia ostatniej doby.
- Coś się dzieje? – zapytała bardziej ufnym tonem znajoma jego siostry, jednak nadal trzymając bezpieczny dystans.
- Nie pamiętam nic, co się dziś działo, czemu mój ścigacz jest zniszczony, czemu zostałem ogłuszony… nic – uderzył pięścią w ziemię w odruchu bezsilności – wybacz mi… kim w ogóle jesteś? – przypomniał sobie, że jego towarzyszka niedoli nadal jest mu nieznana – nie pamiętam, żebyśmy byli sobie przedstawieni…
- Nie, nie zostaliśmy. Ozla. Znam Irę ze szkoły – starała się uśmiechnąć, ale wyszedł jej jedynie krzywy grymas.
- Miło mi Cię poznać. Cóż za doskonałe miejsce na zawieranie nowych znajomości! Jestem..
- Sal. Wiem. Twoja siostra mnóstwo mi o tobie opowiada – tym razem szczerze się uśmiechnęła. Zabrakowi zrobiło się ciepło na sercu, a jednocześnie czuł mały ucisk w klatce piersiowej, przeczuwał zagrożenie. Zapadła chwila ciszy.
- Co teraz robimy? – zapytała w końcu Ozla z nutą niepewności w głosie.
- Nie wiem, gdzie jesteśmy. Musimy czekać do świtu, wtedy ruszymy w stronę przeciwną, do której skierowany jest mój ścigacz, zakładam, że stamtąd przyleciałem… bądź zostałem przywieziony. Wtedy…
- Grzecznie wskoczycie do swoich klatek i będziecie należycie usługiwać swoim nowym właścicielom – Rozbrzmiał z lasu męski głos.

Zapadł już wieczór, miasto wydawało się być pokazem kolorowych lampek, każda mająca własne przeznaczenie, do którego dążyła. Rodianin wsiadł właśnie do taksówki, która ruszyła w stronę obrzeży miasta. Zdziwiło to Sala, gdyż knajpa, którą polecono przesłuchanemu była blisko centrum. Zabrak wskoczył na swój ścigacz i ruszył za taksówką. Po niedługiej podróży śledzony zatrzymał się przed niewielką speluną, przed którą czekał na niego jakiś człowiek, wyglądający na mandaloriańskiego łowcę nagród. Mężczyźni przywitali się podaniem dłoni, Rodianin spytał o coś najemnika, ten odkiwnął głową, po czym obaj ruszyli to stojącego w rogu dwuosobowego speedera. Pojazd został uruchomiony, po czym wystrzelił jak z procy, opuszczając miasto, kierując się w stronę bagien. Sal nie namyślając się w ogóle ruszył za podejrzanymi, jednak zostawał daleko z tyłu. Rodianin i jego towarzysz zniknęli między drzewami, Zabrak wiedział, że teraz zwolnią, ich pojazd nie wyglądał na zbyt dobrze dostosowany do podróży w terenie, na pewno nie tak dobrze jak jego, pomyślał zadowolony.
Mylił się. Nie widział nawet świateł speedera w leśnym gąszczu. Postanowił kontynuować podróż mimo wszystko, musiał się dowiedzieć, co Rodianin miał na sumieniu. Powoli teren obniżał się, tworząc dolinę. Po kilku minutach dostrzegł światło, zwolnił, chcąc zatrzymać ścigacz w bezpiecznej odległości od jego źródła, jednak z lewej strony nadszedł strzał, którego się nie spodziewał. Czerwona wiązka światła przeleciała przez złącza kierownicy, spalając je i odbierając Salowi kontrolę nad ścigaczem. Zanim się zorientował, co właśnie zaszło, przód jego speedera zarył w ziemię na środku leśnej polany, wyrzucając jego kierowcę z siedzenia, posyłając go na spotkanie z pniami drzew naprzeciw. Zabrak poczuł w sobie nagły napływ siły i refleksu, wywinął w powietrzu szybki, akrobatyczny obrót i w momencie zetknięcia się jego nóg z korą odepchnął się od niej mocno, następnie miękko wylądował na podłożu. Potrząsł głową, próbując zrozumieć, jak udało mu się wykonać taki manewr, jednak zza ścigacza zbliżał się do niego mandaloriański najemnik. Sal szybko wyciągnął swój blaster oraz blaster Rodianina i wymierzył w przeciwnika, który zdążył wyciągnąć już swój karabin, oddając zabójczą salwę w głowę Zabraka. Zur’thowi wydawało się, że czas stanął w miejscu, widział, jak strzały, jeden za drugim, idą powoli wymierzoną trajektorią w jego stronę. Zanim jednak dosięgnęły celu, Sal stał już w bezpiecznej odległości, odpowiadając ogniem w nogi wroga. Jego atak powalił łowcę na nogi, który upuścił jednocześnie broń, amortyzując upadek rękoma. Zabrak podbiegł do niego i kopnął w karabin, odtrącając go, a następnie strzelił w spust, czyniąc broń nieużyteczną. Podniósł wzrok i zobaczył młode postacie różnych ras z workami na głowach oraz klatki, w których już znajdowało się kilka z więźniów. Zaskoczony odwrócił wzrok na łowcę, który wbił sobie w nogę igłę strzykawki z dużą dawką leku przeciwbólowego.
- Co się tu dzieje? GDZIE JEST RODIANIN?! – wycelował ponownie w mandalorianina, który nawet nie zwrócił na niego uwagi, grzebiąc w jednej w swoich kieszeni.
- Tutaj. – usłyszał rodiański głos za swoimi plecami, po czym usłyszał trzask łamanego drewna, poczuł ból z tyłu głowy, a następnie ogarnęła go ciemność.

Ozla pisnęła. Sal spojrzał w ciemność lasu, z której przemówił nieznajomy, sięgając do kabury.
- Kim jesteś? – wycelował blaster, jednak nie doszukał się przeciwnika pośród cieni.
- Nie pamiętamy już, co się stało? Czyżbym uderzył za mocno? – roześmiał się mówca, którego głos wydawał się Zabrakowi znajomy - Lepiej się przyzwyczaj.
Głos stanowczo należał do Rodianina. Kimkolwiek był, musiał zostać zatrzymany.
- Wychodź! – oddał strzał ostrzegawczy w stronę, w którą patrzył. Zostało mu nie więcej, jak dziesięć strzałów.
- Pudło – ponownie zaśmiał się głos – będziesz dobrym niewolnikiem dla Dugów, dostarczysz im dużo rozrywki. BIERZ GO! – z lasu wybiegł mandaloranin. Sal nagle przypomniał sobie wszystko, co działo się dzisiejszego dnia, obrazy przeleciały mu przed oczami, dając mu szybkie streszczenie z kim ma do czynienia i czemu się tu znajduje.
- OZLA, UCIEKAJ – krzyknął Zabrak, celując w szarżującego na nich mandalorianina. Wystrzelił, jednak jego przeciwnik wzbił się w górę za pomocą plecaka odrzutowego i wykonał mocnego kopniaka w twarz Zur’tha. Sal zatrzymał atak ręką, co zdziwiło obu walczących, a następnie zrewanżował się ciosem w pierś najemnika. Napastnik runął na ziemię, wykonał przewrót i stanął szybko na nogi, ponawiając atak, tym razem za pomocą blastera. Dwie salwy przeleciały koło Zabraka, gdy ten zataczał koło wokół łowcy. Trzecia salwa miała dosięgnąć uciekiniera, jednak ten nagle zawrócił i zatrzymał się, oddając jeden precyzyjny strzał w rękę mandalorianina, który zawył z zaskoczenia, gdy laser dosięgnął jego dłoń, wybijając broń z jego ręki.
- Jak?! JAK TO MOŻLIWE?! – wykrzyczał raniony, zasłaniając się zdrową ręką. Zur’th nie był w stanie odpowiedzieć. Często udawało mu się dokonywać rzeczy, które dla innych były trudne do osiągnięcia, ale nigdy nie zdarzyło się to do takiego stopnia. Powoli podszedł do pokonanego, ściągnął jego hełm i uderzył kolbą w skroń, posyłając nieprzytomnego na ziemię.
- Jestem po wrażeniem, jak na niewolnika jesteś całkiem zdolny – roześmiał się Rodianin, wychodząc z gąszczu jakby nigdy nic – a teraz pójdziesz ze mną i wejdziesz do swojej klatki, tak jak reszta – ostatnie trzy słowa wycedził.
- A co Ci daje taką pewność? – odpowiedział, spokojnie namierzając głowę swojego rozmówcy na cel – jak na chwilę obecną to ty wydajesz się być w niedogodnej pozycji – odezwała się zabrakowa natura Sala. Rodianin tylko wskazał głową stronę, w którą powinien patrzyć Zabrak.
- Oto moja karta przetargowa – opowiedział. Zur’th popatrzył we wskazanym kierunku, po swojej lewej. Stał tam aresztowany Devaronian, trzymający za włosy klęczącą, cicho łkającą Ozlę. Niebieskie oczy rozszerzyły się w niedowierzaniu.
- C… Co TY tu robisz? – wystękał do mierzącego w niego czerwonoskórego przestępcy.
- Och, długa historia… Urmt, zechcesz opowiedzieć naszemu znajomemu, jak się tu znaleźliśmy na tej śmiesznej planecie? – rogaty wyszczerzył ostre jak brzytwa zęby.
- W skrócie? Mój partner, Trex, musi dowieźć na Malastare dostawę niewolników, ma dość duży kontrakt z pewnym Dugiem. Z Tattooine wyleciał z pełnym składem, jednak padł ofiarą ataku piratów. Na szczęście jest o tyle sprytny, że udało mu się uciec własnym statkiem, jednak ponad połowa niewolników była już w rękach piratów. Potrzebował pomocy z mojej strony, pozbawiono go wszystkich kredytów, które miał przy sobie. Na Orvax IV sprzedałem dla niego jedną skrzynię drogich pukawek, dzięki czemu kupił więcej niewolników, niż potrzebował. Przy okazji, dziękuję za zwrot mojej broni – wyciągnął blaster, który również wycelował w Sala - Okazało się jednak, że część z nich jest dość… niezadowalająca, wylądowaliśmy więc tutaj, aby sprzedać bezużytecznych i nabyć nowych. Mieliśmy lądować w Theed, jednak skontaktował się z nami łowca niewolników – wskazał na nieprzytomnego mandalorianina – i powiedział, że za dwójkę naszych dostarczy nam jednego jeńca. Ponieważ mieliśmy ich trochę, to chętnie przystaliśmy na umowę. Okazało się, że jesteśmy o dwóch niewolników za mało i wtedy pojawiłeś się ty, jak na zamówienie. A teraz nalegam, abyś się poddał. Ewentualnie zginiesz i będziemy musieli znaleźć kogoś nowego – dołączył do prawicy Devalorianina.
Sal czuł na sobie celowniki obu blasterów. Spiął wszystkie mięśnie, szykując się na ponowną walkę. Nagle bronie wyleciały z rąk obydwu przestępców, unosząc się w powietrzu jak gdyby grawitacja nie istniała, a chwilę później niewyjaśniona siła cisnęła nimi o drzewa, rozbijając oba na części. Cała trójka stała przez chwilę zdziwiona, po czym Rodianin rzucił się na Sala, wyrywając mu jego broń i przewracając na ziemię. Skierował lufę w jego głowę i nacisnął spust.
Zapadła cisza.

ŹLE ODMIERZYŁ! Zur’thowi serce waliło z niewiarygodną szybkością, ale uśmiechnął się w myśli. ŹLE WYLILCZYŁ POZOSTAŁĄ W BLASTERZE ENERGIĘ! Zanim Urmt zorientował się, co się właśnie stało, potężny cios w twarz odrzucił go na dwa metry. Sal rzucił się na niego z pięściami, kiedy nagle usłyszał dźwięk włączającego wibroostrza.
- STÓJ! Koniec tej zabawy. Poddajesz się, albo ona umrze – podniósł wibronóż nad głowę w geście ostrzegawczym. Zabrak zamarł, nie będąc pewien, co ma robić, odległość między nimi była za duża, żeby zdążył zablokować atak. Nagle ciszę przerwał dziwny, wysoki dźwięk, następnie coś zabuczało i z lasu wyleciał miecz o niesamowitym, niebieskim, laserowym ostrzu. Broń doleciała do Devalorianina, pozbawiając go ręki, po czym zawróciła. Z lasu wyskoczyła postać w płaszczu, łapiąc rękojeść zabójczego narzędzia i miękko lądując na ziemi. Trex zawył, upadając na kolana i łapiąc pozostały kikut, z którego nie poleciała nawet kropla krwi.
- Przepraszam, że tak późno, powiadamiałem milicję o całej sprawie, są już w drodze. Proszę, odejdźcie na bok – nieznajomy skierował te słowa do Sala i Ozli, którzy natychmiastowo wykonali polecenie – Dziękuję. W imieniu Republiki, jesteście aresztowani! Zarzuty usłyszycie w kereńskim sądzie – zwrócił się do Rodianina i Devalorianina, po czym nacisnął przycisk na rękojeści, wyłączając niebieskie ostrze broni, przypinając ją do pasa.
Niedługo potem nad polaną pojawiły się trzy pojazdy kereńskiej milicji i dwie karetki. Urmt został zakuty i wpakowany do jednego z wozów, który natychmiast odleciał. Trex wraz z manadlorianinem zostali zabrani do jednej z karetek, Ozla i Sal do drugiej. Gdy tylko położono Zabraka na łóżko szpitalne w pojazdy, zapadł w głęboki sen.

Obudził się w ciepłym, świeżo pościelonym łóżku. Czuł się niezwykle wypoczęty, nie było żadnego bólu głowy, żaden z jego mięśni nie bolał. Otworzył oczy i zobaczył nad sobą ciemnoskórego mężczyznę w czarnych szatach i brązowym płaszczu, swojego wybawcę. Uśmiechał się.
- Witamy wśród żywych – powiedział spokojnym tonem, o wiele głębszym i przyjemniejszym niż to pamiętał Sal – Wybacz, że się wczoraj nie przedstawiłem, nazywam się Sas Ablazer.
Zabrak patrzył na niego przez chwilę, po czym uniósł się na ręce, podstawiając sobie poduszkę pod plecy i usiadł.
- Chciałem Ci pogratulować dokonań z przedwczorajszej nocy…
- Przedwczorajszej? – Zur’th podrapał się w głowę.
- Przespałeś cały dzień –odpowiedział życzliwie mężczyzna – jak już mówiłem, chciałem Ci pogratulować. Przede wszystkim odwagi i wytrwałości. Mało kto trzymałby się swojego zadania aż do tak krytycznej chwili…
- Moja rodzina – ponownie przerwał mu Sal – Ozla, ta dziewczyna – Ablazer kiwnął głową na znak, że wie, o kim mowa – jest koleżanką mojej siostry. Czy Ira…
- Jest cała i zdrowa, nie była w to zamieszana. Wszyscy niewolnicy, których udało się odbić tym przestępcom wracają teraz do swoich domów albo zakładają nowe, tutaj – uśmiechną się szerzej. W głowie Zabraka krążyły setki pytań, ale jedno nurtowało go najbardziej.
- To, co przedwczoraj robiłeś… ta rzecz z pistoletami i.. i twoim mieczem. Czy tego da się nauczyć?
- Tylko niektórzy mają takie… umiejętności – odpowiedział poważniej mężczyzna.
- Czy ja mam szansę się tego nauczyć? Chcę ratować ludzi, tak samo jak ty. W momencie, kiedy sytuacja jest krytyczna, zmieniać trajektoria losu, pomagać, gdy nikt inny nie może – zapadła chwila ciszy, Ablazer podrapał swoją brodę.
- Uważam, że tak. Widzisz, jestem mistrzem Akademii Jedi na Yavin IV…
- Jedi? To ci mistyczni wojownicy? – Sas roześmiał się na te słowa.
- Tak. Różnie o nas mówią. Robimy, co tylko w naszych siłach, by utrzymać pokój w naszej niestabilnej galaktyce – uśmiechał się, choć ton jego głosu był poważny – przemyśl to naprawdę porządnie. Jeśli się zdecydujesz, będę za dokładnie 5 dni w południe wsiadał na prom A-16 z feralnego Kwilaan, pojaw się. Jeśli nie, to mam nadzieję, że będziesz traktowany przez ludzi z należytym ci szacunkiem – mówiąc to, lekko się skłonił, po czym opuścił pokój.

Sal nie zastanawiał się długo. W swoich poszukiwaniach natrafił właśnie na możliwość bycia „kimś więcej” , możliwość przysłużenia się galaktyce w sposób, o którym mu się nie śniło. Pożegnanie z rodziną było trudne, jednak wiedział, że rozumieli. W przeddzień wyjazdu nie mógł spać, całą noc przesiedział z Irą, rozmawiali jak zawsze, jakby nic nie miało się zmienić. Rano odprowadziła go pod port i pożegnali się. Wzrokiem odprowadził ją do taksówki, po czym ruszył do bramki prowadzącej do lotu A-16 z lekkim podekscytowaniem.


INFORMACJE DODATKOWE
a. Dlaczego chcesz wstąpić do Akademii?
Ponieważ mam nadzieję na dobre RP i odrobinę relaksu z ludźmi, którzy tworzą świetny klimat. Wiem, że tutaj się nie rozczaruję.
b. Skąd dowiedziałeś się o Akademii?
Hm.. chyba z http://www.kotor2.pl, ale nie jestem w 100% pewien.
Obrazek
Awatar użytkownika
Sal
Były członek
 
Posty: 305
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Lokalizacja: Warszawa

Re: Podanie Sal Zur'th

Postautor: Jedi Council » 23 maja 2013, 20:15

Podanie spełnia minimalne wymagania, dlatego została otwarta ankieta. Błędy, oraz własne spostrzeżenia co do podania członkowie mogą pisać w tym temacie.
Obrazek
Awatar użytkownika
Jedi Council
Rada Jedi
 
Posty: 821
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47

Re: Podanie Sal Zur'th

Postautor: Sas » 23 maja 2013, 21:38

Co tu dużo mówić ;) Świetna historia i naprawdę miło mi się ją czytało. Kilka byczków w postaci zjedzonych literek by się znalazło, ale to kropla w morzu ;) Naprawdę miło mi widzieć osobę która powraca do nas, po takim czasie. Miło wspominam Twoją poprzednią postać, tej nie mogę się doczekać na serwerze. Jestem oczywiście za tym abyś do nas ponownie przystąpił B)

PS. Dzięki za fajne, nieprzerysowane wykorzystanie mojej postaci w Twojej historii ;)
Obrazek
Awatar użytkownika
Sas
Mistrz
 
Posty: 1336
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Lokalizacja: M'haeli

Re: Podanie Sal Zur'th

Postautor: Lethari » 23 maja 2013, 22:05

Generalnie, nie mam nic do dodania.. czyta sie dość przyjemnie, i choć faktycznie można sie dopatrzeć paru literówek to jednak bledną one na tle tej całej historii. Długość też mówi sama za siebie, mimo tego wymagania 450 słów postanowiłeś sie jednak wysilić i napisać "dużo" więcej, co jest moim zdaniem już i tak wielkim plusem. Tyle z mojej strony. Za.
Awatar użytkownika
Lethari
Apprentice
 
Posty: 256
Rejestracja: 08 maja 2012, 18:21
Lokalizacja: Katowice

Re: Podanie Sal Zur'th

Postautor: Raziel Shiv'la » 24 maja 2013, 9:02

Tak jak mówili moi poprzednicy, znalazłem parę literówek i błędzików. Jednak przez to, że historia stoi na tak wysokim poziomie, najczęściej nie zwracałem na nie uwagi :D. To świetne podanie, świetna historia i świetny człowiek. Strasznie się cieszę stary, że do nas wracasz, najchętniej zagrałbym z Tobą na serwerze już teraz :). Bezsprzecznie jestem ZA !!
Obrazek
Awatar użytkownika
Raziel Shiv'la
Były członek
 
Posty: 382
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:49
Lokalizacja: Zabrze

Re: Podanie Sal Zur'th

Postautor: Saela Taarz » 25 maja 2013, 18:02

Sam osobiście nie mam nic przeciwko. Teraz już widzę, czemu Sasowi tak bardzo się historia podoba. Mnie osobiście także się podobała, gdyż wśród krótkich notek lubię czasami poczytać coś bardziej obszernego. Ja jednak uważam, że mogłeś nieco przerysować wrażliwość na Moc, ale to tylko moje zdanie. Wykorzystanie postaci Sasa przyjąłem z uśmiechem na twarzy, więc zdecydowanie fajnie to wszystko napisane.

Oczywiście zdarzały się literówki, bądź niepoprawnie napisane wyrazy, ale nawet najlepszym się zdarza. Ponadto dawno nie gościliśmy Zabraków. O mój głos możesz być zatem spokojny ^^
Awatar użytkownika
Saela Taarz
Radna
 
Posty: 1187
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:49
Lokalizacja: Dawniej Adachi

Re: Podanie Sal Zur'th

Postautor: Jedi Council » 25 maja 2013, 18:13

Wynik jest wyraźny dlatego podanie zostaje zaakceptowane. Kandydat otrzymuje niniejszym rangę Rekruta i podstawowy dostęp do działów dla członków, może także zgłosić się do klanu na xfire. O dalsze instrukcje prosimy się pytać członków Rady Jedi.

Gratulujemy i życzymy miłej zabawy.
Obrazek
Awatar użytkownika
Jedi Council
Rada Jedi
 
Posty: 821
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47


Wróć do Punkt rekrutacyjny

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości