Raven Vega - [ Podanie Zaakceptowane ]


Punkt zbiórki kandydatów na Jedi, którzy sądzą, że poradzą sobie ze wszystkimi przeszkodami jakie postawi przed nimi wola Mocy.

   
REGULAMIN REKRUTACJI

I. Podstawowe zasady:
1. Według podjętych decyzji rekrutacja w akademii została otwarta na stałe (Rada Jedi zastrzega sobie prawo do zmiany decyzji jeśli uzna to za słuszne).
2. Został stworzony odpowiedni dział na potrzeby rekrutacji i tylko tam będą rozpatrywane wszystkie sprawy przyjęć do akademii.
3. Podanie należy napisać w nowym temacie, gdzie w tytule powinien znajdować się nick postaci.
4. Akademia posiada gotowy wzór podania, który każdy chętny musi wykorzystać w pierwszym poście tematu, aby podanie było brane pod uwagę.
5. Po złożeniu podania nie można edytować jego treści, czy też usuwać tematu i wstawiać go ponownie.
6. Nowy temat założony przez kandydata służy do oceny podania przez członków i wskazania ewentualnych błędów jakie się pojawiły w pierwszym poście.
7. Każdy członek może napisać na co zagłosował, jednak jeśli nie chce, może wtedy się wypowiedzieć nie podając tej informacji.
8. Podanie powinno być napisane w sposób zrozumiały, zgodnie z zasadami języka polskiego, a nadmierna ilość błędów negatywnie wpłynie na ocenę.
9. W Akademii obowiązuje zakres wiekowy od lat 15-stu (Rada Jedi zastrzega sobie prawo do uwzględniania wyjątków wiekowych).
10. Jest bezwzględny zakaz kopiowania prac bez zgody autora. Niezależnie od formy i sposobu wykonania.
11. Wszystkie próby tworzenia nowych kont przez osoby którym nie udało się dostać i wklejania z nich podań, będą surowo karane.
12. Rada Jedi zastrzega sobie prawo do odrzucenia podania jeśli jest chociaż minimalne podejrzenie o "multikonta" i to od nich zależy czy w ogóle będzie ono brane pod uwagę.
13. Postać osoby składającej podanie nie może być wyznawcą Ciemnej Strony Mocy, a także posiadać żadnych zdolności w Mocy (Rada Jedi zastrzega sobie prawo do uwzględniania wyjątków).
14. Wszystkie podania które nie będą przestrzegać zasad obowiązujących w Akademii Jedi na Yavin IV, będą odrzucane (Rada Jedi jest wstanie dokonać wyjątku, ale tylko w bardzo skrajnych przypadkach).

II. Dalsze postępowanie:
1. Po złożeniu podania, Rada Jedi sprawdza czy spełnia ono podstawowe wymagania i zamienia temat w ankietę z dwoma wyborami:
a. Członek jest za przyjęciem kandydata.
b. Członek jest przeciwny przyjęciu kandydata.
2. Każdy członek (nie będący na okresie próbnym) ma w ankiecie jeden głos, który nie może być zmieniony bądź cofnięty, dlatego radzimy dokładnie przemyśleć decyzje.
3. Wszystkie głosy liczą się tak samo, nie ma tutaj rozróżnienia pomiędzy rangami czy funkcjami.
4. Jeśli jakiś członek nie jest zdecydowany, to może się wstrzymać z głosem na jakiś czas, albo całkowicie co pokaże jego neutralność do sprawy.
5. Podanie musi zostać rozpatrzone w ciągu 14 dni od czasu zamiany tematu w ankietę i wtedy musi być podjęta decyzja.
6. Głosować może każdy członek, jeśli jednak decyzja wygląda na przesądzoną to temat może zostać zamknięty przed czasem.
7. Jeśli większość odpowiedzi jest pozytywna, podanie zostaje zatwierdzone. Kandydatowi pozostaje cierpliwie czekać na dalsze instrukcje od Rady Jedi.
8. Jeśli większość odpowiedzi jest negatywna, podanie zostaje odrzucone. Kandydat musi odczekać 20 dni przed napisaniem ponownie podania, oraz nie może wykorzystać niczego ze swoich poprzednich prac (radzimy dokładnie przemyśleć wszystko przed wstawieniem podania).
9. Jeśli ilość odpowiedzi pozytywnych jest równa ilości odpowiedzi negatywnych, o werdykcie decyduje ogólne zachowanie kandydata, oraz wszystkie wydarzenia z nim związane.

Twórcy regulaminu:
Rada Jedi



Regulamin może ulec zmianom, od niektórych reguł mogą wystąpić wyjątki.

Czy powinniśmy przyjąć kandydata?

Czas głosowania minął 13 kwie 2016, 18:30

Tak
7
78%
Nie
2
22%
 
Liczba głosów : 9

Raven Vega - [ Podanie Zaakceptowane ]

Postautor: Raven Vega » 30 mar 2016, 17:59

- Informacje ogólne:
a. Imię: Patryk
b. Wiek: 18
c. Zamieszkanie: Morąg, okolice Olsztyna, Warmińsko-Mazurskie
d. Zainteresowania: Przede wszystkim interesują mnie sztuka i kultura i wszystko co zeń związane - literatura, artyzm malarski, rzeźbiarski i rysunkowy, kulturoznawstwo, poezja. Jestem zapalonym fanem i uczestnikiem teatru i gry aktorskiej, a także wokalu. Co więcej, pogrywam na gitarze. Interesuję się historią, polityką, społeczeństwem, psychologia. No i jak można się domyślić - Gwiezdne Wojny (celowe spolszczenie, które jednak odbiera majestatu "Star Wars").
e. Krótki opis własnej osoby: Taak... Cóż, jestem egocentrykiem i indywidualistą, może nawet trochę narcyzem. Jestem jednak kontaktowy i wyluzowany, a budowanie relacji przychodzi mi z łatwością. Jestem człowiekiem idei i mogę cierpieć i walczyć za swój tok myślenia, swoje przekonania, nawet za wszelką cenę. Nie lubię jednak idiotyzmu, bylejakości, konformizmu i prostactwa, co tępię i piętnuję.
f. Kontakt:
- email: Patryczek026@wp.pl
- razer comms ID:

- Scena JK3
a. Przynależność: Żadna
b. Staż: Cóż... realnie, żaden
c. Krótka historia: Jestem totalnym nowicjuszem, jeżeli chodzi o JK3 Multiplayer. Zagrywałem się w single, z wypiekami na twarzy śledząc losy Jadena, bawiłem się w KOTF i inne tego typu... a tak realnie, RPG z którym miałem styczność to w większości PBFy.

- Postać
a. Imię: Raven Vega
b. Wiek: 150 lat
c. Pochodzenie: Bompreil
d. Rasa: Anzat
e. Opis zewnętrzny: Wygląd ponad stuletniego Anzata udziela oglądającemu bardzo sprzecznych informacji. Ogólnie, twarz Dev'a wygląda bardzo młodzieńczo, mierząc ludzką miarą - ma rysy i cerę przeciętnego osiemnastolatka - nieskazitelna twarz, z wyraźnie zaznaczoną, męską żuchwą i delikatną brodą. Policzki czyste, bez żadnych powiększonych porów, czy niedoskonałości. Nos nieduży, wszak kształtny i proporcjonalny. Brwi ma lekko zakrzywione, co nadaje jego twarzy poważnego tonu, rzęsy długie i gęste. Tęczówki przybierają kolor jasnego brązu, zahaczając o tajemniczy pomarańcz. Azrah ma nieduże czoło, a włosy jego ułożone są do góry i w tył, kolor zaś mają ciemnego brązu. Usta Anzata są całkiem wydatne. Specjalne narządy do pobierania "zupy" są niewidoczne, tak jak i gruczoły, w których te są przechowywane. Ukazują się wyłącznie, kiedy Dev chce ich użyć.
Sylwetka mężczyzny jest atletyczna, a mięśnie wyraźnie zaznaczone. Dev ma 189 cm wzrostu, co nadaje mu tytuł jednego z wyższych humanoidów w Galaktyce. Przez wiele samic uważany jest za bardzo przystojnego, a jego tajemnicza, nieco mglista aparycja tylko pobudza wyobraźnię kobiet i dziewczyn.
Ubiera się w szaty Jedi, które jednak własnoręcznie modyfikuje w pewien sposób, nadając im oryginalnego wyglądu. Jego szaty, togi i codziennie ubrania są bardzo dobrze dobrane i oscylują w ciemnych kolorach - od czerni, poprzez ciemny brąz, nieco rzadziej błękit. Azrah bardzo dba o swój strój, aby podkreślał jego osobowość, wygląd, sylwetkę i walory fizyczne.
f. Historia: Autor: Tak, ja

Znów oczekiwanie na kolejny wyrok, tak bardzo mi wiadomy i oczywisty. Ponownie siedzę na niewygodnym krześle w jedynym pustym korytarzu w całym budynku, oczekując na łaskawe przyjęcie. Jak na złość jestem jednym z ostatnich - nazwisko alfabetycznie zawsze umieszcza mnie na końcu wszelkich list, schludnie hierarchizowanych względem alfabetu. Trzymają teczkę na kolanach, postukuję w nią nerwowo, mimo iż wiem, co mnie czeka. Po chwili drzwi do gabinetu Zarządzania Kadrami rozsuwają się, a ten Rodianin - Murik, o ile dobrze zapamiętałem, wychodzi z zawodem na twarzy, opuszczonymi rękoma. Spogląda na mnie jedynie przelotnie, przecząco kręcąc głową. Nim zasuwy zamykają drzwi, słyszę gruby, niepasujący do stereotypu głos kobiecy, który rozbrzmiewa w opustoszałym już korytarzu
- Vega! - mówi kobieta, a tuż po tym drzwi się zasuwają. Rutynowo (już) podnoszę się z miejsca, poprawiam swój nieco znoszony garnitur i zmierzam do gabinetu. Rozsuwający się właz ukazuje mi niewielkich rozmiarów pomieszczenie, w centrum którego znajduje się biurko, za którym siedzi mężczyzna. Naprzeciwko niego umiejscowiono krzesło, zachęcająco oczekujące na mnie. Po prawicy tajemniczego mężczyzny znajduje się mniejsze biurko, a za nim kobieta, która już dawno powinna pobierać świadczenia emerytalne. Nie bacząc na tę skrajnie nieprzyjazną atmosferę, zasiadam przed obliczem faceta, nieco już znudzony, a na pewno wielce zmęczony, podaję mu plik swoich dokumentów do ręki. Pan oczywiście nawet na nie nie spogląda, odrzucając teczkę do swej, jak się domyślam, asystentki, splata ręce w elokwentną "piramidkę" i taksuje mnie wzrokiem. Nie było dzień dobry, nie było przywitania. W ciszy nasze spojrzenia się przenikają, aż w końcu napięcie zostaje przerwane słowami tegoż faceta.
- Pan... Vega... tak, tak. Po co pan tu przybył? - zapytał z prześmiewczym uśmieszkiem na twarzy. - A raczej... z czym pan tu przybył?
Przełykam ślinę, gdyż wiem, iż wciąga mnie w pułapkę. To samo pytanie zadaje każdemu... tak zapewne jest. To samo pytanie zadał tamtemu Rodianinowi, a ten, odpowiadając naturalnie, zwyczajnie - skompromitował się. I usłyszał potok słów, oczywiście obelżywych... i to go tak załamało. A przynajmniej tak mi się wydaje. Muszę odpowiedzieć niekonwencjonalnie...
- Na pana miejscu właściwsze byłoby pytanie bez czego tu przyszedłem - odparłem, mrużąc oczy, wciąż wpatrzone w mego oponenta. On z kolei uśmiechnął się nieco szerzej, jednak wciąż widać było w jego grymasie zadowolenia pewną dozę ironii...
- Jestem Jahn Bay - odrzekł, podając rękę, który to gest oczywiście odwzajemniłem. - Miło pana poznać. Zatem, panie Vega - cóż może pan nam zaoferować?
- Witam, witam. - również przywitałem się, dopełniając rytuał grzecznościowego, odchrząknąłem i zacząłem mówić, przekonany o normalizacji sytuacji. - Otóż, posiadam kwalifikacje administracyjne, skończyłem Wyższą Akademię Urzędniczą, a także pracowałem w administracji rządowej. Prowadziłem własną działalność gospodarczą. Jestem osobą kompetentną, wykształconą, odpowiedzialną, przyjacielską, lojalną, pracowitą, potrafię pracować w grupie i zarządzać nią, potrafię również... - tutaj moją wypowiedź przerwał nagły wybuch śmiechu pana Bay'a, na co zareagowałem ciszą i krzywym spojrzeniem. Kiedy już uspokoił erupcję entuzjazmu, odparł. - Panie Vega, panie Vega... sygnatura Urzędu Stany Cywilnego Bomprilli jest bezczelnie i nieprofesjonalnie podrobiona, dokumenty pańskiej rzekomej działalności gospodarczej nie figurują w żadnej bazie danych... czy pan ma mnie za idiotę?
Mój oddech przyspieszył, a źrenice powiększyły się. Po czole spłynęła mi kropla potu, sugerując moje zakłopotanie. Zostałem zdekonspirowany... Na bogów, przecież to koniec mojej kariery, wolności, koniec wszystkiego!

Zerwałem się z łóżka z głębokim wdechem. Rozeznanie w otoczeniu zajęło mi chwilę i kosztowało mnie niemało nerwów. Po około minucie zrozumiałem, iż to był sen... tylko, albo aż. Jeden z wielu... Przez wejście do groty, w której spałem wpadały delikatne promienie porannego słońca, rozświetlając ponure wnętrze. Przeciągnąłem się na swoim niby-łóżko, które faktycznie było kupą waty i traw, a następnie powstałem. Mój brzuch wydał dudniący dźwięk ssania, komunikując, iż jest opustoszały... już od czterech dni. Zmieniłem pozycję na siedząco i spojrzałem na ten jeden stalaktyt, pośród masy innych, który z nieznanych mi powodów przypominał mi mą przeszłość. Tak już odległą...

Urodziłem się tutaj, na Bompreil. Mój ojciec był rzemieślnikiem i zajmował się metalurgią szeroko pojętą, zaś matka pracowała na plantacji. Nie miałem braci, ni sióstr - kolejna, pejoratywnie mówiąc, gęba do wyżywienia byłaby ogromnym obciążeniem dla moich rodzicieli. We trójkę ledwo łączyliśmy koniec z końcem, jednakże dzięki mym rodzicom nie mogę rzec, iż czegokolwiek mi brakowało. Czy dlatego, że dawali mi wszystko co mogli, czy dlatego, że miałem niskie potrzeby - to już dziś jest nieistotne. Byliśmy kochającą się rodziną, która jednak borykała się ze zwyczajnymi, ludzkimi problemami. Mieszkaliśmy w biednej dzielnicy robotniczej, która była swoistymi slumsami całej metropolii. Nigdy jednak nie była ona dla mnie dziurą zabitą dechami - to był mój dom, gdzie się urodziłem, wychowałem, gdzie była moja rodzina, przyjaciele, znajomi i koledzy. Myślałem, że bójki, sprzeczki, ciągła groźba napaści i rabunku, to normalność... że tak jest wszędzie.
Uczęszczałem do szkoły, jako jeden z niewielu - nikt nie kontrolował obowiązku szkolnego w slumsach. Byłem uczniem pilnym i zdeterminowanym, uwielbiałem się uczyć i poszerzać wiedzę. Kiedy nie było nas stać na książki, kradłem je w brawurowych akcjach. Nauka, zbójectwo - to tak niedalekie pojęcia i jakże ze sobą powiązane. Mój świat zamykał się na mojej dzielnicy, mojej szkole i moim domu. Kiedy osiągnąłem dorosłość i starym zwyczajem opuściłem dom, wszystko się zmieniło...

Udałem się do innego miasta. Otworzywszy się na świat, dostrzegłem co się dzieje - cała planeta pogrążona była w wyniszczającej wojnie domowej między klanami, którą podburzały grupy przestępcze. Dziesięć klanów, trzymających pod kontrolą różne sektory planety zwalczały się wszelkimi sposobami, a najpowszechniejszym była walka zbrojna. Zaostrzający się konflikt stwarzał coraz większe wymagania, a najbardziej deficytowym towarem byli rekruci. Klan Uhta, kontrolujący miasto do którego wyemigrowałem, prowadził kampanię rekrutacyjną. Niedoświadczony, pełen energii zapisałem się do sił zbrojnych klanu, nie będąc świadomym w co się pakuje, bowiem wojna na którą kroczyłem była nad wyraz okrutna i śmiertelna. Po podstawowym szkoleniu, otrzymałem karabin blasterowy i ruszyłem jako mięso armatnie na pole bitwy, dokładniej, w okolice miasteczka Burvall. Należałem do 3 Kompanii Pomocniczej, która miała za zadanie osłaniać flanki szeroko rozciągniętego frontu 23 i 24 Kompanii Polowej, pomiędzy miastami Alx i Hurkros. Po dyslokacji, przegrupowaniu i fortyfikacji pozycji, 3 Kompania Pomocnicza była w pełnej gotowości bojowej, defensywnej naturalnie. Kiedy na głównym froncie trwały zażarte walki o każdy skrawek ziemi, okolice Burvall były nadzwyczajnie spokojne. Spodziewana ofensywa Klanu Vurta nie przybyła, a żołnierze zwolnili nieco tempa i ich czujność spadła. Patrole rzadko wychodziły na rekonesans, a czasami nie wychodziły w ogóle, wartownicy spali na wieżach i pozycjach strażniczych, porucznik zapijał się z oficerami w miejscowej kantynie. Dwa tygodnie biernego oczekiwania upłynęło w atmosferze pijaństwa i biesiady, w której i ja uczestniczyłem. Nikt nie spodziewał się jakiejkolwiek obecności wroga... i to był błąd. Po hojnie zakrapianej alkoholem imprezie, udaliśmy się na spoczynek. Nagle, w środku nocy alarmy zawyły, zrywając na nogi nietrzeźwych jeszcze rekrutów 3 Kompanii Pomocniczej. Okazało się, iż silne zgrupowanie sił przeciwnika, liczące nieco ponad trzy tysiące piechociarzy (przeciwko naszym pięciuset) uderza właśnie na nasze pozycje. Byłem nieco otumaniony, jednak prędko dorwałem karabinu i ruszyłem z marszu na zewnątrz, gdyż spaliśmy wszyscy w pełnym umundurowaniu. Okazało się, że właśnie trwała kanonada artyleryjska, wymierzona w Burvall i okolice. Spadające wszędzie pociski zmiatały całe budynki z powierzchni ziemi, a wszędzie latały kończyny i skrawki ciał moich współtowarzyszy i cywilów. Ten makabryczny widok przyprawił mnie o ciarki, na chwilę odbierając mi świadomość. Przebudzenie z transu miałem dosyć niemiłe - relatywnie niedaleko mnie spadł pocisk, eksplodując, wyrzucił falę ognia. Całe szczęście ona mnie nie dotknęła, a jedynie zostałem zmieciony siłą uderzenia. Ogłuszony i zamroczony obserwowałem, jak głucho na ziemię spadają kolejne pociski, a całe osiedla zamieniają się w gruzy. Kiedy już słuch i równowaga powróciły, poderwałem się i w ślad za resztą żołnierzy podążyłem na linie okopów. Pośród wystrzałów, spadających bomb, krzyku kobiet i płaczu dzieci. Kiedy już dostałem się do fortyfikacji, opadłem zmęczony na ziemię i starałem się złapać oddech po morderczym biegu. Nie było na to jednak czasu - działa ucichły, a do boju ruszyły rozwścieczone tyraliery wojsk wroga. Czym prędzej dopadłem do pobliskiego stanowiska ciężkiego blastera samopowtarzalnego, którego strzelec został roztrzaskany przez odłamek i rozpocząłem ostrzał w kierunku nadciągających przeciwników. Z okrzykiem na ustach i wściekłością w oczach prułem w ich stronę, dopóki działko nie zagotowało się, kładąc trupem wielu spośród nich. Moi towarzysze, otumanieni alkoholem, ogłuszeni wystrzałami i bombardowaniem, zaskoczeni nagłością sytuacji i prędkością postępów wroga, a także nie do końca świadomi tego co się dzieje stawiali zażarty opór. Mimo silnej obrony, przeciwnik w zastraszającym tempie zbliżał się do naszych okopów. Kapitan wydał rozkaz do odwrotu, co przyjęliśmy z ulgą - na gwałt ruszyliśmy w tył, nie bacząc na odsłonięte pozycje. Byliśmy tylko rekrutami.
Tego dnia, spośród liczącej 500 osób 3 Kompanii Pomocniczej ostały się tylko niedobitki. Bunvall padło, a 23 i 24 Kompanie Polowe stanęły w obliczu sromotnej porażki. Ja osobiście zostałem raniony w bark i po tygodniowej rekonwalescencji, powróciłem na plac boju. Uczestnictwo w pomniejszych walkach i potyczkach można sobie darować, jednakże nie zapomnę nigdy bitwy pod Havencurt... Zostałem przydzielony do 31 Kompanii Polowej, jako doświadczony już (!) żołnierz. Front rozciągający się między Havencurt i Szikh był wyjątkowo ciężki, gdyż w tym rejonie przeciwnicy posiadali wiele jednostek pancernych i mechanicznych, a także wsparcie lotnictwa. Przewaga Klanu Vurta była na tyle ogromna, iż wobec bezsensu dalszej biernej defensywy, przynoszącej wielkie straty bez szczególnych zysków, dowództwo postanowiło wykonać ofensywę. I tak oto trzy Kompanie Polowe (w tym moja) wyruszyły naprzeciw wroga... Nigdy nie widziałem czegoś podobnego. Uderzaliśmy w pełnym biegu, wspierani przez maszyny repulsorowe i kroczące, pośród zmasowanego ostrzału ciężkich blasterów samopowtarzalnych, dział, blasterów i innych broni. Moi towarzysze, przyjaciele, z którymi grałem w pazaaka, z którymi piłem alkohol, rozmawiałem, spędzałem czas, padali w ułamku sekundy u mego boku. Nie było już wycofania - zajmowaliśmy kolejne punkty strategiczne i osłony, na drodze do linii okopów Vurtów, w pełnym pędzie. Ruszaliśmy się w turach - fala po fali zajmowaliśmy kolejne przyczółki, a ja miałem ten zaszczyt (...), iż byłem w pierwszej fali, która jako pierwsza miała uderzyć na fortyfikacje i która ponosiła najcięższe straty. W pewnym momencie podoficerowie otrzymali rozkaz, aby dokonać zmasowanego ataku, bez zatrzymywania się w przyczółkach. Mimo obiekcji, kapitanowie i sierżanci porwali swych żołnierzy i ruszyli. Spośród pięćdziesięciu ludzi z mego oddziału, ostało się jedynie dziesięciu. W tym, zginął nasz dowódca, a podgrupy popadły w chaos. Tuż przed liniami wroga nie wiedzieliśmy jak postępować, jak zaatakować... Wtedy, coś mnie natchnęło. Zakrzyknąłem do moich towarzyszy, pełnych strachu i obaw, z niskimi morale i chęciami do walki, gotowych do dezercji, aby ruszyli za mną. Czy pod wpływem emocji i euforii, czy mego autorytetu - faktycznie, z okrzykiem na ustach ruszyli za mną. Nie mam pojęcia jak to się stało, jednak impet i furia naszej grupy musiała przestraszyć wrogów, gdyż w dziesiątkę udało nam się zająć przyczółek w liniach okopów wroga, co ubezpieczyło nas od ostrzału. Ruszyliśmy wzdłuż linii, oczyszczając je z zabójczą skutecznością, torując tym samym drogę naszym atakującym oddziałom. Wielkie poświęcenie i wola walki zwyciężyły ponad liczebność, gdy nasi żołnierze dopadli do okopów wroga, mordując wszystkich z pełnym okrucieństwem. Ja osobiście dostałem zaszczyt skręcenia karku Komendantowi tej armii przeciwnika, co było wielkim splendorem pośród wojowniczej kultury Klanów. Za te czyny zostałem awansowany na sierżanta (!), a moi towarzysze mianowani moim plutonem przybocznym.
Dalsze walki były niemniej zażarte i trudne, jednakże - im dłużej walczyłem, tym większe były me umiejętności dowódcze, tym bardziej doświadczonym byłem żołnierzem. Momentem przełomowym jest rozkaz, który otrzymałem jako kapitan, aby spalić i ograbić wioskę, która udzieliła schronienia żołnierzom przeciwnika. Czulkhi, gdyż tak nazywała się ona, była niewielką miejscowością, spokojną, skupioną na uprawie zbóż. Po wkroczeniu moich żołnierzy, nie ostało się nic... Nie wiem kim byłem, wydając rozkaz do zrównania jej z ziemią. Nie to jednak jest najbardziej przerażające... osobiście uczestniczyłem w pogromie, podczas którego po raz pierwszy w życiu spróbowałem "zupy". W pogrążonej w płomieniach wiosce dostrzegłem pewną kobietę. Do dziś nie wiem, czym się wyróżniała, jednakże mój pierwotny instynkt łowcy mówił mi, iż... ma w sobie coś. Zbliżyłem się do niej, pochwyciłem ją... Następnie, z moich policzków wypełzły dwa podłużne organy, służące do pobierania "zupy". Wślizgnęły się do nozdrzy mojej ofiary, a następnie zaczęły sączyć jej esencję życiową... Ten smak, to uczucie... Jest nieopisane! W miarę spijania z niej "zupy", mój głód rósł i rósł. Po spaleniu wioski, obserwując ze wzgórza jej zgliszcza zdałem sobie sprawę... iż uczyniłem coś złego. Zdałem sobie sprawę, że wszystko co było moim motorem napędowym to gniew, nienawiść i chęć mordu. Coś we mnie pękło, coś się zmieniło. Załamałem się. W nocy uciekłem z obozu, udając się na Pustkowie - ogromną pustynię, opuszczoną, zapomnianą i nieuczęszczaną. Porzuciłem dawne życie, dawne ja. Porzuciłem kontakty z rodziną, porzuciłem wszystko, co dotychczas miałem. Stałem się pustelnikiem, głodującym i pokutującym. Początkowo, pragnienia (na czele z żądzą "zupy") mną targały. Wraz z biegiem lat coraz bardziej się nań uodparniałem. Całe dnie spędzałem w ciszy, na rozmyśleniach i medytacji. Na rozważaniach, budowie spokoju, na temperowaniu siebie. Uczyłem się ograniczać swoje potrzeby, głodowałem dniami i tygodniami, początkowo doprowadzając swój organizm do wyniszczenia. Z czasem jednak, stałem się prawdziwym ascetą. Niekiedy spotykałem innego pustelnika - mi podobnego, jednakże o starszego (pod względem fizycznym, nie wiekowym) mężczyznę rasy ludzkiej, który również przemierzał pustynie i szukał schronienia. Niekiedy natrafialiśmy na siebie, aby rozmawiać o istocie świata, pogrążać się w filozoficznych rozważaniach. Byłem innym człowiekiem (Anzatem) - spokojnym, stonowanym, mądrym. Mężczyzna z którym rozmawiałem, nigdy się nie przedstawił. Nigdy też o to nie pytałem. Byliśmy dla siebie anonimowi, jednakże wyjątkowo bliscy, na swój sposób. Ów pan był istotnie mędrcem, którego myślenie wykraczało dalece poza moje ograniczone ramy. Godzinami debatowaliśmy o egzystencjalnych tematach, jednakże faktycznie nie wiedzieliśmy o sobie nic. Moją ascezę przerwał dopiero konflikt, który wydawał się być tak daleko... a był tak blisko.
Przed rokiem 0, na Bompreil przybyła armia Imperium - tworu politycznego, którego powstanie i działalność była mi obca, ze względu na moje odcięcie od świata zewnętrznego. Jednostki szturmowców przybyły tutaj, w poszukiwaniu częściowo zdekonspirowanej komórki Ruchu Oporu, działającego przeciwko Imperium. Kiedy tylko doszła mnie wieść o tym, z obaw, postanowiłem powrócić do Bomprilli, gdzie znajdowali się moi rodzice, a gdzie siły szturmowców miały punkt koncentracji. Było już jednak za późno - moim oczom ukazało się pogorzelisko bitwy między siłami Rebeliantów, a Imperium. Po dotarciu do miasta, a raczej jego resztek, wiedziałem, iż to już koniec. Koniec mojej rodziny. Walki pochłonęły ogromną ilość ofiar cywilnych. Dobitny był fakt, iż mój dom rodzinny zamienił się w stertę gruzów. O moich rodzicach nikt nie słyszał. Nikt.
Pogrążyłem się w żałobie. Tak oto, przez moje wewnętrzne odcięcie od świata zewnętrznego, nie zdołałem ochronić swej rodziny przed złem... Paradoksalnie, miast zrazić mnie do ascezy, utwierdziło mnie to w mych poglądach. Powróciłem na pustynię, rozgoryczony i niestabilny emocjonalnie. Tajemniczy mężczyzna wspierał mnie wówczas dobrym słowem i naukami... naukami o czymś tak abstrakcyjnym, że ramy mego umysłu początkowo nie były w stanie tego pojąć.

- Otóż, widzisz przyjacielu... istotą życia nie jest umrzeć, lecz żyć. Nie śmierć jest koroną życia, tylko życie samo w sobie. Nie ulegaj jednak złudzie złotej korony - pełniejsza i bardziej wartościowa jest korona, uwieńczona najbardziej nieskazitelnym pośród kamieni szlachetnych. Tymże kryształem w koronie życia jest dobro.

Tak zwykł mawiać mój mentor, który podtrzymywał mnie psychicznie, emocjonalnie i duchowo. Jego nauki, brzmiące na początku jak bełkot starzejącego się, niespełnionego filozofa, zaczęły się zazębiać i składać w całość, nabierając sensu. Moje zrozumienie rosło, a im więcej wiedziałem - tym więcej wiedzieć chciałem. Lata mijały, a długowieczność anzacka dawała się we znaki - kiedy moje ciało pozostawało młode i sprawne, mój nauczyciel starzał się, tracąc siły.
Był to piękny dzień, w którym (jak co dzień...) słońce prażyło rozległe pustynne przestrzenie. W umówionym miejscu, oczekiwałem mojego mentora, oczekując na regularne już nauki. Wtedy nadszedł - słaby, niewyraźny. Śmierć powoli nadchodziła, pukając do jego wrót. Nauczyciel zbliżył się do mnie i zaczął do mnie mówić... jak nigdy dotąd, tonem zupełnie innym, różnym.
- Przyjacielu... - zaczął ze zmęczeniem w głosie. - Jestem Ader Szujii... jestem Twym nauczycielem, mentorem i przewodnikiem... jestem Jedi.
Te słowa zapisały się w mej pamięci na zawsze. Jedi? Nauczyciel? Mentor? A więc... Nie, nie potrafiłem tego pojąć. W jednej chwili mężczyzna, z którym spędziłem wiele lat na rozważaniach, rozmowach, z którym mijałem się codziennie, człowiek tak anonimowy, słaby i niepozorny... jest Jedi? Jedi... czyli czym?
Natłok pytań uzyskał odpowiedź. Mężczyzna prowadził mnie do Bomprilli, a w drodze opowiadał. Kim są Jedi. Po co istnieją. Jak znalazł się na planecie. Okazało się, iż członek Zakonu Jedi sprzeciwił się upolitycznieniu organizacji i postanowił udać się na wygnanie na rodzinną planetę, gdzie planował oddać się rozważaniom i jego wierze... Tak, religią nazwać to można. Wszystkie jego nauki były niedoprecyzowane, wciąż czegoś mi w nich brakowało, jakiś element, który zamknąłby całą kompozycję. Wątpliwości rozwiały się, kiedy Ader dopełnił swe nauki... Nauki o Mocy. To wciąż było wiele dla mnie, dla mojego umysłu. Mężczyzna dostrzegł we mnie potencjał i dobro - dostrzegł, iż potrafię skutecznie wyprzeć się zła, iż potrafię kontrolować swe odruchy i pierwotność, widział jak walczę ze sobą i ograniczam się w imię idei. Co więcej, wyczuł we mnie potencjał Mocy, który zrozumiałem dopiero później. Kiedy zacząłem łączyć Moc i moją historię, wszystko nabrało sensu. Tuż po tym, jak rozpocząłem służbę w wojsku, podczas obrony Burvall, Moc ocaliła mnie przed pociskiem, który jedynie mnie przewrócił i odrzucił - gdybym zupełnie przypadkowo nie postanowił zmienić pozycji, jak podpowiadał mi instynkt, zostałbym roztrzaskany. Podczas bitwy pod Havencurt to Moc zainspirowała moich towarzyszy, aby ruszyli za mną i walczyli zażarcie i skutecznie. Podczas głodowania i ascezy na pustkowiu, to Moc, głęboka medytacja, nieświadomie podtrzymywała mnie przy życiu...
Ostatnią wolą mężczyzny było, abym udał się na Yavin 4, gdzie znajdowała się Akademia jego Zakonu. Mimo, iż nie wierzył w jej ideały stwierdził, iż będę dobrym i prawym Jedi. Korzystając z niewielkiego spadku, który otrzymałem po śmierci rodzicieli udałem się, z rekomendacją Adera Szujii, do Akademii, gdzie wszelkie nauki miały przerodzić się w rzeczywistość, a mnie - w Jedi.

P.S. Zapewne będą obiekcje co do wieku postaci przyjętej do Zakonu Jedi. Chciałbym nadmienić, iż dla tak długowiecznych ras jak Anzaci, 150 lat to bardzo niewiele. Volfe Karkko miał lat osiemset, gdy został przyjęty do Zakonu na nauki.

- Informacje dodatkowe
a. Dlaczego chcesz wstąpić do Akademii?
Ponieważ czuję, że "to jest to", że tutaj będę mógł dobrze się bawić, miło spędzić czas, dać upust swojej wenie i przeżyć niesamowite przygody, a poniekąd - jest to realizacją moich cichych imaginacji.
b. Skąd dowiedziałeś się o Akademii?
Nie jestem pewien... przeglądałem bodajże Bastion Polskich Fanów Star Wars i przed przypadek się natknąłem... poczytałem, poczytałem, zastanowiłem się i postanowiłem spróbować.
Raven Vega
Przybysz
 
Posty: 9
Rejestracja: 30 mar 2016, 15:01

Re: Raven Vega - [ Podanie ]

Postautor: Jedi Council » 30 mar 2016, 18:30

Podanie spełnia minimalne wymagania, dlatego została otwarta ankieta. Błędy, oraz własne spostrzeżenia co do podania członkowie mogą pisać w tym temacie.
Obrazek
Awatar użytkownika
Jedi Council
Rada Jedi
 
Posty: 675
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47

Re: Raven Vega - [ Podanie Otwarte ]

Postautor: Zayne Vergee » 30 mar 2016, 19:22

Od razu powiem że jestem na TAK

A teraz uzasadnię dlaczego.

Uważam że masz bardzo ciekawy styl wypowiedzi oraz przelewania myśli na papier. W samej historii jak dla mnie - żądnego walk Mandalorianina ^^, nic zbytnio nie urzekło ponieważ twa opowieść nie sprawiła że serce bardziej zabiło albo duch wprawił się w uniesienie. Duża część Twojego podania była poświęcona wojsku jednak w dużej mierze przedstawiona z perspektywy BPP oraz wydaje mi się (moje własne odczucie) inspirowana historią Dartha Bane'a jako żołnierza więc z jednej strony było to dla mnie dość znajome a z drugiej przypominało pewien kunszt jednak nie było to nic dla mnie nowego... Jednakże! Jestem człowiekiem bardzo obiektywnym i potrafię na kilka minut odciąć się od swoich przekonań oraz własnych wartości by wczuć się w historię osoby która ma odmienne niż ja postrzeganie świata. I wiesz co się stało? Historia mnie wciągnęła, nie tyle wartkim strumieniem wydarzeń co bardziej harmonią kompozycji i względnie przewidywalnym biegiem wydarzeń. Nie uznaje tego za rzecz złą ponieważ pomimo przewidywalności wszystko zostało przedstawione w sposób bardzo przystępny i ciekawy. Pod względem stylu oraz własnej koncepcji pisarskiej nie jestem w stanie do niczego się przyczepić, duży plus :)

Kwestia już samej postaci pozostaje w moim odczuciu dość zagmatwana i wymagająca rozstrzygnięcia w grze, bardzo byłbym rad by wszystko co związane z Twoją postacią działo się u nas na serverze :D. Wziąłeś sobie ciężki orzech do zgryzienia co do natury swojej postaci ponieważ Anzatowie szczególnie jeżeli już skosztują "zupy" popadają z tego co udało mi się dokładniej dowiedzieć od pozostałych, w swoistą obsesje i na prawdę bardzo trudno ją opanować nawet pomimo lat wyrzeczeń które opisałeś w pustelniczej części życia swojej postaci.

Tak więc podsumowując, historia z mojego punktu widzenia, już bez częściowej obiektywności wydaje się być trochę nudna i szablonowa :P. Jednakowoż nie mógłbym Ci w żaden sposób odmówić bardzo ciekawego stylu pisania oraz rzetelnego podążania wybranym tokiem myślenia. Jestem zaintrygowany nie tyle podaniem co wykreowaną postacią samą w sobie oraz twórcą który stoi za ową postacią mogąc dzięki niej nakreślić ciekawe wątki w rozgrywce.
Obrazek

Wiedza, nasza zbroja, Plemię i obrona, Język nasz i nasz przywódca - Nikt nas nie pokona.
Awatar użytkownika
Zayne Vergee
Radny
 
Posty: 292
Rejestracja: 25 maja 2013, 17:36

Re: Raven Vega - [ Podanie Otwarte ]

Postautor: Raven Vega » 30 mar 2016, 19:54

Dziękuję za pozytywną ocenę :P Tak, wyłapałeś same sedno całej mojej koncepcji - otwartość kompozycji i kreacji postaci :D
Raven Vega
Przybysz
 
Posty: 9
Rejestracja: 30 mar 2016, 15:01

Re: Raven Vega - [ Podanie Otwarte ]

Postautor: Zera » 30 mar 2016, 20:22

Z początku napiszę, że ze oddaniem głosu się wstrzymam. Chciałbym, żeby autor podania ustosunkował się do mojego postu tak dobrze, jak tylko potrafi. Możesz to zrobić nawet przez PW, jeżeli chcesz, jednak wolałbym żeby ta konwersacja była dla reszty widoczna.

Zacznę od pozytywów, czyli na pierwszy ogień nieszablonowa rasa jaką są Anzati. Zaliczam to do plusów, jednak jak pewnie zauważysz, wiele osób będzie mieć z nią problem. Z prostej przyczyny, umiejętności rasowe są strasznie mocne, a dla balansu koncepcyjnego istnieje tylko jedna rzecz, która dodatkowo działa na niekorzyść Twojej aplikacji. Ale po kolei, spodobało mi się, że odszukałeś w ogóle taką rasę i poczytałeś o niej dość dużo, bo widać to na pierwszy rzut oka. O dziwo nikt do tej pory chyba nie tworzył takiej postaci, także propsy. Kolejnym plusem jest planeta Bompreil, która jest ciężka do odnalezienia, już nie mówiąc do użycia - bardzo mało o niej wiadomo. Dodatkowo stworzyłeś backstory, wrzucając nas w wydarzenia i koncept samej planety. Bardzo fajny zabieg, który u mnie zaplusował. Jeżeli chodzi o samą treść jest naprawdę w porządku. Niektóre rzeczy powielasz, jednak napisałeś to w taki sposób, że się zdecydowanie podoba. Twój styl pisania również mi się bardzo spodobał, przez co spokojnie mogłem przeczytać od razu całość i poniekąd czekałem na to co dalej. No i na tym kończą się plusy.

Jeżeli chodzi o minusy, to zacznę od rzeczy takich mniej priorytetowych i na samym końcu poruszę mój główny problem z Twoja aplikacją. Jedziem!
1. Błędy błędy błędy, jest ich sporo, głównie literówki, ale naprawdę rzucają się w oczy. Plus nie wiem skąd w opisie zewnętrznym pojawia się inne imię postaci, ponieważ mamy Dev, mamy Azrah. Trochę boli jak się na to patrzy.
2. Imię Raven jest zbyt... Nieklimatyczne. Plus dochodzi do tego przestawienie literek i masz babo placek.
3. Powielasz schematy w historii ze śmiercią rodziców, wygnaniem się na wędrówkę/etc.(może ten szablon nie jest używany tutaj, ale bardzo często podczas tworzenia postaci w RPGach), tajemniczy mentor który pojawia się z przysłowiowej dupy i okazuje się Jedi.
4. No i teraz dochodzimy do sedna sprawy, jaką jest Twoja rasa czyli Anzati!
Ogólnie o rasie nie wiemy zbyt dużo, ale informacje już zawarte w starym kanonie są precyzyjne. Zatem wrzucamy tutaj od razu koncept postaci Anzati jako kandydata na Jedi, który już raz spróbował Morza Wspomnień. Ten koncept oddaje już wątpliwości, ponieważ postać już na zawsze będzie nękana przez głód. Co za tym idzie, istnieje znacznie większe prawdopodobieństwo, że taki kandydat skończy po Ciemnej Stronie. Idealnym przykładem jest wspomniany przez Ciebie - Volfe Karkko. Dodatkowo ów przykład świetnie wskazuje, że zwykłą siłą woli Anzati nie oprze się głodowi. Już nie mówiąc o tym, że w Twojej historii Raven jest zwykłym Anzati, a dla przykładu mamy Mistrza Jedi, którego kontrola powinna być znacznie lepsza. Gdybyś wymyślił inny sposób radzenia sobie z ów głodem nie miałbym nic przeciwko(ponieważ istnieje jeden, na który wpadłem ale nie przedstawię go - nie ma tak łatwo), ponieważ niebezpieczeństwo szkolenia danych ras już istnieje w naszej Akademii, w końcu mamy Mandalorianina w naszych szeregach. Niestety sama siła woli po prostu nie działa. Do tego chciałbym dodać, że jeżeli Twoja postać jest na tym pustkowiu i nie posila się zupy, istnieje bardzo małe prawdopodobieństwo, że przeżyłaby tyle lat. Z opisu rasy jasno wynika, że jeżeli Anzati nie kradnie esencji życiowej istot to jest praktycznie równany ze zwykłym człowiekiem - co tyczy się również wieku. To są główne argumenty, które niestety dla mnie całkowicie skreślają Twoje podanie, jednak chciałbym mimo wszystko żebyś się jakoś wypowiedział. Nie chcę skreślać całego podania, jeżeli coś zostało źle zrozumiane itd.

Jest też jeszcze jedna kwestia, czyli wprowadzenie Anzati w nasz system i rozgrywkę. Ogólnie jest problem, ponieważ przez 150 lat nie ma opcji, żeby Twoja postać byłaby nikim. Czyli ma już jakieś umiejętności i właściwości fizyczne, które już z samego początku powinny przewyższać każdą 'nową' postać gracza. O ile jest to najmniejszy problem, bo można go zargumentować Twoją historią to może powodować wątpliwości. Dalej przechodzimy do posilania się esencją, jeżeli to by Twoja postać robiła -> jej siła etc. to wszystko wzrasta. Czyli adekwatnie miałoby to przełożenie na statystyki(u nas to 'cechy'). Co byłoby poniekąd nie fair dla reszty graczy, już nie wspominając o tym, że trzeba by było zaimplementować całkowicie nową mechanikę do systemu. Ostatnim problemem jest sam wiek postaci, ponieważ dzięki niemu wie co się działo w galaktyce lub sama postać ingerowała w dla nas - stare dzieje. Przepaść wiedzy pomiędzy postaciami byłaby zbyt widoczna i niestety widząc zero stażu w takich organizacjach, czy nie spisanie stażu(o ile istnieje) w innych grach RPG to ciężko byłoby mi Ci zaufać, że ograniczałbyś się z dzieleniem się tą wiedzą. O ile można by też to nazwać feature'm dla naszej rozgrywki, to jakbyś coś jeszcze przy okazji przekręcił to byłoby słabo.
Te akurat rzeczy są do zrobienia, tylko zajęłoby to stosunkowo długo - nie wspominając o zaangażowaniu osób, którzy balansują naszą rozgrywkę.

Jak wspomniałem wcześniej, chciałbym żebyś się ustosunkował do mojego postu i odpisał. Jeżeli nie dostanę wystarczających od Ciebie argumentów na moje wątpliwości, to niestety zagłosuję negatywnie. Jeżeli jakimś cudem rozwiejesz większość z nich, to może nawet pojawi się pozytyw ;)
"My life for Aiur..."
Obrazek
- Zera
Awatar użytkownika
Zera
Zasłużony
 
Posty: 351
Rejestracja: 30 lip 2013, 16:33

Re: Raven Vega - [ Podanie Otwarte ]

Postautor: Raven Vega » 30 mar 2016, 21:22

Uhuhu... Fakt, niedopatrzenia.

1. Dev, Azrah - zapomniałem usunąć pozostałości, gdyż walczyłem ze sobą co do imienia, w trakcie wymyślania i pisania na sucho KP (trochę nad nią pracowałem, niejednorodnie czasowo). Miał być Dev Azrah, ale wtedy wpadło mi do głowy Vega... i dobrałem imię - pierwsze, które mi przyszło na myśl, Raven (nie mylić z Revan). Miałem bardziej na myśli "Rejwen", czyli kruk... ale, łączy się to z pkt. 2 - mogę powrócić do Dev Azrah :)
3. Jednak wplecione jest to w wydarzenia - Bompreil było miejscem krwawej bitwy Imperium-Rebelianci, w wyniku której zginęło wielu cywili. Rodzice Ravena (Deva) mieszkali w dzielnicy biedoty, która była oczywistym miejscem ukrycia potencjalnych komórek Ruchu Oporu, a które to miejsca najbardziej ucierpiały w batalii. Schemat z tajemniczym Jedi - może i powielony. Czy aby na pewno? Zauważ kreację - najpierw jest to ktoś anonimowy, nieznajomy, jakiś tajemniczy mędrzec na planecie gdzieś w Zewnętrznych Rubieżach. Jedi (nie do końca) okazuje się być później. Co więcej - nie jest to tajemniczy gość, latający po Galaktyce w poszukiwaniu rekrutów, nie jest to nawet typowy Jedi, a raczej renegat. Jego koncept zrobiony jest (wydaje mi się) oryginalnie, nie pojawia się znikąd, a jest raczej sytuacyjnie, początkowo niepozornie, wprowadzonym elementem.
4. Tu sporo.

Fakt, czerpanie esencji jest jak narkotyk. Raz spróbowane ciągnie... Jednakże, od braku dostarczania esencji się nie umiera. Życie na pustkowiu, pustyni, odcinało Ravena od ludzi, od potencjalnych źródeł esencji. Volfe Karkko przez tysiąc lat znajdował się w uwięzieniu, nie pożywiając się esencją i żyjąc długo... ale, mimo, iż nie wiadomo czy pole, w którym znajdował się Karkko zapobiegało starzeniu, przykład ten jest taki 50/50 i raczej nie mogę go użyć. Fakt odcięcia od świata... hmm, konkludując, faktycznie - to stwarza problem. Co prawda, w Akademii nikt nie musi wiedzieć o tym, iż spróbował esencji, jednak ugruntowanie logiczne takiego wydarzenia może być (i jest) trudne. Ten alternatywny sposób, o którym mówisz... Cóż, rozważałem kilka - pożywianie się na zwierzętach, jednakże te nie posiadają świadomości i wrażliwości na moc (większość) i byłyby raczej niesmakowitym i niepożywnym kąskiem. Rozważałem wypełnienie tej pustki Mocą, gdyż esencja z nią ma wiele wspólnego, a jest nawet ściśle powiązana, jednakże nie jestem pewien, czy dopuszczona by została takowa możliwość nieświadomego zaspokajania.
Zważywszy jednak na całość problemu i na to, że nie mam jakoś specjalnie pomysłu na alternatywę (mimo zbadania z kilku źródeł Anzatów, a także dziejów Karkko, Akku Seii i Salije Tashy) mógłbym dokonać jednej, prostej i nieinwazyjnej modyfikacji - usunąć zapis o pochłonięciu esencji i zastąpić go np. jakimś okrutnym mordem, po którym bohater skazuje się na wygnanie.

Co więcej - powyższe rozwiązanie eliminuje typowo mechaniczny problem z wzmocnieniem przy pobieraniu esencji. Jednakże, przy okazji chciałbym zauważyć, że zwyczajne pobieranie esencji od przeciętnego Janusza przynosi jedynie zaspokojenie głodu. Dopiero żerowanie na osobach cieszących się życiem, wyjątkowo silnych, zdolnych itd. przynosi korzyści, a także żerowanie na wyjątkowo potężnych w Mocy, posiadających silną z nią więź, polepsza więź z Mocą żerującego. Co samo w sobie rozwiązuje problem - żerowanie na kimś potężnym w Mocy, albo zwyczajnie silnym i zdolnym jest arcytrudne, a przeprowadzenie procesu pobierania, który odbywa się poprzez spijanie Morza Wspomnień przez rurki, okazałoby się niemożliwe.
A co do zaufania do mnie - w czystych RPGach doświadczenia nie mam, jednak jak już wspomniałem, grałem na wielu PBFach, z tych bardziej znaczących - Galaxy, Mgławica Mocy. Prowadziłem nawet własnego przez jakiś czas... Odgrywanie i role play, na zasadach i blokadach, a także w realizmie i przy poszanowaniu logiki działania bohatera to dla mnie żaden problem, poza tym - fakt, przez 150 lat mogłem dużo dowiedzieć się o Galaktyce. Zwróć jednak uwagę, że cała historia zamyka się na zabitej dechami Bompreil, o której wszyscy zapomnieli, do tego moja postać odcina się od świata zewnętrznego. Nie wie nic o Wojnach Klonów, Wojnie Nadprzestrzennej Starka, a nawet wyraźnie zaznaczyłem, że nie ma (miała) pojęcia o Imperium, Wojnie Domowej itd., a jedynym wydarzeniem stricte historycznym, w jakim brała udział, to epizodyczna Bitwa o Bompreil


Reasumując - zmienienie kilku pojedynczych zdań o pobraniu esencji rozwiązałoby całość problemów, tak znamiennych dla Twojej oceny, a mojej rozgrywki, poniekąd otwierając mi też kolejne bramki możliwości... Nie wiem, czy można tutaj dostosowywać KP do uwag sprawdzających, czy może od razu wylecę na "zbity" - chciałbym jednak poprosić o takową możliwość, gdyż tekstowo i technicznie jest to niewielka zmiana, a rozwiązałaby kluczowy problem Karty Postaci, nad którą trochę się pochyliłem, starając się stworzyć coś niekonwencjonalnego w treści i przekazie.
Raven Vega
Przybysz
 
Posty: 9
Rejestracja: 30 mar 2016, 15:01

Re: Raven Vega - [ Podanie Otwarte ]

Postautor: Zera » 31 mar 2016, 6:02

No niestety nadal jest to powielanie wątku tylko z dodatkowym delayem czasowym, co właśnie w taki błąd może wprowadzić. Fakt pozostaje faktem, pojawia się tajemniczy gość, który okazuje się później Jedi i za jego radą lecisz na Yavina 4. To tak jakbym stworzył postać człowieka, który żył sobie spokojnie na Tatooine kilka lat i później coś by się stało, wybito mu rodzinę/zostawili matkę i zniewolili. Po czym pojawia się tajemniczy gość, który okazuje się Jedi, oswobadza postać itd. itd. Mam nadzieję, że rozumiesz? Fakt pozostaje taki sam, nieważne jak go przedstawisz. Jednak jest to tak naprawdę zabieg, na który można przymknąć oko gdy historia jest napisana znacznie lepiej, tak jak w Twoim wypadku.

Co do Anzati no to nie mogę się zgodzić :) Owszem, od nie dostarczenia esencji Anzati nie umiera, ale i jego życie nie jest nadnaturalnie długie. Jest to logiczne, ponieważ pobieranie esencji wpływa na nich w ten sposób. Zauważ, że nie ma Anzati, którzy żyje stulecia i jest na głodówce pod tym względem. Wszyscy pobierają esencję, w wypadku Volfe jego uwięzienie jest w charakterze hipostazy, więc po prostu dał radę ponieważ tym charakteryzuje się owa technologia. Zdobywanie dodatkowych korzyści może wiązać się z siłą jednostki, z której czerpana jest zupa, znaczy jest na pewno. Jednak każde wyciągnięcie zupy wiąże się z dodatkami, mniejszymi lub większymi. Choćbyś za takiego Janusza dostał +1 do percepcji, która jest u nas najmniej użyteczną cechą, to już jest różnica. Szczególnie gdy miałoby to wpływać na modyfikator, ale tak jak wspomniałem, jest to do zrobienia tylko trzeba posiedzieć.

Nie pobieranie esencji moim zdaniem całkowicie anuluje długowieczność Anzati, jeżeli posiadasz jakiś przykład, gdzie Anzati nie posiłkuje się zupą i żyje setki lat to go przedstaw. Z tego co mi wiadomo, jednak takiego dowodu nie ma. Zatem wniosek jest tylko jeden :)
Zaś jest nadal jedna opcja, o której nie pomyślałeś, a której wskazać nie mogę - taki jest w końcu system rekrutacyjny.

Widzę, że jesteś chętny i bardzo się z tego cieszę, jednak te zmiany o których tutaj mówimy mogą zostać dopiero wprowadzone przy następnej kandydaturze. Przypominam, że ja to tylko jeden głos :) Nadal możesz zostać zaakceptowany przez resztę członków Akademii, także życzę powodzenia. Dla mnie niestety za brak przedstawionych solidnych argumentów, które zmieniłyby moje zdanie oddaję głos negatywny. O ile za sam tekst dałbym pozytywa ot tak, to nie jestem w stanie zaakceptować ascetę Anzati po żerowaniu jako przyszłego Jedi.
"My life for Aiur..."
Obrazek
- Zera
Awatar użytkownika
Zera
Zasłużony
 
Posty: 351
Rejestracja: 30 lip 2013, 16:33

Re: Raven Vega - [ Podanie Otwarte ]

Postautor: Raven Vega » 31 mar 2016, 6:23

No cóż... mam jeden argument, który załamuje część fundamentu Twoich - Volfe Karkko żył przez ponad osiemset lat, nim spróbował zupy. Przyjęte go do Zakonu, gdy miał już osiem wieków na karku i było wiadome, iż pierwsze jego upojenie esencją miejsce miało po szkoleniu, kiedy już był potężnym Jedi. Bez "zupy" nie da się żyć, ale dopiero, kiedy ktoś jej skosztuje, przedtem może normalnie żyć, co nie warunkuje długowieczności od żerowania.
Raven Vega
Przybysz
 
Posty: 9
Rejestracja: 30 mar 2016, 15:01

Re: Raven Vega - [ Podanie Otwarte ]

Postautor: Zera » 31 mar 2016, 7:09

Faktycznie, umknęło mi to z jego historii, więc plus dla Ciebie :) Czyli jeden z moich argumentów został obalony, jednak no, to tylko jeden z wielu. W dodatku jest tutaj też jeszcze lepsza podstawa, że Anzati nie może się oprzeć swojemu instynktowi używając do tego tylko siły woli. Nadal pozostaje negatyw, ale bardzo się cieszę, że udowodniłeś mi moją niepamięć :)
"My life for Aiur..."
Obrazek
- Zera
Awatar użytkownika
Zera
Zasłużony
 
Posty: 351
Rejestracja: 30 lip 2013, 16:33

Re: Raven Vega - [ Podanie Otwarte ]

Postautor: Ackial » 31 mar 2016, 14:59

Początkowo wstrzymałem się z oddaniem głosu, ale Twoja dyskusja z Zerą znacznie przyspieszyła mój wybór.

Zacznę od pozytywów.
Niewątpliwie punktuje tutaj styl wypowiedzi, język, bogate słownictwo, zarówno w załączonej historii jak i w samych odpowiedziach skierowanych do nas. Sądząc po tym, wydajesz się być osobą, która z łatwością przelewa swoje myśli na papier, co w moich oczach stanowi bardzo duży pozytyw i niewątpliwie wpłynie na odgrywanie postaci z Twojej strony. Wspominając już o samym Anzacie, sam wybór tak "trudnej" rasy mnie zaintrygował. Poszedłeś pod górkę, na dodatek jedną z tych cholernie stromych. ;) Taka postać wymusza wręcz na Tobie konsekwencje w rozgrywce i ścisłe trzymanie się tego, co założyłeś sobie przy pisaniu historii. Wyczuwam tu naprawdę duży potencjał do tworzenia ciekawych wątków, ale z drugiej strony nie jestem pewien czy sam wybrałbym coś tak nieszablonowego przy pierwszej styczności z naszą organizacją. Niemniej jednak, nie zamierzam umniejszać Twoich ambicji, które z tego co widzę poparłeś solidnym sprawdzeniem źródeł. Napisałeś też, że nie miałeś styczności z multiplayerem w jk3 - moim zdaniem to wręcz dobrze, bo nasz mod znacząco odbiega od większości mechaniki podstawowej gry. Na dodatek to też coś fajnego dla Ciebie - będziesz faktycznie nowicjuszem, a każdy trening szermierki realnie wpłynie na Twoje umiejętności.

Czas na negatywy.
Schematy. Niestety, sztuczki typu "tajemniczy starzec Jedi" czy "o rany, martwi rodzice" już dawno straciły swój impet i wywołują wręcz odwrotny efekt od zamierzonego. Nie wiem skąd się to bierze, niejednokrotnie łapałem się na tym, że i ja po nie sięgam. Być może powinniśmy to uściślić z naszej strony, zebrać te "kwiatki" jako ostrzeżenie dla kandydatów. Cóż, to już sprawy wewnętrzne, nie zamierzam tego wywlekać w Twoim podaniu. Przejdźmy dalej.
Jak już wcześniej wspominałem, Twoje podanie to droga pod stromą górkę. Mam wrażenie, że częściowo zastawiłeś na swoją postać pułapkę, z której teraz trzeba ją jakoś wydostać. Anzaci to paskudztwa galaktyki, jedna z tych ras która powstała, by w zamyśle być "zła do szpiku kości". Wysysanie zupy? Długowieczność? Manipulatory przy paszczy? Hell nope. Jak z tego zrobić Jedi? Powiem szczerze - nie mam pojęcia. Być może Ty na coś wpadniesz, skoro w powyższych odpowiedziach widziałem kilka ciekawszych pomysłów lub wytłumaczeń. Znajdź jakiś substytut dla tego całego procesu i spraw, by postronny obserwator mógł w niego uwierzyć, jednocześnie nie uznając Cię za potwora. Spraw, byś przeżył spotkanie z Jedi w naszej placówce. :)

Reasumując, wyżej wymienione błędy są dość istotne w rozrachunku dla mojego werdyktu. Musisz to jakoś naprawić. Moim zdaniem, możesz to zrobić już po przyjęciu do Akademii. Wierzę, że dasz sobie z tym radę, oceniając po tym co przedstawiłeś całą resztą swojego podania, która była po prostu bardzo dobra.
Oddaję pozytywny głos.
Awatar użytkownika
Ackial
Radny
 
Posty: 373
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Lokalizacja: Dac

Re: Raven Vega - [ Podanie Otwarte ]

Postautor: Raven Vega » 31 mar 2016, 15:36

Dziękuję bardzo za merytoryczny głos i wypowiedź :) Gwoli uściślenia, co do tego, jak miałby z tak monstrualnej istoty powstać Jedi - najciekawszym (moim skromnym, niedoświadczonym zdaniem) jest fakt, iż właśnie Anzaci nie pasują do monotypu Jedi - dobrego, prawego, opanowanego. Mój niecelny strzał w to, że Raven miał skosztować zupy, a potem się temu opierać, miał być manifestacją tegoż dobra, które objawia się w samokontroli i ascezie. Miało to zbudować ultrazłożony rys psychologiczny mężczyzny, który krępuje wewnętrzną bestię, głód i gniew w okowach ascezy, wyrzeczeń i ciągłej walki z tym mrocznym "ja". Tak złożona postać byłaby bardzo barwna, miałaby potencjał, a wszelkie jej wewnętrzne rozterki, rozważania i bezustanne trzymanie tego anzackiego monstrum na żelaznej smyczy treningu dałoby mi gigantyczne pole do role-playingowego popisu. Anzat, niejako niepredestynowany do miana, tytułu czy funkcji Jedi byłby niekonwencjonalnym wyjściem (a raczej wejściem - w fabułę, przyszłość, być może potęgę), a ja osobiście nonkonformizm lubię, popieram i doń dążę - czasem nawet przesadnie :P
Raven Vega
Przybysz
 
Posty: 9
Rejestracja: 30 mar 2016, 15:01

Re: Raven Vega - [ Podanie Otwarte ]

Postautor: Tauns » 31 mar 2016, 21:18

Nie mam wątpliwości, jaki głos powinienem oddać.


+ Dobrze napisane. Błędy, niektóre powtarzane zwroty nie bolały aż tak bardzo, ponieważ skupiałem się na wydarzeniach, a nie samym tekście.
+ Starannie (chyba :P) wyszukana planeta, niszowa. Właściwie jedyna ważna rzecz na niej, to ta bitwa właśnie, co fajnie wykorzystałeś.
+ Rasa, stwarza możliwości do strasznie ciekawej interakcji. Nie przeszkadza mi jakoś strasznie fakt, że postać 'skosztowała' już jakiejś osoby, może to nieco ignoranckie, ale nie jestem zwolennikiem trzymania się kurczowo kanonu w stu procentach, tym bardziej jeśli mówimy o takiej mało popularnej rasie. Dlaczego Moc miałaby nie zastąpić Twojej postaci tego, co normalnie zaspokaja tylko ta "zupa"? Ewentualnie można usunąć ten moment, ale jak pisałem - nie przeszkadza mi specjalnie ta konkretna sprzeczność z tym, co mamy na Wookiepedii.
+ Długość, jakość podania, widać że się postarałeś, i ci naprawdę zależy - to dla mnie bardzo ważne :D
+ Dyskusja z Zerą ^^
Ogólnie - postarałeś się, efekty widać, zgrabne podanie.


- Pierwsza rzecz, ogólnie schemat (pustynia, sierota, jedi) mnie tak nie uderzył, ale ostatnie ogniwo - dawny Jedi, mentor Twojej postaci mi się niezbyt spodobał, reszta była całkiem dobrze 'zakamuflowana' w akcji i dobrej treści, no i sam dużo tego nie doświadczyłem, jeszcze. O tyle mi się to nie podoba, że ten jeden motyw wydaje się najprostszą drogą do naszej placówki. Szkoda.
- Parę błędów się znajdzie, rzucają się trochę w oczy (!) nawiasy z małymi uwagami, które możnaby wprowadzić do zdania mniej inwazyjnie (sam tak miałem kiedyś ^^). //mam nadzieję, że widać przerysowanie :P
- Zamęt z imionami postaci


Oddaję głos...
Spoiler:
Awatar użytkownika
Tauns
Radny
 
Posty: 392
Rejestracja: 25 mar 2014, 16:37
Lokalizacja: Warszawa

Re: Raven Vega - [ Podanie Otwarte ]

Postautor: Raven Vega » 31 mar 2016, 22:04

Bardzo dziękuję za pozytywną opinię! :) Bardzo mi miło, że potrafiłeś dostrzec pozytyw w tym, co było negatywem dla innych :P Fakt, powtarzany przez wszystkich motyw oklepanek... przeczytałem kilka KP innych graczy i widziałem, że zwracacie na to uwagę, ale w koncepcie mojej KP, nad którą trochę myślałem, te elementy... tak, były nieodzowne, bo w jakiś tam sposób w mojej głowie wszystko to się zazębiało. A jak już zacząłem spisywać moją koncepcję i poniosło mnie literackie uniesienie - machnąłem tak, późniejsze korekty wymagałyby jednak zbyt inwazyjnej ingerencji w całość... z tarczą w ręku postanowiłem to zostawić :P
Raven Vega
Przybysz
 
Posty: 9
Rejestracja: 30 mar 2016, 15:01

Re: Raven Vega - [ Podanie Otwarte ]

Postautor: Thrust » 03 kwie 2016, 16:22

Czytałem to podanie na trzy razy. Mimo tego, nie musiałem zaczynać za każdym razem od początku, wystarczyło kawałek, żebym sobie przypomniał. Moim zdaniem tekst jest długi i dobrze napisany, mimo kilku drobnych błędów. Dobór rasy ciekawy. Przeszłość postaci raczej typowa, ale w tym przypadku podchodzę do tego neutralnie, bo wszystko pasuje. Brak jakiegokolwiek stażu w jk3 to dla mnie minus, ale w dzisiejszych czasach... Nauczymy cie co i jak ;) .
Oddałem głos pozytywny. Powodzenia.
Obrazek
- Thrust (a.k.a. Mort).
Awatar użytkownika
Thrust
Rycerz
 
Posty: 352
Rejestracja: 29 maja 2010, 17:21
Lokalizacja: Bytom

Re: Raven Vega - [ Podanie Otwarte ]

Postautor: Raven Vega » 03 kwie 2016, 21:52

Dziękuję bardzo za pochwały! Co do doświadczenia - łatwiej jest wykreować nowego gracza, niż reformować doświadczonego :P
Raven Vega
Przybysz
 
Posty: 9
Rejestracja: 30 mar 2016, 15:01

Następna

Wróć do Punkt rekrutacyjny

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron