Ackial "Ack" Fihleazah - [Podanie Zaakceptowane]


Punkt zbiórki kandydatów na Jedi, którzy sądzą, że poradzą sobie ze wszystkimi przeszkodami jakie postawi przed nimi wola Mocy.

   
REGULAMIN REKRUTACJI

I. Podstawowe zasady:
1. Według podjętych decyzji rekrutacja w akademii została otwarta na stałe (Rada Jedi zastrzega sobie prawo do zmiany decyzji jeśli uzna to za słuszne).
2. Został stworzony odpowiedni dział na potrzeby rekrutacji i tylko tam będą rozpatrywane wszystkie sprawy przyjęć do akademii.
3. Podanie należy napisać w nowym temacie, gdzie w tytule powinien znajdować się nick postaci.
4. Akademia posiada gotowy wzór podania, który każdy chętny musi wykorzystać w pierwszym poście tematu, aby podanie było brane pod uwagę.
5. Po złożeniu podania nie można edytować jego treści, czy też usuwać tematu i wstawiać go ponownie.
6. Nowy temat założony przez kandydata służy do oceny podania przez członków i wskazania ewentualnych błędów jakie się pojawiły w pierwszym poście.
7. Każdy członek może napisać na co zagłosował, jednak jeśli nie chce, może wtedy się wypowiedzieć nie podając tej informacji.
8. Podanie powinno być napisane w sposób zrozumiały, zgodnie z zasadami języka polskiego, a nadmierna ilość błędów negatywnie wpłynie na ocenę.
9. W Akademii obowiązuje zakres wiekowy od lat 15-stu (Rada Jedi zastrzega sobie prawo do uwzględniania wyjątków wiekowych).
10. Jest bezwzględny zakaz kopiowania prac bez zgody autora. Niezależnie od formy i sposobu wykonania.
11. Wszystkie próby tworzenia nowych kont przez osoby którym nie udało się dostać i wklejania z nich podań, będą surowo karane.
12. Rada Jedi zastrzega sobie prawo do odrzucenia podania jeśli jest chociaż minimalne podejrzenie o "multikonta" i to od nich zależy czy w ogóle będzie ono brane pod uwagę.
13. Postać osoby składającej podanie nie może być wyznawcą Ciemnej Strony Mocy, a także posiadać żadnych zdolności w Mocy (Rada Jedi zastrzega sobie prawo do uwzględniania wyjątków).
14. Wszystkie podania które nie będą przestrzegać zasad obowiązujących w Akademii Jedi na Yavin IV, będą odrzucane (Rada Jedi jest wstanie dokonać wyjątku, ale tylko w bardzo skrajnych przypadkach).

II. Dalsze postępowanie:
1. Po złożeniu podania, Rada Jedi sprawdza czy spełnia ono podstawowe wymagania i zamienia temat w ankietę z dwoma wyborami:
a. Członek jest za przyjęciem kandydata.
b. Członek jest przeciwny przyjęciu kandydata.
2. Każdy członek (nie będący na okresie próbnym) ma w ankiecie jeden głos, który nie może być zmieniony bądź cofnięty, dlatego radzimy dokładnie przemyśleć decyzje.
3. Wszystkie głosy liczą się tak samo, nie ma tutaj rozróżnienia pomiędzy rangami czy funkcjami.
4. Jeśli jakiś członek nie jest zdecydowany, to może się wstrzymać z głosem na jakiś czas, albo całkowicie co pokaże jego neutralność do sprawy.
5. Podanie musi zostać rozpatrzone w ciągu 14 dni od czasu zamiany tematu w ankietę i wtedy musi być podjęta decyzja.
6. Głosować może każdy członek, jeśli jednak decyzja wygląda na przesądzoną to temat może zostać zamknięty przed czasem.
7. Jeśli większość odpowiedzi jest pozytywna, podanie zostaje zatwierdzone. Kandydatowi pozostaje cierpliwie czekać na dalsze instrukcje od Rady Jedi.
8. Jeśli większość odpowiedzi jest negatywna, podanie zostaje odrzucone. Kandydat musi odczekać 20 dni przed napisaniem ponownie podania, oraz nie może wykorzystać niczego ze swoich poprzednich prac (radzimy dokładnie przemyśleć wszystko przed wstawieniem podania).
9. Jeśli ilość odpowiedzi pozytywnych jest równa ilości odpowiedzi negatywnych, o werdykcie decyduje ogólne zachowanie kandydata, oraz wszystkie wydarzenia z nim związane.

Twórcy regulaminu:
Rada Jedi



Regulamin może ulec zmianom, od niektórych reguł mogą wystąpić wyjątki.

Czy powinniśmy przyjąć kandydata?

Czas głosowania minął 24 mar 2015, 21:07

Tak
8
100%
Nie
0
Brak głosów
 
Liczba głosów : 8

Ackial "Ack" Fihleazah - [Podanie Zaakceptowane]

Postautor: Ackial » 10 mar 2015, 20:49

- Informacje ogólne
a. Imię: Sławek
b. Wiek: 19
c. Zamieszkanie: Warszawa
d. Zainteresowania: Sport, muzyka, technologia (w ogólnym pojęciu), astronomia, militaria, gry komputerowe (jestem fanem kilku konkretnych serii).
e. Krótki opis własnej osoby: nie ukrywam, że jest to jeden z trudniejszych punktów podania – to już trochę o mnie mówi. Bywam bezpośredni, mam dziwne poczucie humoru, lubię ponarzekać. Jestem dość kreatywny, ale w połączeniu z moim lenistwem tworzy to kopalnię pomysłów, w której nie ma komu kopać. To chyba dość trafne porównanie.
f. Kontakt:
- email – podałem w profilu, ale nie preferuję tej formy komunikacji.
- gg – 52301857
- xfire – niebawem założę, stary login i hasło... zapodziałem.

- Scena JK3
a. Przynależność: Yavin IV
b. Staż: 3 lata
c. Krótka historia: W 2008 roku po raz pierwszy złożyłem podanie do Akademii. Po pewnych perypetiach zmieniłem postać i wytrzymałem z nią do 2011 roku. Dlaczego przestałem grać i się udzielać? Nie mam pojęcia. Być może natłok obowiązków i dość istotne wydarzenia w życiu spowodowały, że zabrakło mi siły i determinacji. Nie ukrywam, była pewna grupka osób z którą nie chciałem się już więcej zadawać. Odciąłem się od gry, jak i całego uniwersum. Teraz zaczynam poznawać wszystko od nowa, co niewątpliwie będzie pozytywnym aspektem w RP.

- Postać
a. Imię: Ackial "Ack" Fihleazah
b. Wiek: 21
c. Pochodzenie: Dac
d. Rasa: Kalamarianin
e. Opis zewnętrzny: Ack to niewysoki Kalamarianin o skórze łososiowatego koloru, która ze względu na wiek osobnika nie została jeszcze pokryta bruzdami. Spokojny wzrok świadczy o typowym dla tego gatunku usposobieniu, a cichy głos budzi jedynie sympatię.
f. Historia: [min. 450 słów]


- Wstawaj, rybko!
Skrzeczący głos wyrwał Acka z głębokiego snu. Tępy ból głowy natychmiast dał o sobie znać, przypominając młodemu pilotowi o jego dość niekomfortowej sytuacji.
- Nareeeeeszcieeeeee! - właściciel głosu nie ukrywał swojego podekscytowania. - O rany, myślałem żeś sztywniak! Tacy są najgorsi... Wrzucają ich tutaj, a potem tylko śmierdzą i śmierdzą, na zawsze! – nieznajomy przerwał monolog nerwowym chichotem. - Chociaż nie, ty jesteś inny. Capisz od początku!
Ack pomasował obolałą głowę, ignorując docinki. Usiadł na pryczy, rozglądając się po otoczeniu. Prawdopodobnie znajdował się w jakimś więzieniu, co dobitnie sugerowały kraty odgradzające go od reszty pomieszczenia. Jego cela, nie licząc łóżka, wyposażona została w prostą toaletę i blat stołu wystający ze ściany. To by było na tyle, żadnych ukrytych wyjść, przedmiotów z których można zrobić wytrych lub łom. Kalamarianin zerknął pod łóżko, na wszelki wypadek. Błąd.
- Mówiłem! - zarechotał nieznajomy, widząc Acka z trudem łapiącego oddech. - Wrzucają, ale nie wyciągają! Pod moim też jeden był. Nie przypadł mi do gustu...
Ack podniósł wzrok, po raz pierwszy widząc swojego towarzysza w niedoli. W przeciwległej celi stał człowiek, na oko czterdziestoletni. Jego wychudzona twarz i niepokojące spojrzenie musiały świadczyć o głodówce. Kalamarianin nerwowo przełknął ślinę. Na szczęście dzieliły ich kraty i trzymetrowy korytarz.
- Gdzie jesteśmy? Masz pojęcie, jak stąd wyjść? - zapytał, z obawą siadając na łóżku. Nie oczekiwał sensownej odpowiedzi, ale zawsze warto było spróbować. Nieznajomy wzruszył ramionami.
- To chyba jakaś asteroida. Strażnicy noszą kombinezony pasujące pod skafandry do spacerów kosmicznych. Gdzieś na zewnętrznych rubierzach, tam mnie złapali. Piraci, albo inne ścierwo. – nagła zmiana zachowania zbiła z tropu Acka. Chłodna kalkulacja i spostrzegawczość więźnia trochę go zaskoczyła. - A ty, rybko? Skąd się tu wzięłaś? - pomieszczenie wypełnił dawny rechot, po racjonalnym myśleniu nie został ślad.
- Urodziłem się na na Dacu, tam też się wychowałem. Odbywałem szkolenie wojskowe w orbitalnej akademii, miałem służyć jako pilot myśliwca eskortującego FreiTek...
- Fascynujące! - człowiek przerwał, krzycząc na całe gardło. - Pytałem o to, jak się tu znalazłeś... - dodał znacznie ciszej, opierając się o kraty całym ciałem. Ack pokręcił głową. Musieli współpracować, jeżeli chcieli przeżyć. Kalamarianin miał jednak wątpliwości, czy sam nieznajomy nie stanowi kolejnego zagrożenia. Zmusił się do kontynuowania rozmowy.
- Ehm... Rutynowy patrol w ramach szkolenia, przybyliśmy aż tutaj – młody pilot zerwał się z pryczy. Nagły przypływ wspomnień przyniósł ze sobą informacje. - Już wiem! Sektor Raioballo! Robiliśmy ćwiczenia bojowe nad Kesmere, a potem... Coś poszło nie tak.
- Wrzucili cię tutaj ze trzy dni temu. - mruknął człowiek, sięgając do pamięci.
- Trzy dni temu...? Tylko mnie? Nikogo więcej? - Ack miał nadzieję na jakąkolwiek pozytywną wiadomość, niestety spotkało go jedynie rozczarowanie. Westchnął, siadając na łóżku. Jeżeli chciał stąd wyjść, musiał szybko zebrać fakty i ruszyć do działania, postępująca głodówka pozbawi go sił, zarówno mentalnych jak i fizycznych. Ponownie rozejrzał się po pomieszczeniu, tym razem dokładniej. Przede wszystkim interesowała go elektronika – cele w tak dużych blokach więziennych można było otwierać zdalnie. To oznaczało, że mógł przechwycić sygnał lub samemu wytworzyć taki, aby kraty otworzyły się. Podstawy elektroniki poznał na szkoleniach w akademii – oczywiście w szczątkowym stopniu, ale to powinno wystarczyć. Więzienie było przestarzałe, poza tym piraci nie słynęli z zabezpieczaniem innych rzeczy niż ich zdobyczny majątek. Hałas otwieranych drzwi przerwał jego rozmyślania. Do bloku więziennego wszedł strażnik, niosąc tacę z nieokreśloną zawartością. Postawił ją przed celą Kalamarianina, po czym wyszedł, nie zważając na wrzaski i lament drugiego więźnia. Gdy litania przekleństw dobiegła końca, człowiek oskarżycielsko wskazał na Acka.
- Ty pieprzony oszuście! Jesteś z nimi w zmowie! Wsadzili cię tutaj, aby mnie złamać! Będą cię karmić, na moich oczach! Ścierwo! - człowiek rzucił jeszcze kilka wymyślnych epitetów, po czym bezsilnie osunął się na podłogę celi. Sprawiał wrażenie osoby pozbawionej dosłownie wszystkiego, był wrakiem żywej istoty. Ack nie obwiniał więźnia za emocjonalny wybuch, było mu go po prostu żal. Po chwili wahania oderwał kawałek pieczywopodobnej struktury i rzucił nią przez korytarz. Nieznajomy błyskawicznie spałaszował chleb, nie zostawiając ani jednego okruszka. Bez zaszczycania Kalamarianina słowami podziękowania, ułożył się na pryczy i poszedł spać. Ack w spokoju dokończył posiłek, wracając przy tym do planowania ucieczki. Niebawem zgasła jedna z sekcji świateł korytarza i pomieszczenia pogrążyły się we względnej ciemności. Zmęcznie dało o sobie znać. Głęboki sen przyniósł myśli o domu i najbliższych. W obecnej sytuacji, zobaczenie ich ponownie graniczyło z cudem.

* * *

Sen został brutalnie przerwany przez wyjący alarm. Ack zerwał się z pryczy, odruchowo szukając schronienia. Drugi więzień wpadł w amok i szarpiąc za kraty wygłaszał mocny sprzeciw wobec zakłócania nocnej ciszy. Ack zakrył uszy, po czym wyjrzał na korytarz. Pomieszczenie rozświetlone było czerwonymi lampami, które pulsowały w rytm alarmu. Poza tym nic się nie zmieniło, drzwi do sąsiedniego pokoju, lub kolejnego korytarza nadal były zamknięte. Wycie ustąpiło po kilkudziesięciu minutach, lecz lampy rażące mocnym światłem skutecznie trzymały więźniów na nogach. Błogą ciszę przerwały przytłumione odgłosy strzelaniny, poprzedzone eksplozją. Ack ocenił, że drobniejsze wystrzały należały do blasterów strażników. Wtórująca im kanonada brzmiała jak wyjątkowo ciężki karabin lub działko. Cóż, na pewno nie były to odgłosy uzbrojenia będącego na wyposażeniu Nowej Republiki, ale z braku możliwości nie mógł narzekać na to kto go uratuje. O ile go uratuje.
Drzwi do pomieszczenia wyleciały z zawiasów, z hukiem opadając na podłogę przy przeciwnej ścianie. Ich śladem poszybował strażnik, wrzeszcząc ze strachu. Dym z sąsiedniego pokoju wtłoczył się przez próg. Wyłoniła się z niego ciemna sylwetka - część świateł przebiła się przez obłoki, oświetlając przybysza. Ciężko opancerzona postać stała w progu, jej strój przypominał zlepek najrozmaitszych kombinezonów i pancerzy, tworząc mozaikę kolorów i kształtów. Pozornie chaotyczna kompozycja niewątpliwie miała swoje praktyczne zastosowania - Ack nie był w stanie dostrzec szczegółów, ale zdołał wyodrębnić zewnętrzne generatory osłon czy szczątkowy egzoszkielet otaczający ręce postaci. Całość zwieńczał podłużny hełm z niewielkim prześwitem na wizjer, z którego biło delikatne, zielone światło. W rękach przybysza spoczywał potężny karabin DC-15A, konstrukcja pamiętająca Wojny Klonów, obecnie niemalże historyczny artefakt. Postać powoli rozejrzała się po pomieszczeniu szukając wszelkich zagrożeń, kompletnie ignorując krzyki ludzkiego więźnia. Nie znajdując niczego, napastnik ostatni raz zerknął na nieprzytomnego strażnika, po czym opuścił pomieszczenie, zostawiając sparaliżowanego ze strachu Acka na pastwę losu. Kalamarianin zakrztusił się, z trudem łapiąc oddech - ilość dymu rosła. Prawdopodobnie w całym tym zamieszaniu zapaliła się jakaś instalacja elektryczna. Niespodziewanie, napastnik wrócił. Przedzierając się przez tumany dymu, prawdopodobnie korzystając z czujników kombinezonu, dotarł do celi Acka.
- Copaani gaan, gihaal? - z głośników hełmu wydobył się nieokreślonej natury głos. Kalamarianin nie zrozumiał słów, zdołał jednak wyłowić w nich nonszalancką nutę. Energicznie przytaknął, krztusząc się. Nieznajomy gestem ręki polecił mu odsunąć się od drzwi. Nieokreślony błysk światła oświetlił pokój na krótką chwilę, w mig niszcząc zamek. Nie bawiąc się w wymianę uprzejmości, napastnik chwycił więźnia za rękę i wyciągnął go z celi. Pośpiesznym krokiem przebili się przez tumany dymu, zatrzymując się sąsiednim pomieszczeniu.
- Zaczekaj tu, wracam po drugiego – przybysz odezwał się w basicu, Ack nie miał więc problemów ze zrozumieniem jego słów. Przytaknął z wdzięcznością, usilnie łapiąc każdy kolejny oddech. Gdzieś na końcu jego głowy pojawiła się myśl, że ucieczka nie byłaby najlepszym pomysłem. Po kilku minutach jego wybawiciel wrócił, prowadząc krztuszącego się człowieka.
- Cholera, dzięki stary, wiszę ci flaszkę koreliańskiej! - rozentuzjazmowany więzień zasypywał nieznajomego kolejnymi komplementami, lecz gdy tylko podszedł bliżej, został brutalnie odepchnięty i przyparty do ziemi.
- Ne shab'rud'ni, chakaar... - napastnik wysyczał, wskazując oskarżycielsko palcem w pierś więźnia. Człowiek podniósł ręce do góry, jego oczy wypełnił strach.
- Wstawaj - nieznajomy ponownie przeszedł na basic. - Ty też. - skinieniem głowy przywołał Acka. Kalamarianin posłusznie podniósł się z podłogi, podchodząc bliżej. Dopiero teraz mógł dojrzeć szczegóły stroju napastnika. Kombinezon przypominał ciemne szaty, w które ktoś starannie wkomponował płyty pancerza i serwomotory. Całości dopełniały metalowe rękawice, wyposażone w gniazdo kotwiczki i holowyświetlacz.
- Nie mamy czasu. To miejsce niedługo przestanie istnieć. Jeżeli chcecie przeżyć, idźcie za mną – nieznajomy wyjaśnił, po czym dodał wskazując na człowieka. - Żadnych numerów. Zrozumiano?
Więźniowie przytaknęli posłusznie. Po kilku chwilach spędzonych na przetrząsaniu szafek i kolekcjonowaniu wyposażenia, byli gotowi do podróży. Ack zebrał się w sobie i odważył się na zgłoszenie sugestii.
- Powinniśmy przeszukać ciała strażników. Nie mamy uzbrojenia.
- Ja mam. To wystarczy – nieznajomy uciął wszelką dyskusję, po czym otworzył drzwi prowadzące do dalszej części kompleksu. Kalamarianin nie miał wyboru, musiał liczyć na cudze umiejętności. Sam nie był dobrym strzelcem, kilka obowiązkowych sesji na strzelnicy nie wystarczyło aby nabrał wystarczającej wprawy. Dlatego też nie lubił sytuacji takich jak ta, gdy znajdywał się w zagrożeniu poza myśliwcem. Czuł się bezbronny, wręcz odsłonięty. Starając się nie rozmyślać o swojej sytuacji, zdusił strach w zarodku i ruszył śladami pozostałej dwójki.

* * *

Trójka uciekinierów mijała kolejne pomieszczenia, nie napotykając oporu. Nieznajomy nie chciał wyjawić szczegółów sytuacji, narzucał wysokie tempo. Ack nie był wysportowaną istotą, głównie przez swoją wątłą budowę i brak ćwiczeń. Szybko złapał zadyszkę – pomimo usilnych starań, nie udało mu się dotrzymać tempa i zaczął zostawać kilka kroków z tyłu. Czuł, że nie da rady wyjść z tej sytuacji żywcem.
- Ja... cholera...Już nie mogę – wysapał, próbując dokrzyczeć się do pozostałej dwójki. Jego ciche słowa usłyszał jedynie więzień. Obejrzał się przez ramię i z grymasem pokręcił głową.
- Przykro mi, młody. Nie możesz nas opóźniać – gdy to mówił, na jego twarzy zagościło współczucie, lub raczej jego marny odpowiednik. Kalamarianin otworzył szerzej oczy. Poczuł się oszukany, po raz kolejny dostał nauczkę za swoją naiwność. Chciał coś powiedzieć, poprosić człowieka o litość, nie dał jednak rady. Zrezygnował. Osunął się na ziemię, czując że słabnie od zmęczenia i nadmiaru stresu. Wszystko wypełniła ciemność.
Ack wisiał w przestrzeni. W zasadzie nie mógł zdefiniować miejsca czy wymiaru, w którym się znalazł. Jego ciało jawiło się jako rozmazana poświata, falująca pod wpływem ciemniejszych plam uderzających z każdej strony. Gdy popatrzył na swoje ręce, zdołał dojrzeć coś na kształt kryształu, z którego składały się jego skóra i kości. Kolejny błysk światła naruszył siatkę, wywołując mikroeksplozję i wyrzucenie okruchów Acka w przestrzeń. Na miejscu dawnej tkanki pojawiły się ciemniejsze uzupełnienia, wyraźnie osłabiające konstrukcję, obciążające jej połączenia i rozciągające całe jego ciało we wszystkich kierunkach. Proces zachodził powoli, jednak każdy rozbłysk odczuwalnie wyniszczał kryształy. Gdy Kalamarianin rozejrzał się dookoła siebie, dostrzegł kilka obłoków – większość z nich była jasna, lecz bez trudu wyodrębnił kilka ciemniejszych. Zbliżył się do największego z nich, teraz już widząc wyraźne, punktowe źródło, z którego wypływały kolejne plamy ciemności. Wyciągnął rękę, dotykając obiektu. Usłyszał własny głos. Słowa chwyciły jego dłoń, wciągając go w sam środek mrocznego punktu, który teraz zaczął pulsować, rozszerzając się. Poczuł dziwny ból i momentalnie uszła z niego wszelka energia, nie był w stanie przeciwstawić się tak wielkiej sile. Gorączkowo rozglądał się, szukając jakiegokolwiek sposobu na ucieczkę lub ukrócenie tej katorgi. W oddali, jakby na samym horyzoncie przestrzeni, dojrzał jeszcze kilka innych poświat, jaśniejszych i ciemniejszych. Jedna z nich była wyraźnie bliżej niż reszta i Ack dostrzegł szczegóły. Otaczały ją ciemne obłoki, a kryształy z których się składała, zostały rozbite przez czarne plamy. Sylwetka była rozmazana, zlewała się z chmurami, sprawiała wrażenie zatrutej. Z jej kierunku przylatywała część ciemności, wzmagając siłę wiru wciągającego Kalamarianina. Tuż za nią Ack dostrzegł kolejną postać, zbliżającą się do centrum wydarzeń. Jej granice wyraźnie odznaczały się od otoczenia, a środek był pełny kontrastów – jasne kryształy gdzieniegdzie poprzecinane były czarnymi niczym węgiel żyłkami, które jednak wyraźnie zamknięto w środku sieci krystalicznych. Co dziwne, postać była wolna od obłoków – przynajmniej bezpośrednio, bo Ack dostrzegł kilka z nich wiszących w pewnej odległości, o wiele większej niż u innych sylwetek. Postać zbliżyła się już wyraźnie, Kalamarianin miał wrażenie że wyciąga do niego rękę. Zebrał w sobie resztkę sił, sięgając własną dłonią. Silny uścisk otrzeźwił jego umysł, poczuł wyraźne szarpnięcie wyłuskujące go z wiru. Usłyszał słowa, które z trudem zrozumiał.
- Nie zostaniesz tu, słyszysz? Dasz radę. Ta asteroida jest jedynie przystankiem na twojej drodze, Moc ma wobec Ciebie inne plany.
- Brakuje mi sił. Nie jestem w stanie się wydostać – Kalamarianin sapnął, ledwo łącząc słowa w zdania.
- Brakuje ci sił czy raczej brakuje ci wiary? To nie twoje nogi zadecydowały o postoju, to nie twoje ciało wydało na siebie wyrok zanim w ogóle podjęło bój. Walcz!
Kalamarianin zobaczył błysk światła, który stopniowo przeobraził się w promień biegnący od drugiej sylwetki do wiru. Poczuł wstrząs. Część ciemnych plam zaczęła znikać z jego ciała. Odetchnął, czując ogromną ulgę od bólu. Gdy otworzył oczy, znalazł się z powrotem na podłodze korytarza. Nieznajomy klęczał obok, trzymając go za dłoń. Zdjął hełm, patrzył teraz prosto w oczy Kalamarianina. W jego spojrzeniu malowało się głębokie zaskoczenie, które ustąpiło dopiero po chwili.
- Dasz radę – powtórzył cicho, lecz stanowczo. Klepnął Acka w ramię, a następnie pomógł mu wstać. Wolną dłonią sięgnął po hełm, tylko po to aby zastygnąć w połowie ruchu. Kilka metrów od nich stał drugi więzień, trzymając karabin nieznajomego.
- Popełniasz błąd, człowieku...
- Oddawaj mapy i kody dostępu– więzień wskazał na holodatę. Sparaliżowany strachem Ack zdołał jedynie nerwowo przełknąć ślinę.
- Rzuć broń, a dam Ci mapy i okazję, aby wyjść stąd żywym – mówiąc to, nieznajomy niemal niezauważalnie zaczął zmieniać swoją postawę. Przesunął jedną nogę do przodu, stając pewniej. Jedna z dłoni powędrowała w kierunku pasa. Więzień dostrzegł ruch, podniósł karabin i złożył się do strzału.
- Hej, żadnych gwałtownych ru... - kolejne sceny potoczyły się błyskawicznie. Więzień spanikował i wystrzelił z karabinu. W ręce nieznajomego niemalże natychmiast pojawił się cylindryczny obiekt. Błysk wystrzału karabinu zlał się z poświatą aktywowanego ostrza. Blasterowa wiązka pomknęła z powrotem w kierunku człowieka, trafiając go w pierś. Oszołomiony Ack runął na ziemię. Zszokowany patrzył na dymiącego trupa, pierwszy raz w życiu widząc śmierć z tak bliska. Nieznajomy wyłączył broń, przypinając cylinder do pasa. Zabrał leżący karabin i włożył go sobie na plecy. Bez wahania ominął ciało więźnia, pomagając Ackowi zebrać się z ziemi. Podniósł hełm i pośpiesznie założył go na głowę.
- Musimy ruszać. Zostało niewiele czasu. - wymamrotał, speszony nerwową reakcją Kalamarianina na minione wydarzenia. Poczuł, że jest mu winien nieco wyjaśnień. - Nie przybyłem jako misja ratunkowa. Chcę wysadzić w powietrze to przeklęte miejsce. Najlepiej wraz ze wszystkimi, którzy przyczynili się do jego powstania – w jego głosie pojawiła się nuta gniewu i żalu, Ack poczuł że ma to niewątpliwie osobisty wydźwięk. - Zbyt wiele istot zginęło w tych celach... Jeżeli się nie pośpieszymy, dołączymy do ich zaszczytnego grona.

* * *

Dwie postacie przemierzały niekończący się labirynt korytarzy. Pomieszczenia wypełniała cisza, brak jakiegokolwiek oporu ze strony piratów początkowo spowodował ulgę. Z czasem, zastąpił ją niepokój. Mimo kilku przystanków, Acka zaczynały boleć nogi. Taszczył ze sobą karabin blasterowy, który zabrał strażnikowi. Broń była dodatkowym ciężarem, lecz dawała poczucie częściowej kontroli nad sytuacją. Ilość zakrętów i skrzyżowań korytarzy sprawiła, że trudno było ocenić rzeczywisty dystans. Zdobyczna mapa była bardzo uproszczona, droga którą obecnie podążali wiodła przez najstarszą część kompleksu, służącą teraz za awaryjne linie serwisowe. Problemy zaczeły się, gdy dotarli do zamkniętego odcinka, gdzie brakowało światła i ogrzewania. Trzęsąc się z zimna, Ack po omacku podążał śladami nieznajomego. Modlił się o najlżejszy promyk światła dający ulgę od strachu, który czychał w każdej kolejnej odnodze tunelu. Sytuacji nie poprawiała mnogość niezidentyfikowanych odgłosów atakujących uszy Kalamarianina. Dochodziły do niego dziwne drapanie i syknięcia, czasami odwracał się z bronią gotową do strzału, gdy wydawało mu się że słyszy kroki. W pewnym momencie był niemalże pewien, iż coś porusza się dokładnie nad nimi. Próbował zgłosić swoje obawy nieznajomemu, jednak ten pokiwał głową. Widocznie opanowanie strachu wychodziło mu znacznie lepiej.
- To tylko twoja wyobraźnia. Staraj się o tym nie myśleć, skup się na celu podróży.
- Mówiąc o celu... - Kalamarianin nieśmiało zasugerował podzielenie się informacjami. Tym razem się doprosił.
- Jeden z hangarów. Pożyczymy łajbę piratów, mój statek odleci z innego punktu i przechwyci nas w bezpiecznej odległości od asteroidy. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, zdążymy na pokaz fajerwerków. Miejsca w pierwszym rzędzie.
- Co zrobimy, jeżeli piraci obstawią lądowiska lub wysadzą swoje statki?
- Nie wiem. - nieznajomy zarechotał, jednak po chwili spoważniał. - Mówiłem Ci, nie jestem ekspedycją ratunkową. Powrót był jedną z ewentualności, nie stałym elementem planu. Nie przejmuj się, na pewno się uda. Czuję to. - Ack nerwowo przełknął ślinę. Nie wątpił w metody nieznajomego, jedynie kwestionował trzeźwość jego umysłu.
- Jeżeli jednak cokolwiek pójdzie nie tak, spróbuj dostać się do mojego statku, najlepiej przez kanały wentylacyjne. - towarzysz Kalamarianina kontynuował swój wywód. - Wgrałem lokalizację do twojej mapy, w przypadku absolutnej konieczności masz też awaryjną częstotliwość komunikatora mojej załogi. - nieznajomy przerwał, otwierając właz do kolejnej sekcji tunelu. - Na pewno się dogadacie. Od pewnego czasu brakuje nam pilota. Latałeś kiedyś YT-2400?
Ack jedynie pokręcił głową. Istne szaleństwo. Nigdy nie rwał się do podobnych akcji, zdecydowanie wolał rozplanowane działania i schematyczne postępowanie. Był pierwszym na sali odpraw i ostatnim w kasynie oficerskim. Potrafił improwizować, w końcu wykształcił tą umiejętność latając przez tyle lat, jednak nie sprawiało mu to przyjemności. Teraz, pozbawiony wyboru, musiał wziąć udział w niemalże samobójczej misji, zaufać nieznajomemu i jego „przeczuciu”. Przynajmniej będzie miał o czym opowiadać. Jeżeli przeżyje.
Jego towarzysz podniósł rękę ostrzegawczo, wskazując na prześwit w tunelu.
- Jedno z wyjść awaryjnych hangaru. Przebijemy się przez ścianę i będziemy w środku.
Powoli wczołgali się przez odnogę, stając naprzeciwko dawnego przejścia - obecnie zagrodzonego przez wzmocnioną durastalową blachę.
- Chyba nie damy rady tego przeciąć. Ładunki wybuchowe? - Ack szybko ocenił wytrzymałość przeszkody. W reakcji, nieznajomy jedynie pokiwał głową i odpiął cylindryczny obiekt od pasa. Uruchomił broń, jej ostrze rozświetliło otoczenie. Sprawnym ruchem wyciął prostokątną dziurę w ścianie, następnie wypchnął powstały kawałek w głąb pomieszczenia. Kalamarianin pokiwał głową z uznaniem, pierwszy raz widząc podobny oręż na oczy. Wskoczył za nieznajomym wprost do środka hangaru. W samo serce pułapki.

* * *

Po dziesiątkach obejrzanych holofilmów, Ack spodziewał się jakiegoś monologu ze strony przywódców piratów, który z pewnością wystąpiłby przed szereg swoich podwładnych i całkowicie odbezpieczony zakpiłby z bezsilności i marnych poczynań bohaterów. Zamiast tego w hangarze rozpętało się piekło. Bandyci najwidoczniej nie znali scenariusza i przywitanie rozpoczęli od blasterowej kanonady. Kalamarianin w akcie desperacji wyskoczył w bok, boleśnie upadając między skrzynie z komponentami. Prowizoryczna kryjówka nie zapewniała mu żadnej, prócz wizualnej, ochrony przed przeciwnikiem, jednak takowa nie była potrzebna. Bandyci skupi cały ogień na towarzyszu Acka, który stał teraz kilka metrów obok i gorączkowo odbijał błyskawice przy pomocy swojej broni.
- Na co czekasz?! Wiej, do jasnej cholery! - sapnął, wykonując skomplikowaną serię uników i salt w powietrzu. Ack nie potrzebował kolejnych zaproszeń, pochylił głowę i rzucił się do wyciętego otworu. Zdołał wspiąć się na jedną ze skrzynek, o włos unikając zabłąkanej serii z karabinu. Wpadł do tunelu i co sił w nogach puścił się przez labirynt korytarzy i odnóg. Kierowany paniką szybko zabłądził, lecz myślał wyłącznie o ucieczce. W końcu doszedł nieco do siebie i zdołał uspokoić rozkołatane serce. Zatrzymał się, żeby sprawdzić mapę i znaleźć trasę biegnącą do drugiego hangaru.
Dręczyły go wyrzuty sumienia – w całym ferworze ucieczki nie sprawdził nawet co stało się z jego towarzyszem. Próbował się usprawiedliwić, działał w końcu tak jak zaplanowali, nie wiedział też jak miałby pomóc nieznajomemu. Mimo wszystko, czuł się z źle ze swoją decyzją. Gdy tak stał, rozpamiętując zaszłe sytuacje, umknęły mu subtelne zmiany w otoczeniu. Do uszu Acka dotarły niepokojące odgłosy. Pośpiesznie sprawdził trasę i zaczął biec.

* * *

Byli tuż za nim. Tak przynajmniej mu się wydawało. Kilka razy miał wrażenie, że słyszy czyjeś głosy. Raz drogę przeciął mu cień, wielokrotnie kątem oka rejestrował ruchy w bocznych odnogach tunelu. W całym zamieszaniu i panice podział gdzieś blaster, był teraz kompletnie bezbronny. Wyświetlacz mapy zaczynał migać, prawdopodobnie uszkodził go podczas upadku w hangarze. Na domiar złego, nie był w stanie połączyć się z załogą statku nieznajomego – kiepskiej jakości komunikator nie radził sobie z metalowymi ścianami kanału wentylacyjnego. Pozostało mu jedynie biec i liczyć na łut szczęścia. W ferworze ucieczki zdołała dotrzeć do niego refleksja – wszystkie ostatnie wydarzenia opierały się na przychylności losu. Począwszy od spotkania z nieznajomym, a skończywszy na otarciu się o śmierć w hangarze. Ack czuł się jak pionek w grze, której zasady zdecydowanie go przerastały. Wyglądało to jak czyjaś zabawa, chory kaprys. Przybliżanie Kalamarianina do śmierci i zmuszanie go, by patrzył prosto w jej zimne, mroczne oczy, miało wydźwięk iście tragikomiczny. Jakby w odpowiedzi na jego myśli, usłyszał kolejny stukot za plecami. Tunel zwężał się, młody pilot szedł teraz na czworaka. Od dłuższego czasu jego wyłącznym źródłem światła była latarka, którą zmuszony był trzymać w zębach. Kanał wentylacyjny był tak długi, że promienie rozpraszały się po drodze, pozostawiając wrażenie pustki przed jak i za Kalamarianinem. Usłyszał kolejny stukot za plecami, tym razem dłuższy i regularny. Brzmiał jak setki szpilek, które rytmicznie uderzały w dno tunelu. Był niemalże pewny, że w świetle latarki dojrzał błysk odbitego światła, przecinającego ciemność za nim. Przyspieszył kroku, tłukąc kolanami i nadgarstkami o metalową podłogę. W odpowiedzi, w tunelu rozniósł się syk, poprzedzony mięsistym klekotaniem. Dysząc ze zmęczenia, Kalamarianin pokonywał kolejne skrzyżowania z innymi szybami wentylacyjnymi, ledwo śledząc trasę na mapie. W akcie desperacji wrzasnął za siebie, chcąc odstraszyć prześladowcę. Odpowiedział mu głośniejszy syk, a tempo stukotu wzmogło się. W świetle latarki było widać już kontury kształtu, który wyraźnie trzymał dystans od Kalamarianina, czekając na najmniejsze potknięcie. Oglądając się za siebie, Ack nie zauważył przejścia do równoległego kanału, biegnącego poniżej. Jego ręka nie napotkała podłoża i przy kolejnym kroku Kalamarianin poleciał w dół. Spadając, boleśnie odbił się od ściany, następnie wylądował w większym tunelu. Pośpiesznie zebrał się z ziemi i mogąc już biec normalnie, puścił się sprintem w zapamiętanym kierunku. Po kilku sekundach usłyszał łoskot, coś spadło jego śladem. Dobiegał właśnie do skrzyżowania, gdy zorientował się że gdzieś zapodział mapę. Gdy ostatnim razem na nią patrzył, do celu pozostawało kilkaset metrów. Trasa nie była skomplikowana, lecz system pokazujący aktualne położenie ułatwiał orientację i Ack nie wybierał złych skrzyżowań. Teraz został pozbawiony tego komfortu i musiał polegać na własnej pamięci. Syk za plecami przypomniał mu o zagrożeniu. Kalamarianin mknął tunelem, sapiąc ze zmęczenia. Chciało mu się wymiotować od wysiłku i strachu, lecz jakimś cudem wytrzymywał. Pośpiesznie wybrał kolejny skręt, wpadając do odrestaurowanego odcinka tunelu. Niewielkie żarówki zamontowane na podłodze dawały delikatne światło, było to niczym błogosławieństwo dla zmęczonego uciekiniera. Kolejne skrzyżowanie pokonał polegając jedynie na swojej intuicji i poczuciu bliskości celu. Niespodziewanie, coś uderzyło w ścianę tuż obok jego ramienia. Z ciemności nad nim wyłoniła się noga, tym razem celując w głowę Kalamarianina. Ack zrobił unik, wrzeszcząc ze strachu. W mroku dostrzegł kilka par ślepi, które patrzyły się wprost na niego. Pilot chwycił za latarkę i w akcie desperacji cisnął nią w czerep istoty. Potworność zasyczała, dając mu kilka sekund przewagi. Ack rzucił się biegiem w kierunku najbliższego skrzyżowania. Tuż za zakrętem ktoś zamontował kratkę odpływową. Niewiele myśląc, Kalamarianin uderzył w blokadę urządzenia i wpadł prosto do pomieszczenia obok. Wylądował pod nogami trójki postaci, które od razu wymierzyły w niego broń.

* * *

- Zgubiłeś się? - jaszczur wysyczał, podnosząc Acka za kołnierz. Kalamarianin wisiał w powietrzu, bezradnie machając nogami. Próbował coś powiedzieć, lecz naciągana tkanina zacisnęła się wokół szyi i pozbawiła go tchu. Panicznymi ruchami rąk zaczął wskazywać na swoją buzię.
- Chyba się dusi – zauważyła inna postać, bardziej z rozbawieniem niż z troską.
- Dusisz się? - zapytał jaszczur, nie luzując uchwytu. Odwrócił głowę w kierunku swojego towarzysza. - Widzisz, głupku? Jakby się dusił to by przecież powiedział! - ponownie szarpnął kołnierzem Kalamarianina, wywołując falę bólu. - A teraz powiedz mi, gdzie ci tak śpieszno?
- Ghhhhy... - Ack wskazał na tunel. Jeden z jaszczurów zajrzał do środka, rozglądając się. Po chwili odskoczył z wrzaskiem. Odpiął termodetonator od pasa i cisnął go wprost do kanału. Eksplozja była na tyle silna, że cała czwórka skończyła na podłodze. Ack nareszcie mógł zaczerpnąć tchu. Podniósł wzrok, rozglądając się po hangarze. Nieopodal stał transportowiec YT-2400, o charakterystycznym kształcie dysku z kokpitem umieszczonym na boku konstrukcji. Statek był w wielu miejscach osmalony – zapewne od niejednej strzelaniny, w jakiej przyszło mu brać udział; gdzieniegdzie było widać części zapożyczone z innych typów pojazdów. Ack dostrzegł również niedbałe naprawy kadłuba, czyli próby zachowania estetyki zakończone dość widowiskową porażką. Ponadto, statek wyposażony został w parę poczwórnych działkek laserowych - o wątpliwej legalności. Obserwację zakończył jeden z jaszczurów, który stanął tuż nad Kalamarianinem. Odbezpieczył blaster, celując.
- Stary, on chyba naprawdę nie jest piratem. Nie ma broni i w ogóle jest jakiś... za ładny na bandziora – odnotował inny oprawca, zbierając z ziemi swój ekwipunek. - Poza tym, popatrz na jego ciuchy.
Ack powoli wstał, otrzepując się z kurzu. Jaszczur przestał do niego celować, trzymał jednak broń w pogotowiu. Kiwnął głową na swoich kompanów, którzy posłusznie wrócili do obserwacji wejścia hangaru. Zwrócił się w kierunku Acka.
- Mów.
- Jestem jednym z więźniów. Spotkałem waszego towarzysza, dał mi mapy i polecił udać się do tego hangaru. - wyjaśnił pośpiesznie, czując presję czasu. - Mówił też, że to miejsce niebawem wyleci w powietrze.
Jaszczur przytaknął, zerkając na chronometr. Nerwowo zachichotał.
- Niebawem. Za dziesięć minut. Co się z nim stało? - Ack domyślił się, że pytanie dotyczy jego towarzysza.
- Wpadliśmy w pułapkę. Zaczął walczyć z piratami, a ja... uciekłem – wyrzuty sumienia wróciły ze zdwojoną siłą. Kalamarianin wlepił wzrok w podłogę.
- Jedynie byś mu przeszkadzał. Poza tym, jest cholernym... - seria wystrzałów zagłuszyła słowa jaszczura. W wejściu do hangaru pojawiła się grupka piratów, która prowadziła właśnie wymianę ognia z pozostałą dwójką załogantów transportera.
- Ukryj się gdzieś, ale nie odchodź daleko. I żadnych numerów. Zrozumiano? - Ack miał wrażenie, że już słyszał dzisiaj te słowa. Postanowił zastosować się do polecenia, nie powtarzając błędów innego więźnia. Uznał jednak, że wnętrze transportera nie podchodzi pod frazę „daleko” i pośpiesznie wbiegł po rampie do środka. Nie otrzymując serii w plecy, wywnioskował iż reszta załogi nie miała nic przeciwko.
W środku statek nie wyglądał lepiej niż na zewnątrz. Pomijając dziwny odór, wnętrze było zaniedbane, miejscami brakowało lamp, lecz większość systemów była sprawna. Ack przemknął przez centralną części frachtowca, mijając okrągły stół i pokaźnych gabarytów holowyświetlacz. Skierował się prosto do kokpitu, szczęśliwie nie napotykając zamkniętych drzwi lub innych załogantów. Uruchomił konsole i część systemów, w międzyczasie przestawiając język urządzeń na bardziej zrozumiały. Nareszcie był w swoim żywiole. Jego palce tańczyły po konsolecie, odnajdując dawniej wyuczone schematy. Gdy koncert wyskakujących ostrzeżeń i sygnałów dobiegł końca, Ackowi udało się uruchomić systemy wieżyczek laserowych. Niefortunnie, żadna z nich nie obejmowała swoim zasięgiem drzwi do hangaru. W obecnej potyczce po raz kolejny mógł być jedynie obserwatorem. Nie próżnując, zaczął przygotowywać statek do pośpiesznego odlotu. Przez przedni iluminator dostrzegł wzmożone zamieszanie, jakie wybuchło przy wejściu do hali. Oddziały piratów zostały zaskoczone atakiem od tyłu. Ack zdołał wyodrębnić znajome błyski ostrza nieznajomego, pośpiesznie przedzierającego się przez zastępy przeciwników. Piraci spanikowali – większość strzałów oddawanych z niewielkiej odległości nie trafiała napastnika, część z nich odbijał, niektóre po prostu przyjmował na osłony swojego kombinezonu. Niesieni amokiem swojego kapitana, pozostali załoganci zintensyfikowali ostrzał, kładąc kolejnych przeciwników. Niemalże na sygnał, cała czwórka poderwali się ze swoich miejsc, ruszając sprintem do środka transportera. Ack pośpiesznie odpalił silniki i systemy repulsorów, delikatnie podnosząc pojazd z lądowiska. Ktoś wskoczył na miejsce drugiego pilota i włamując się do systemów otworzył gródź hangaru. Pojazd wystrzelił w przestworza, zostawiając za sobą przeklętą asteroidę.

* * *

Z sąsiednich hangarów poderwało się kilka myśliwców. Piraci nie zamierzali odpuszczać. Na ich wyposażeniu znajdowały się składaki – statki złożone ze zdobycznych fragmentów maszyn, często pomieszane typami lub przeznaczeniem. Ich wspólną cechą była prędkość, dorównująca jedynie brzydocie konstrukcji. Lżejsze jednostki szybko dogoniły frachtowiec uciekinierów, zasypując jego osłony gradem laserowych błyskawic. Osłony transportera spisały się doskonale, absorbując większość energii. Kilka pocisków przedarło się, wyrządzając niewielkie uszkodzenia pancerza.
Postawieni na nogi załoganci YT-2400 pośpiesznie zajęli stanowiska, rozbiegając się po całym okręcie. Górne i dolne działka ożyły, plując ogniem w kierunku nieprzyjaciół. Ack uruchomił silniki manewrowe i położył statek na lewą burtę, unikając kolejnej salwy z myśliwców. Pośpiesznie przestawił kompensator bezwładnościowy na dziewięćdziesiąt pięć procent. Zapewniało to lepsze czucie statku poprzez dopuszczanie do pilota części przeciążeń, bywało jednak bolesne - szczególnie dla reszty załogi.
- Mam nadzieję, że wiesz co robisz! - nieznajomy zajmował fotel pilota obok Kalamarianina, regulując wartości mocy przekazywanej do osłon. Wyłączenie zbędnych systemów mogło wzmocnić rezerwy energii, dając załodze odrobinę więcej szans na przeżycie. Jeden ze strzelców krzyknął z radości, niszcząc jednostkę piratów.
- Kieruj się na te koordynaty. Będziemy wystarczająco daleko, aby skoczyć w nadprzestrzeń – zameldował drugi pilot, wskazując punkt na holowyświetlaczu. - Uwaga!
Kalamarianin wprowadził statek w kontrolowany korkociąg, wymijając torpedy protonowe wystrzelone przez piratów. Natychmiastowo rozpoczął kolejny manewr, przeciążenie wgniotło obu pilotów w fotele. Coś eksplodowało z tyłu statku, wzbudzając szereg alarmów.
- Ugh... Dobrze... Trzymaj kurs, spróbuję to naprawić – nieznajomy klepnął Acka w ramię i poderwał się z siedzenia, znikając w korytarzu. Kalamarianin wykonał kolejną serię zwrotów, wywołując przy tym głośne protesty ze strony reszty załogi. Pilot był odcięty od wszelkich bodźców. Nie zwracał uwagi na sygnały czujników, nie potrzebował ich. Bezwiednie unikał kolejnych salw piratów, jednocześnie zwiększając dystans. Gdzieś na skraju świadomości pojawiła się myśl, że frachtowiec nie przyspiesza. Coś musiało uszkodzić silniki.
- Potrzebujemy więcej czasu! - radio odezwało się, łącząc Acka z nieznajomym. - Silniki się gotują, zmniejsz ciąg!
Kalamarianin zamrugał nerwowo, po czym niechętnie pociągnął manetkę gazu ku niższej wartości. Piraci znów zyskiwali na dystansie, zasypując okręt kolejnymi salwami. Jedna z nich przedarła się przez osłony, uderzając w poszycie burty. Seria ostrzeżeń zwiastowała kłopoty z utrzymaniem szczelności pojazdu. Ack zerknął na wyświetlacz pomocniczy – rozhermetyzowany został odświeżacz statku. Patrząc na załogę, nie była to wielka strata. Kalamarianin bez wahania uruchomił system grodzi i odciął dziurawą sekcję okrętu. Jedno z działek frachtowca przestało strzelać. Załogant zaraportował problem z uzbrojeniem i wycofał się do wnętrza pojazdu. Ack wykonał kolejny zwrot przez burtę, starając się trzymać piratów na dystans. Niespodziewanie, całym okrętem szarpnęło.
- Silniki sprawne! Wynośmy się stąd!
Ack uderzył w dźwignię, ustawiając od razu maksymalną wartość ciągu. Frachtowiec wyrwał się do przodu, kompensatory nie poradziły sobie z nieoczekiwanym przyspieszeniem. Przeciążenie wgniotło pilota w fotel. Silniki frachtowca osiągnęły szczyt mocy, cudowne buczenie wypełniło cały pojazd. Szybkość lżejszych myśliwców przestała się liczyć. Jedyne sprawne działko okrętu zamilkło, zwiastując koniec pościgu. Niedługo potem przestrzeń iluminatora wypełniły rozmazane smugi i YT-2400 bezpiecznie opuścił system. Załoga zgodnie zadecydowała, że oglądanie fajerwerków można przełożyć na inną okazję.

* * *

Wysłużony transportowiec pokonywał kolejne miliony kilometrów, mknąc w nadprzestrzeni. Załoga zebrała się w mesie, odreagowując śmiechem minione wydarzenia. Ackowi również udzielił się luźniejszy nastrój, choć nadal był zbyt zmęczony aby samemu mówić. Gdy żarty osłabły, rozpoczęto dalsze planowanie.
- Więc gdzie teraz lecimy? - zagadnął jaszczur siedzący obok Acka, zwracając się do kapitana statku. - Hmm, najpierw uzupełnimy paliwo w systemie Dubrillion.
- A potem?
Kapitan rozłożył ręce w przepraszającym geście, uśmiechając się.
- Musimy wrócić na Dantooine – odpowiedział mu zbiorowy jęk reszty załogi. - Dajcie spokój, tym razem mam aktualne kody dostępu. Nie powinni strzelać. Być może ktoś was jedynie poddusi.
Zrezygnowani załoganci rozeszli się po statku, żartobliwie komentując znajomości swojego kapitana. Ack pozostał na miejscu, nie za bardzo wiedząc gdzie mógłby się podziać. Nieznajomy przyglądał się mu badawczo.
- Nie mogę zaoferować ci stałego miejsca w naszej załodze – zaczął powoli, ostrożnie dobierając słowa. - Nie wiem jakie są twoje plany na przyszłość, mam jednak wrażenie że jestem w stanie dać ci o wiele ciekawszą ofertę.
Ack zamienił się w słuch. Kapitan kontynuował.
- Być może wiem o tobie więcej, niż ty sam – westchnął, zaplatając palce dłoni. - Słyszałeś kiedyś o Yavin 4?


Autor: Ack

- Informacje dodatkowe
a. Dlaczego chcesz wstąpić do Akademii?
Mam ogromny sentyment do Jedi Academy jak i całej społeczności. Nigdzie indziej nie spotkałem się z taką jakością gry, z tak ciekawą grupą ludzi. Do obecnej próby zachęcił mnie na pewno czas, który minął od ostatniej sesji RP (nie uczestniczyłem od tamtej pory w podobnych wydarzeniach) i kierunek, w którym poszła sama placówka. Strona jak i organizacja ze strony zewnętrznej wygląda naprawdę pokaźnie, pozytywny aspekt dla mnie miały też zmiany kadrowe i przetasowanie członków - na szczęście część starych wyjadaczy została, ponownie spotkanie z Wami będzie czystą przyjemnością. Ilość nowości mnie przeraża, ale na swój sposób fascynuje. To chyba tyle.
b. Skąd dowiedziałeś się o Akademii?
Nie pamiętam. Naprawdę! Łatwiej będzie mi napisać, skąd wzięło się aktualne podanie. Jakiś czas temu otrzymałem podejrzanego maila od pewnego Ryc... Mistrza Jedi i za jego sprawą znowu połknąłem bakcyla SW.
Awatar użytkownika
Ackial
Rycerz
 
Posty: 365
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Lokalizacja: Dac

Re: Ackial "Ack" Fihleazah

Postautor: Jedi Council » 10 mar 2015, 21:05

Podanie spełnia minimalne wymagania, dlatego została otwarta ankieta. Błędy, oraz własne spostrzeżenia co do podania członkowie mogą pisać w tym temacie.
Obrazek
Awatar użytkownika
Jedi Council
Rada Jedi
 
Posty: 674
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47

Re: Ackial "Ack" Fihleazah - [Podanie otwarte]

Postautor: Lethari » 10 mar 2015, 23:20

Troche tego jest, ale generalnie, sama wielkość tekstu jest na pewno na plus. A skoro już jesteśmy przy wielkości... to przeważnie zawsze zdarzają sie drobne błędy, które (nawet mimo sprawdzenia) dość ciężko wyłapać w pojedynkę. No ale to oczywiste chyba, i nie zamierzam sie na tym "wyżywać" :P.

Chciałbym raczej poruszyć coś, co mi sie rzuciło w oczy, a co nie zostało bodaj wyjaśnione. Jeśli jest, to przepraszam z góry, ale na szybko troche to czytałem i mogło mi właśnie coś przez to przelecieć między wierszami ^^. Mianowicie brakuje mi tu motywu uwolnienia twojej postaci z tego całego "więzienia". Dlaczego Cie uwolnili? Czy to z powodu, że sie im napatoczyłeś, czy może przybyli po coś innego i w geście dobrej woli postanowili Cie uwolnić? Nie zauważyłem czegoś takiego, powiem że troche mnie to zdziwiło... bo Ja na miejscu tej postaci zadałbym im takie pytanie. :)

Kolejną sprawa, która mnie ciekawi... a która też nie została wyjaśniona, i jest poniekąd powiązana z tym, co napisałem wcześniej :P... mam pytanie, kim są Ci "wybawcy" i jakie zatargi mają z tymi piratami?

No i trzecia kwestia, czemu akurat polecili ci planete Yavina ;)

Tak na teraz, to w sumie mi tyle do głowy przychodzi, oczywiście samo podanie czytało mi sie bez problemu. Nie piszesz sztampowo (ba piszesz lepiej ode mnie defakto ^^). No i co tu jeszcze dodać? Mam nadzieje że zabawisz z nami na dłużej (Wstępnie pozytyw ;))

PS. Jeśli najdzie mnie jeszcze jakaś refleksja to dam znać :P
Awatar użytkownika
Lethari
Były członek
 
Posty: 248
Rejestracja: 08 maja 2012, 18:21
Lokalizacja: Katowice

Re: Ackial "Ack" Fihleazah - [Podanie otwarte]

Postautor: Ackial » 10 mar 2015, 23:59

Hah, bardzo cieszę się z tych pytań, nie ukrywam że dokładnie takich się spodziewałem.
Zacznę może od środka czyli pytania o wybawców, ponieważ to wyjaśnia wszystko. Grupa ratunkowa i jej przywódca są bezpośrednio powiązani z innym wątkiem w RP, który kiedyś się odbył/był prowadzony. Uznałem, że "starzy wyjadacze" (nie ujmując oczywiście niczego pozostałym członkom) przy niewielkim trudzie odnajdą odpowiedzi, natomiast dla osób mających ze mną styczność po raz pierwszy historia zachowa aurę tajemniczości. Spróbujcie wczuć się w skórę Acka - on też nie ma pojęcia co się dzieje, zrobiłem z niego "pionka w grze, której zasady zdecydowanie go przerastały". Dlaczego nieznajomy polecił mu Yavin? Z własnych doświadczeń. ;)

Dlaczego ktoś wpadł akurat do tego bloku więziennego i uwolnił Acka? Przypadek. Albo coś więcej.
Jeżeli namieszałem, przycisnąć mnie - wygadam więcej.

Pozdrawiam
Awatar użytkownika
Ackial
Rycerz
 
Posty: 365
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Lokalizacja: Dac

Re: Ackial "Ack" Fihleazah - [Podanie otwarte]

Postautor: Raziel Shiv'la » 11 mar 2015, 12:14

Powiem tak, już na starcie sama rasa Twojej postaci mnie zaintrygowała :). Trochę obawiałem się długości podania. Gdy podanie jest długie, a napisane nie tyle źle, co bez większego polotu, ciężko mi przez nie przebrnąć. Natomiast Twoje połknąłem od razu, sam nie wiedząc kiedy skończyłem lekturę.
Największym plusem dla mnie jest Twoje literackie zacięcie, które na prawdę mi pasuje. Historia miała swój logiczny i nieco "tajemniczy" ciąg, postaci były przedstawione na prawdę ciekawie (podobał mi się zwłaszcza złamany więzień). Również Twoja postać jest całkiem intrygująca.
Jedyna tak na prawdę sprawa która powinna mi przeszkadzać (ale o dziwo nie przeszkadza ^^), to pewien smrodek Rebelsów. Chodzi mi o kreację załogi statku i ich relacji odnośnie ich kapitana. No ale to tylko moje dziwaczne odczucie.
Bardzo się cieszę, że podanie jest tak dobre, bo mój głos i tak był przesądzony gdy skojarzyłem kim jesteś pod Tym nowym Nickiem :). Soczysty i pełny pozytyw ode mnie. Welcome back Jekk :D
Obrazek
Awatar użytkownika
Raziel Shiv'la
Były członek
 
Posty: 382
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:49
Lokalizacja: Zabrze

Re: Ackial "Ack" Fihleazah - [Podanie otwarte]

Postautor: Veosar » 11 mar 2015, 15:24

Na początek powiem już, że oddałem bardzo zaciekawiony, pozytywny głos w podaniu. Piszesz niesamowicie "lekko" - do tego stopnia, że tak napisaną książkę mógłbym czytać naprawdę dłuższy czas. Postacie zarysowałeś bardzo dobrze, tak samo jak i samego Acka. Dałeś nam wyobrażenie, choć nie zdradziłeś zbyt dużo - odkrywanie i interakcja z Twoją postacią nadal pozostanie czymś interesującym. Sama historia postaci zahacza o wiele wątków, tak naprawdę pozostawiając czytelnika w stanie "To było fajne - ciekawi mnie, co działo się przedtem". I muszę przyznać, że jeżeli nie z jakiegokolwiek innego powodu, to zagłosowałem samolubnie - ja po prostu muszę Acka poznać :).
Obrazek

Evil is evil. Lesser, greater, middling, makes no difference.
The degree is arbitrary, the definition's blurred. If I'm to choose between one evil or another, I'd rather not choose at all.
Awatar użytkownika
Veosar
Były członek
 
Posty: 223
Rejestracja: 09 lis 2012, 19:40
Lokalizacja: Coruscant

Re: Ackial "Ack" Fihleazah - [Podanie Zaakceptowane]

Postautor: Jedi Council » 11 mar 2015, 21:49

Podanie zostaje zaakceptowane przez większość głosów. Kandydat otrzymuje niniejszym rangę Rekruta i adekwatny dostęp do działów na forum, powinien także zgłosić się do klanu na xfire. O dalsze instrukcje prosimy się pytać członków Rady Jedi.

Gratulujemy i życzymy miłej zabawy.
Obrazek
Awatar użytkownika
Jedi Council
Rada Jedi
 
Posty: 674
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47


Wróć do Punkt rekrutacyjny

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron