George Skywalker [Podanie Odrzucone]


Punkt zbiórki kandydatów na Jedi, którzy sądzą, że poradzą sobie ze wszystkimi przeszkodami jakie postawi przed nimi wola Mocy.

   
REGULAMIN REKRUTACJI

I. Podstawowe zasady:
1. Według podjętych decyzji rekrutacja w akademii została otwarta na stałe (Rada Jedi zastrzega sobie prawo do zmiany decyzji jeśli uzna to za słuszne).
2. Został stworzony odpowiedni dział na potrzeby rekrutacji i tylko tam będą rozpatrywane wszystkie sprawy przyjęć do akademii.
3. Podanie należy napisać w nowym temacie, gdzie w tytule powinien znajdować się nick postaci.
4. Akademia posiada gotowy wzór podania, który każdy chętny musi wykorzystać w pierwszym poście tematu, aby podanie było brane pod uwagę.
5. Po złożeniu podania nie można edytować jego treści, czy też usuwać tematu i wstawiać go ponownie.
6. Nowy temat założony przez kandydata służy do oceny podania przez członków i wskazania ewentualnych błędów jakie się pojawiły w pierwszym poście.
7. Każdy członek może napisać na co zagłosował, jednak jeśli nie chce, może wtedy się wypowiedzieć nie podając tej informacji.
8. Podanie powinno być napisane w sposób zrozumiały, zgodnie z zasadami języka polskiego, a nadmierna ilość błędów negatywnie wpłynie na ocenę.
9. W Akademii obowiązuje zakres wiekowy od lat 15-stu (Rada Jedi zastrzega sobie prawo do uwzględniania wyjątków wiekowych).
10. Jest bezwzględny zakaz kopiowania prac bez zgody autora. Niezależnie od formy i sposobu wykonania.
11. Wszystkie próby tworzenia nowych kont przez osoby którym nie udało się dostać i wklejania z nich podań, będą surowo karane.
12. Rada Jedi zastrzega sobie prawo do odrzucenia podania jeśli jest chociaż minimalne podejrzenie o "multikonta" i to od nich zależy czy w ogóle będzie ono brane pod uwagę.
13. Postać osoby składającej podanie nie może być wyznawcą Ciemnej Strony Mocy, a także posiadać żadnych zdolności w Mocy (Rada Jedi zastrzega sobie prawo do uwzględniania wyjątków).
14. Wszystkie podania które nie będą przestrzegać zasad obowiązujących w Akademii Jedi na Yavin IV, będą odrzucane (Rada Jedi jest wstanie dokonać wyjątku, ale tylko w bardzo skrajnych przypadkach).

II. Dalsze postępowanie:
1. Po złożeniu podania, Rada Jedi sprawdza czy spełnia ono podstawowe wymagania i zamienia temat w ankietę z dwoma wyborami:
a. Członek jest za przyjęciem kandydata.
b. Członek jest przeciwny przyjęciu kandydata.
2. Każdy członek (nie będący na okresie próbnym) ma w ankiecie jeden głos, który nie może być zmieniony bądź cofnięty, dlatego radzimy dokładnie przemyśleć decyzje.
3. Wszystkie głosy liczą się tak samo, nie ma tutaj rozróżnienia pomiędzy rangami czy funkcjami.
4. Jeśli jakiś członek nie jest zdecydowany, to może się wstrzymać z głosem na jakiś czas, albo całkowicie co pokaże jego neutralność do sprawy.
5. Podanie musi zostać rozpatrzone w ciągu 14 dni od czasu zamiany tematu w ankietę i wtedy musi być podjęta decyzja.
6. Głosować może każdy członek, jeśli jednak decyzja wygląda na przesądzoną to temat może zostać zamknięty przed czasem.
7. Jeśli większość odpowiedzi jest pozytywna, podanie zostaje zatwierdzone. Kandydatowi pozostaje cierpliwie czekać na dalsze instrukcje od Rady Jedi.
8. Jeśli większość odpowiedzi jest negatywna, podanie zostaje odrzucone. Kandydat musi odczekać 20 dni przed napisaniem ponownie podania, oraz nie może wykorzystać niczego ze swoich poprzednich prac (radzimy dokładnie przemyśleć wszystko przed wstawieniem podania).
9. Jeśli ilość odpowiedzi pozytywnych jest równa ilości odpowiedzi negatywnych, o werdykcie decyduje ogólne zachowanie kandydata, oraz wszystkie wydarzenia z nim związane.

Twórcy regulaminu:
Rada Jedi



Regulamin może ulec zmianom, od niektórych reguł mogą wystąpić wyjątki.

George Skywalker [Podanie Odrzucone]

Postautor: Andrzej163 » 24 sty 2016, 19:26

- Informacje ogólne:
a. Imię: Grzegorz
b. Wiek: 15
c. Zamieszkanie: Ostrowiec Świętokrzyski
d. Zainteresowania: sport,wszechświat
e. Krótki opis własnej osoby:Pochodzę z Ostrowca,mam 14 lat,marzy mi się pojechać do Hiszpani.
- email:grzegorz.dziedzic25@gmail.com lub grzegorz.dziedzic62@gmail.com
- razer comms ID: Nie mam

- Scena JK3
a. Przynależność: Brak
b. Staż: 3 lata
c. Krótka historia: 2 tygodnie temu gdy dowiedziałem się o "Akademii Jedi na Yavin IV" to postanowiłem się przyłączyć.

- Postać
a. Imię: George
b. Wiek: 15
c. Pochodzenie: Kashyyyk
d. Rasa: Człowiek
e. Opis zewnętrzny: [Przykład: „Spoglądasz na tęgiego mężczyznę o czarnej karnacji skóry. Ma krótkie czarne włosy, krótką bródkę oraz ciemne, srogie oczy osadzone blisko nosa. Prawe oko przecina duża blizna. Sprawia wrażenie bardzo srogiej i wymagającej osoby.”] Ma jasną karnację i czarne włosy.
f. Historia: [min. 450 słów] Autor: Ja

Urodziłem się na Kashyyyk. Wbrew pozorom nie urodziłem się jako kulka futra wydająca z siebie dźwięki przypominające zawodzący zepsuty wózek repulsorowy... Urodziłem się jako człowiek... cokolwiek to znaczyło wtedy w tamtym miejscu i w tamtym zwariowanym i mrocznym czasie.

Rodzina jak chyba każda inna normalna w tamtych czasach... dwoje ludzi którzy trafili na siebie w jednym czasie i miejscu. Matka dosłownie znalazła ojca w dżungli, krótko po zakończeniu walk, dzień po niesławnym rozkazie „66”. Razem z kilkunastoma Wookie z którymi mieszkała we wiosce Karragoo przybyła wtedy na miejsce w którym dzień wcześniej spadł ogromny statek separatystów. Wookie w takich sytuacjach nie przepuszczali okazji pozyskania części nadających się jeszcze do jakiegokolwiek wykorzystania. Walczyli co prawda u boku klonów o swoją planetę ale jak tylko nadarzała się możliwość zadbania o własne lokalne interesy poświęcali się z zaangażowaniem. Tamtego dnia, przeszukując części wraku, Tamira (tak ma na imię moja matka) zauważyła go leżącego pod jakimiś elementami z rozrzuconymi na boki ramionami i bez śladu życia. Dla niej i dla jej przyjaciół wookiech był kolejnym znaleziskiem które mogło dać im trochę drogich urządzeń. Wookie, w normalnych warunkach, pewnie wyrwali by mu kończyny, żeby dostać się do elementów wyposażenia w pancerzu ale przez wzgląd na obecność matki – w końcu tez człowieka – i chyba też przez wzgląd na fakt, że od kilku miesięcy walczyli razem z klonami w tej wojnie ramie w ramię, postanowili w całości zabrać go ze sobą i we wiosce przygotować mu ceremonię pogrzebową, oczywiście uprzednio odzyskując pancerz i wyposażenie.
Nie rozwodząc się nad szczegółami, dość powiedzieć, że w trakcie oddzielania zbroi od ciała okazało się, że to ostatnie wcale nie jest tak całkiem martwe. Po kilku tygodniach opieki nad, jak się okazało rannym ciężko żołnierzem, Tamirze udało się doprowadzić go do stanu, w którym odzyskał przytomność a po następnych miesiącach pełną sprawność ruchową. Problemem była pamięć... Nie pamiętał w zasadzie nic sprzed odzyskania świadomości. Matka kiedy utwierdziła się w przekonaniu, że żołnierz stracił pamięć zebrała wszystkie elementy jego pancerza i wyposażenia od Wookiech i postanowiła je zatrzymać licząc na to, że ich widok pomoże kiedyś odzyskać mu choć część wspomnień. Nadała mu też imię Wau dlaczego takie? Podobno kiedy sypiał miał koszmary co nie dziwi skoro był żołnierzem który walczył na wojnie, za to często mniej lub bardziej wyraźnie przez sen mówił „Wau, Wauu...” - stąd pomysł, że to może być imię, może nawet jego własne. Kiedy ojciec jeszcze leżał albo siedział i nie mógł się całkiem samodzielnie poruszać, matka była przy nim prawie cały czas próbując trafić do jego pamięci, rozmawiając z nim, opowiadając mu o sobie i tym co się dzieje w galaktyce. Raz, kiedy próbowała wyczyścić jego zbroję z krwawych plam a dokładniej hełm na którym krew zastygła jakby w odcisku potężnej dłoni Wau bardzo zdecydowanie, wręcz nerwowo dal do zrozumienia, że ma tego nie robić, że plama ma zostać tam gdzie jest. Ta reakcja zdumiała Tamirę ale jednocześnie utwierdziła w słuszności zatrzymania ekwipunku żołnierza.
W pewnym momencie zaświtał matce pomysł, żeby odesłać Wau do najbliższej jednostki imperialnej armii może wśród „swoich” odzyskał by pamięć szybciej. Wyleczyła się z tego pomysłu kiedy jakieś dwa miesiące po odnalezieniu Wau Imperium przysłało na Kashyyyk swoje oddziały w celu wytropienia i zabicia ukrywających się na planecie ocalałych Jedi. Wtedy postanowiła, że Wau też nie może wpaść w ich ręce.
Wspominając tę historię po raz kolejny zastanawiam się, dlaczego nie wiem tak na prawdę nic o przeszłości matki... Już dawno zauważyłem, że kiedy rozmawialiśmy o czasie kiedy znalazła ojca, kiedy się nim opiekowała, kiedy w końcu zaczął dochodzić do siebie i wreszcie kiedy pojawiłem się ja między nimi jakby świadomie „zasłaniała” tymi wydarzeniami swoją przeszłość. W sumie wiem tylko tyle, że przypadkiem trafiła na Kashyyyk który miał być przystankiem w drodze na którąś z planet jądra. „Wyszło jak wyszło” - tak mawiała i nigdy nie dała się wciągnąć w dyskusje na temat jej przeszłości. Jedyne co zauważyłem to wielki smutek, kiedy wspominała czas poszukiwań ocalałych Jedi przez Imperium. Bardzo wzruszała się kiedy mówiło się o czasach dawnej republiki i strażnikach Republiki.
Ale dość o rodzicach, w końcu o mnie tu chodzi. Więc dorastałem między wielkimi futrzakami, mając wśród nich wielu przyjaciół. Jakoś w Karragoo dziwnym trafem piętno imperium odcisnęło się w zasadzie tylko poprzez informacje o masowych wywozach Wookiech do prac w kopalniach Kessell, Carridy i innych. W czasie kiedy skakałem z drzewa na drzewo ojciec uczył mnie jak nie dać się silniejszym, uczył mnie strzelać z blastera i kuszy typowej dla Wookiech. Widziałem jaką wielka radość dawało mu szkolenie mnie, nie wiem na ile pamięć mu wróciła ale na pewno to co miało związek z wojskiem dawało mu frajdę, mi zresztą też. Matka w tym czasie uczyła mnie wszystkiego co miało związek z życiem. Ot taka szczęśliwa rodzina podzielona między ojcowskie zamiłowanie do walki a matczyną miłość do życia. W każdym razie jakoś nie gryźli się wzajemnie z tego powodu. Raczej potrafili to łączyć w sposób który był jakby naturalnym, Matka często mówiła, że dzisiejsza ciemność przez którą przechodzi galaktyka któregoś dnia minie i życie wróci do normy. Będzie można spokojnie oddychać, poruszać się między planetami i układami bez ryzyka, że zostanie się posądzonym o wrogość wobec imperium i imperatora. W każdym razie teraz jest czas bym potrafił walczyć, a kiedyś przyjdzie czas kiedy będę musiał korzystać z tego czego ona mnie uczy, zostawiając szkolenie ojca głęboko w szafie.
Kiedy miałem 17 lat któregoś wieczoru oboje zaczęli mi opowiadać o rebelii, o tym, że gdzieś tam coraz większa grupa istot zaczyna się buntować i działać przeciw Imperium. Dla mnie to były tylko opowieści, opowieści które zaczynały być coraz częstszym rytuałem wieczornych spotkań przy posiłkach. Kiedy kilka miesięcy później na Kashyyyk dotarły informacje o zniszczeniu pierwszej Gwiazdy Śmierci, o tym, że rebelianci mają całkiem sporą flotę, że stocznie Mon Calamari produkują coraz to lepsze krążowniki mogące stawić czoło imperialnym niszczycielom. Wreszcie dało się słyszeć pieśni i opowieści o najdzielniejszym z Wookie Chewbaccy i jego przyjacielu Solo. Kiedy we wiosce przekazywano sobie informacje zawsze kończyło się to wielkim spotkaniem i wspólnymi dyskusjami. Chyba pod wpływem tych wieści, opowiadań i atmosfery wielkiej nadziei i radości która udzielała się wszystkim postanowiłem znaleźć rebeliantów i się do nich przyłączyć. O dziwo kiedy o tym powiedziałem rodzicom, nie byli specjalnie zaskoczeni i przerażeni perspektywą opuszczenia przez mnie domu. Matka powiedziała, że czuła nadchodzący dzień w którym to powiem i podejmę taką decyzję, ojciec objął mnie jak najlepszego kumpla i powiedział tylko cicho: „Wszędzie gdzie będziesz pamiętaj, że masz dom”. Zanim się zebrałem w sobie i ruszyłem do Rwookrrorro minęły prawie dwa kolejne miesiące. Ciężko było się rozstać z rodzicami i znajomymi ale to czego mnie nauczyła matka przez te lata to „wybór swojej drogi” jak mówiła o przyszłości. Powtarzała mi za każdym razem kiedy zaczynałem znów rozważać decyzję: „Pamiętaj nie my kierujemy wszechświatem, to on a właściwie moc kieruje wszystkim i to ona wie co nas czeka. Jeżeli podejmujemy decyzje mające wpływ na nasze i innych życie i przyszłość to najczęściej nie nasza decyzja ale mocy.” Zawsze wtedy wracała pamięcią do czasów końca Republiki i znów opowiadała o zakonie Jedi. Pamiętam, jak bardzo się zmieniła, jak radosna się stała kiedy któryś z Wookiech wracających ze stolicy opowiadał o czynach jakiegoś jedi, który ponoć walczy przeciw Imperatorowi i Vaderowi. Słuchała z zamkniętymi oczyma cała rozpromieniona. Nigdy chyba wcześniej jej takiej nie widziałem. Ba więcej, dałbym się pokroić za to co chyba widziałem tamtego dnia wieczorem w kuchni kiedy przygotowywała kolację... jestem prawie pewien, że widziałem jak kilka warzyw wisiało przed nią w powietrzu jakby czekając na swoją kolej do krojenia... a może mi się wydawało...
W końcu nadszedł dzień w którym opuściłem Kashyyyk i poleciałem szukać szczęścia w szeregach rebeliantów. Ojciec podał mi kilka „namiarów” na miejsca gdzie mogłem spotkać ludzi powiązanych z ruchem oporu. Trafiłem w końcu na Mandalorę, i spędziłem tam prawie 2 lata, brałem udział w zniszczeniu imperialnego garnizonu. Nie musiałem się przyłączać do walki ale potraktowałem to jako spłatę długu za czas który spędziłem na tej planecie ucząc się życia typowego dla wojowników. Kilkukrotnie widziałem Mandalorian bardzo podobnych do mojego ojca... mówiąc „bardzo” mam na myśli naprawdę bardzo podobnych. Kiedyś siedziałem w Oyu'baat i popijałem piwo kiedy podeszło do mnie dwóch mężczyzn w beskar'gamach kiedy dosiedli się zdjęli hełmy... Zobaczyłem dwóch braci bliźniaków mojego ojca... Jeden z nich zapytał czy jestem mandalorianinem. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że przyleciałem jakiś czas temu i w zasadzie nie wiem jak długo jeszcze tu zabawię. Zaproponowali mi kolejkę i po jakimś czasie zaprosili do odwiedzenia ich enklawy kiedy tylko będę miał czas i ochotę. Niestety nie udało mi się skorzystać z zaproszenia bo kilka dni później tutejszy ruch oporu zaczął działać i pochłonęły mnie całkowicie przygotowania do ataku na imperialny garnizon i następnie sam atak i walka.
Kilka tygodni później ruszyłem znów sam przez galaktykę wciskając się na frachtowce transportujące żywność, surowce czy sprzęt między kolejnymi planetami. W wielu miejscach brałem udział w mniejszych i większych potyczkach z imperialnymi siłami. Gdzieś w pobliżu Kessell dotarła do mnie informacja o zniszczeniu drugiej Gwiazdy Śmierci i śmierci Imperatora. Wielka radość opanowała wtedy prom którym leciałem. Pierwsze co przyszło mi do głowy to chęć powrotu do domu. Z drugiej strony to jeszcze nie był koniec wojny Imperium było jeszcze silne wystarczająco, by walczyć jeszcze przez kilka lat. Podjąłem decyzję o locie na Mon Calamari żeby tam poprzez zarząd stoczni produkujących sprzęt dla Sojuszu trafić wreszcie do regularnych sił zbrojnych odradzającej się właśnie Nowej Republiki.
Zapomniałem wspomnieć, że w ciągu tych kilku lat zauważyłem u siebie dziwne „odczucia”, nie wiem jak to nazwać ale wielokrotnie walcząc zdawało mi się, jakbym widział zdarzenia z wyprzedzeniem, zanim np. któryś ze szturmowców do mnie strzelał chwilę wcześniej wiedziałem, że to zrobi i do tego dokładnie w jaki sposób co pozwalało mi wykonać skuteczny unik bądź schować się za jakąś osłoną. Kilka razy wydawało mi się, że widząc jak do któregoś z moich towarzyszy ktoś strzela , krzycząc do niego żeby się schował powodowałem jakby przyspieszoną reakcję, jakby np. podcięcie jego nóg które pozwalało na minięcie o centymetry strzału z blastera szturmowca. Zacząłem sobie to uświadamiać dopiero kiedy po podobnych sytuacjach koledzy z którymi walczyłem zaczęli pytać czy nie jestem przypadkiem Jedi...
Jakieś pół roku temu wróciłem do domu na Kashyyyk. Wspaniale było spotkać przyjaciół a przede wszystkim móc uściskać rodziców. Znów na spokojnie móc usiąść i porozmawiać, posłuchać tego co opowiadano przez te lata na Kashyyyku. Nie było mnie 5 czy 6 lat... Któregoś wieczoru zacząłem opowiadać o tych „przeczuciach” które pozwoliły mi niejednokrotnie przetrwać. Matka słuchała przez jakiś czas, potem spojrzała pytająco na ojca a on powiedział tylko: „Powiedz mu, po tych wszystkich latach powinien wiedzieć, może to będzie jakaś szansa dla niego a może też dla wielu innych”. Wstała, podeszła do mnie i chwyciła nie za dłonie. Patrzyła na mnie przez chwilę potem nagle powoli jakby znów zaczęła promienieć. Bardzo powoli powiedziała: „Jestem Jedi a w zasadzie byłam rycerzem Jedi zanim wybuchły wojny klonów. To o czym mówisz to rodzaj przebłysków mocy jesteś wrażliwy na moc tak jak ja.” Mówiła to w taki sposób jakby to były najważniejsze słowa w jej życiu. Ojciec podszedł do nas objął nas i tak zakończyliśmy wszyscy razem ten dzień.
Następne dni to dla odmiany treningi które prowadziła matka. Zupełnie inne od tych wojskowych które prowadził wcześniej ojciec, mimo to były również bardzo konkretne i systematyczne. I przede wszystkim polegały na poznaniu siebie od wewnątrz, najważniejsze w nich było moje spojrzenie na świat, jak go odbierałem jak czułem. Jak mówiła moja osobista mistrzyni Tamira: „od tego jak otworzysz się na świat, na przepływającą przez niego moc zależy jakim staniesz się Jedi...” Kilka dni temu kiedy byliśmy w stolicy Matka spotkała tam człowieka, pilota Sojuszu który przyleciał na Kashyyyk razem z transportem bacty i sprzętu medycznego. Jak się okazało w trakcie rozmowy był pilotem X-Winga jednego z kilku które przyleciały jako eskorta transportowców ale przede wszystkim jako przyjacielski gest solidarności i podziękowania dla mieszkańców planety. Razem z nimi przyleciał też Sokół Millenium a nim oczywiście Chewbacca i Han Solo. Wookie miał zostać kilka tygodni tu na Kashyyyk ze swoją rodziną a Han mial wrócić na Coruscant. Bardzo chciałem ich poznać a przynajmniej zobaczyć legendarny statek. Los czy raczej Moc była dla mnie tym razem zbyt łaskawa, Tamira po rozmowie z pilotem wróciła jeszcze szczęśliwsza niż kiedykolwiek i prawie wykrzyczała: „Luke Skywalker założył nową Akademię Jedi!!!!”. Jakąś godzinę czy dwie później odnalazł nas w tłumie pilot z którym rozmawiała wcześniej i powiedział, że mamy iść za nim do kosmoportu gdzie miał ponoć na nas czekać Han !! I faktycznie czekał, był mniej więcej w moim wieku uśmiechnięty i wyjątkowo „swojski”. Przywitał się z moją matką nie znając jej wcale było widać, że okazuje jej szacunek jakby wiedział, że to ktoś ważny, podobnie zachowywał się wobec ojca... tu wydawało mi się, że podobieństwo ojca do wielu klonów z byłej Armii Republiki, które mógł spotkać porozrzucane po galaktyce w czasie swojego życia nakazywało mu oddanie im rodzaju szacunku i podziękowania za to co robili kiedyś. Wobec mnie był jak najlepszy kumpel którego dawno się nie widziało. Wracając do sedna, spotkanie to zaaranżowała matka po to, by poprosić Hana o dostarczenie mnie do akademii Luka. Han zgodził się prawie natychmiast, powiedział, że przynajmniej będzie miał z kim pogadać przez ponad pół drogi na Coruscant. Ale zastrzegł, że jego przyjaciele mogą nie zgodzić się na przyjęcie mnie do akademii jeżeli nie spełnię ich kryteriów, a jakie to kryteria to on nie ma zielonego pojęcia.
I tak o to po raz kolejny siedzę w kolejnym statku (tym razem to statek legenda) pokonuję kolejne lata świetlne niepewny swojej przyszłości. Na szczęście mam świadomość, że mam gdzie i do kogo wrócić, a przede wszystkim, że nic innego jak Moc nie pokieruje lepiej moim dalszym życiem...

- Informacje dodatkowe
a. Dlaczego chcesz wstąpić do Akademii? Ponieważ bardzo mi zależy na tym.Jestem utalentowany i słucham się wszystkich w Zakonie.
b. Skąd dowiedziałeś się o Akademii? O akademii dowiedziałem się jak szukałem serwerów do Jedi Academy.
Andrzej163
Przybysz
 
Posty: 6
Rejestracja: 24 sty 2016, 18:29

Re: George Skywalker

Postautor: Andrzej163 » 25 sty 2016, 20:59

Bardzo przepraszam,że się wypowiadam tutaj ale zapomniałem napisać,że autorem tego byłem ja i mój kolega..
Andrzej163
Przybysz
 
Posty: 6
Rejestracja: 24 sty 2016, 18:29

Re: George Skywalker [Podanie Odrzucone]

Postautor: Jedi Council » 26 sty 2016, 17:13

Podanie pełne nieścisłości. Sama historia zawiera zbyt wiele nieprawidłowości (chociażby wiek postaci to 15 lat, jednak w historii jest już wzmianka o wydarzeniach gdzie Twoja postać ma 17 lat. A jest to naprawdę jedynie wierzchołek góry lodowej.)

O dokładniejsze informację proszę pytać członków Rady Jedi lub studentów Akademii.

Kandydat może złożyć nowe podanie, które nie zawiera żadnych elementów obecnej historii, a także postaci, za minimalnie 3 tygodnie. Wszelakie kwestie i niedopowiedzenia prosimy kierować na PW.
Obrazek
Awatar użytkownika
Jedi Council
Rada Jedi
 
Posty: 675
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47


Wróć do Punkt rekrutacyjny

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron