Bren Quadmaster - [Podanie Zaakceptowane]


Punkt zbiórki kandydatów na Jedi, którzy sądzą, że poradzą sobie ze wszystkimi przeszkodami jakie postawi przed nimi wola Mocy.

   
REGULAMIN REKRUTACJI

I. Podstawowe zasady:
1. Według podjętych decyzji rekrutacja w akademii została otwarta na stałe (Rada Jedi zastrzega sobie prawo do zmiany decyzji jeśli uzna to za słuszne).
2. Został stworzony odpowiedni dział na potrzeby rekrutacji i tylko tam będą rozpatrywane wszystkie sprawy przyjęć do akademii.
3. Podanie należy napisać w nowym temacie, gdzie w tytule powinien znajdować się nick postaci.
4. Akademia posiada gotowy wzór podania, który każdy chętny musi wykorzystać w pierwszym poście tematu, aby podanie było brane pod uwagę.
5. Po złożeniu podania nie można edytować jego treści, czy też usuwać tematu i wstawiać go ponownie.
6. Nowy temat założony przez kandydata służy do oceny podania przez członków i wskazania ewentualnych błędów jakie się pojawiły w pierwszym poście.
7. Każdy członek może napisać na co zagłosował, jednak jeśli nie chce, może wtedy się wypowiedzieć nie podając tej informacji.
8. Podanie powinno być napisane w sposób zrozumiały, zgodnie z zasadami języka polskiego, a nadmierna ilość błędów negatywnie wpłynie na ocenę.
9. W Akademii obowiązuje zakres wiekowy od lat 15-stu (Rada Jedi zastrzega sobie prawo do uwzględniania wyjątków wiekowych).
10. Jest bezwzględny zakaz kopiowania prac bez zgody autora. Niezależnie od formy i sposobu wykonania.
11. Wszystkie próby tworzenia nowych kont przez osoby którym nie udało się dostać i wklejania z nich podań, będą surowo karane.
12. Rada Jedi zastrzega sobie prawo do odrzucenia podania jeśli jest chociaż minimalne podejrzenie o "multikonta" i to od nich zależy czy w ogóle będzie ono brane pod uwagę.
13. Postać osoby składającej podanie nie może być wyznawcą Ciemnej Strony Mocy, a także posiadać żadnych zdolności w Mocy (Rada Jedi zastrzega sobie prawo do uwzględniania wyjątków).
14. Wszystkie podania które nie będą przestrzegać zasad obowiązujących w Akademii Jedi na Yavin IV, będą odrzucane (Rada Jedi jest wstanie dokonać wyjątku, ale tylko w bardzo skrajnych przypadkach).

II. Dalsze postępowanie:
1. Po złożeniu podania, Rada Jedi sprawdza czy spełnia ono podstawowe wymagania i zamienia temat w ankietę z dwoma wyborami:
a. Członek jest za przyjęciem kandydata.
b. Członek jest przeciwny przyjęciu kandydata.
2. Każdy członek (nie będący na okresie próbnym) ma w ankiecie jeden głos, który nie może być zmieniony bądź cofnięty, dlatego radzimy dokładnie przemyśleć decyzje.
3. Wszystkie głosy liczą się tak samo, nie ma tutaj rozróżnienia pomiędzy rangami czy funkcjami.
4. Jeśli jakiś członek nie jest zdecydowany, to może się wstrzymać z głosem na jakiś czas, albo całkowicie co pokaże jego neutralność do sprawy.
5. Podanie musi zostać rozpatrzone w ciągu 14 dni od czasu zamiany tematu w ankietę i wtedy musi być podjęta decyzja.
6. Głosować może każdy członek, jeśli jednak decyzja wygląda na przesądzoną to temat może zostać zamknięty przed czasem.
7. Jeśli większość odpowiedzi jest pozytywna, podanie zostaje zatwierdzone. Kandydatowi pozostaje cierpliwie czekać na dalsze instrukcje od Rady Jedi.
8. Jeśli większość odpowiedzi jest negatywna, podanie zostaje odrzucone. Kandydat musi odczekać 20 dni przed napisaniem ponownie podania, oraz nie może wykorzystać niczego ze swoich poprzednich prac (radzimy dokładnie przemyśleć wszystko przed wstawieniem podania).
9. Jeśli ilość odpowiedzi pozytywnych jest równa ilości odpowiedzi negatywnych, o werdykcie decyduje ogólne zachowanie kandydata, oraz wszystkie wydarzenia z nim związane.

Twórcy regulaminu:
Rada Jedi



Regulamin może ulec zmianom, od niektórych reguł mogą wystąpić wyjątki.

Czy powinniśmy przyjąć kandydata?

Czas głosowania minął 14 lis 2016, 13:32

Tak
8
100%
Nie
0
Brak głosów
 
Liczba głosów : 8

Bren Quadmaster - [Podanie Zaakceptowane]

Postautor: Bren » 31 paź 2016, 0:19

- Informacje ogólne
a. Imię: Radek
b. Wiek: 14, za 1.5 miesiąca 15 (Wiem, że w Akademii istnieje zakres wiekowy od lat 15-stu dlatego chciałem poprosić Radę o zrobienie wyjątku od podpunktu 9. z Regulaminu Rekrutacji)
c. Zamieszkanie: Poznań
d. Zainteresowania: Gry komputerowe, książki, komiksy, Star Wars
e. Krótki opis własnej osoby.
Cóż, z tym mam zawsze problem :). Jestem raczej spokojny, cierpliwy i kulturalny. Czasem też dość cichy. Uniwersum Star Wars znam od kiedy miałem 7 lat.
f. Kontakt:
- email: radekjedi1@wp.pl
- discord: Radrage

- Scena JK3
a. Przynależność: Brak
b. Staż: Jakieś 2-3 lata nie licząc długiej przerwy od gry.
c. Krótka historia:
Zaczynałem grać w Jedi Academy kiedy miałem 10 lat. Głównie na singleplayerze. Jest to jedna z moich ulubionych gier z Gwiezdnych Wojen ale los chciał, że nie włączyłem jej od bardzo dawna. Po długiej przerwie i po zainstalowaniu paru modów (np. Movie Battles 2) znowu do niej wróciłem.

- Postać
a. Imię: Bren Quadmaster
b. Wiek: 17
c. Pochodzenie: Korelia
d. Rasa: Człowiek
e. Opis zewnętrzny:
Młody, wysoki i szczupły chłopak o krótkich jasno brązowych włosach i niebieskich oczach. Ma łagodne rysy twarzy oraz życzliwy i przyjazny uśmiech.
f. Historia: [min. 450 słów] Autor: Bren
Upadł. Bandyci od razu zauważyli go i schwytali. Właśnie teraz jeden z nich przyłożył mu blaster do głowy. Ich przywódca uśmiechnął się i powiedział:
- No proszę, mówiłem wam, że ktoś przyjdzie! No kolego powiedz: Jesteś tu sam? Był ktoś z tobą!?
Brena bolała głowa. Jak to się w ogóle stało? Przypominał sobie teraz ostatnie wydarzenia które go tu doprowadziły.

Dzień wcześniej ***
Zbliżał się ranek. Jutro na Korelii miał się odbyć wielki turniej śmigaczy. Bren przygotowywał się do niego już od wielu miesięcy. Głównie jego ojciec pomagał mu w treningach. Codziennie chociaż trochę starał się by poprawić jego jazdę. Obudziło go wołanie jego matki:
- Bren! Przyjdź proszę do kuchni!
Niechętnie wstał z łóżka. Poświęcił chwilę żeby dojść do siebie i wyjrzał przez okno - ,,Piękny dzień'' - pomyślał. Wszedł do kuchni gdzie była jego matka i odpowiedział:
- Co się stało mamo? - Chłopiec był bardzo zżyty ze swoją rodziną. Pomagał im we wszystkim jak mógł tak samo jak oni jemu. A zwykłe prace domowe nie stanowiły dla niego żadnego problemu. Jego ojca akurat nie było w domu. Pracuje w Corellian Engineering Corporation, dlatego chłopiec tym bardziej był skupiony na wyścigu mającym nadejść niedługo. Jego matka odpowiedziała mu:
- Zjedz coś i pójdź proszę na zakupy. Listę masz na stole.
To był jeden z jego standardowych obowiązków. Kiedy zjadł śniadanie wziął listę i pomaszerował szybko w stronę sklepu. Musiał się spieszyć jeśli chciał zdążyć na poranny trening przed turniejem. Pozostał mu tylko jeden dzień na przygotowania a on wciąż nie był pewien czy jest gotowy. W połowie drogi do sklepu zauważył, że w jego stronę biegnie Delto - Kalamarianin który jest jego kolegą ze szkoły. Znają się od wielu lat. Wesoła zwykle twarz kolegi teraz była czymś poważnie zmartwiona. Widać było że przychodzi z czymś ważnym. Kiedy dobiegł Bren odezwał się do niego:
- Cześć. Stało się coś ważnego? Nie wyglądasz na radosnego.
- Hej. Ciężko jest być radosnym w takiej sytuacji. Właśnie dowiedziałem się, że porwano dowódcę straży! - To tłumaczyło ponury humor jego przyjaciela. Bren zapytał zdziwiony:
- Jak to porwano? Kiedy?
- Dzisiaj w nocy. Nie wiadomo zbyt wiele ale podobno był na jakimś patrolu. Dowiedziano się o tym dopiero teraz. Straż nie chciała powiedzieć nic więcej.
To go zaskoczyło. Kapitan straży po prostu idzie na patrol i znika? Znano go przecież. Miał na imię Gregor i cieszył się powszechnym szacunkiem w mieście. Chłopiec chciał bardzo dowiedzieć się więcej. Niestety nie miał czasu żeby dłużej się nad tym zastanawiać chociaż słowa Delta go zmartwiły. Jego trening się zbliżał a on nadal nie wrócił z zakupami.
- To dziwne. Miejmy nadzieję, że nic mu nie jest. Ludzie na pewno nie są zadowoleni. Eh, wybacz niestety nie mam teraz za dużo czasu. Idę do sklepu. Spotkamy się później.- Delto widocznie też bardzo to przeżył. ,,Prawdopodobnie jak każdy w mieście''- pomyślał. Wizyta w sklepie nie zajęła mu dużo czasu. Kupił to co było trzeba i zaczął wracać do domu. Postanowił pójść skrótem. Zaoszczędziło by mu to sporo czasu a chciał jak najszybciej wrócić do domu. Często tam chodził z kolegami więc wiedział jak się tam poruszać. Pobiegł więc w najbliższy zaułek i wybrał najszybszą trasę. Podczas drogi jednak usłyszał czyjeś ściszone głosy. Z ciekawości zwolnił i podszedł wolnym krokiem do miejsca z którego dochodziły. Usłyszał ludzi stojących niedaleko:
- Polecenie było jasne. Zostać tutaj i czekać na dalsze rozkazy. - Bren lekko wychylił się zza krawędzi. Zauważył pięć uzbrojonych osób. Trzech ludzi i jednego Weequaya który wyglądał na przywódcę. Wychylił się i spróbował zakraść do nich bliżej. Podszedł do skrzynek obok.
- W mieście? Ludzie już mówią o porwaniu to zbyt ryzykowne!
- Trudno. Nie mamy wyboru. Nie martw się za niedługo wyniesiemy się stąd. Razem z zakładnikiem. Pamiętajcie, że wszyscy spotykamy się w jednej z tych jaskiń przy mieście. Wiecie jakiej.
- Straż będzie chciała nas wytropić. - Znajdował się idealnie za ich plecami. Zastanawiał się jak zareagować
- Mogą spróbować. - Nagle wyraz twarzy zbira zmienił się. Zauważyli go! - Chwila moment. To jakiś dzieciak! Łapać go!
Bren nie czekał długo. Za nim najbliższy przestępca się obrócił, on już wyszarpnął jego blaster. Kopnął zbira i strzelił w ramię drugiego. Pierwszy raz strzelał z blastera ,,na serio''. Wcześniejsze trenowanie na strzelnicy ani trochę nie przygotowały go do takiej sytuacji. Działał pod wpływem impulsu i na szczęście udało mu się trafić. Niestety efekt zaskoczenia nie trwał długo a reszta przestępców była już przy nim. Jeden z nich uderzył go tak mocno że poleciał na skrzynki za którymi wcześniej się krył. ,,To by było na tyle''- pomyślał
Jednak po chwili kolejne strzały zabrzmiały. Ku jego zdziwieniu usłyszał znajomy głos:
- Gońcie uciekinierów! Wy dwaj zostańcie ze mną. Zobaczę czy mojemu przyjacielowi nic się nie stało.
Podniósł głowę. Tak jak myślał. Głos należał do Zekka Convariona - To Mandalorianin i przyjaciela jego ojca. Dla niego jest on kimś rodzaju mentora. Pracuje w straży tak samo jak Gregor. Ubrany był jak zwykle w zbroje z beskaru charakterystyczną dla jego ludu. Jednak zamiast hełmu nosił swój stary kapelusz.
Mężczyzna patrzył na niego przez chwilę z uśmiechem a potem odezwał się:
- No, no verd widzę że jednak moje lekcje strzelectwa nie poszły w las. Żyjesz chłopcze?
- Dam radę, tylko ciągle szumi mi w uszach. Dzięki za pomoc. Musisz zawsze mnie tak nazywać?
- Wybacz, przyzwyczaiłem się. Nic z tym nie zrobisz. - To był cały Zekk. Nic się nie zmienił.- Te zbiry mówiły coś ważnego? - Chłopiec zawachał się przez chwilę.
- Nie wiem, raczej nie. - Postanowił jeszcze nie mówić nic o porwaniu. Ufał Zekkowi ale mówienie tego przy straży pewnie by stworzyło zbyt dużo zamieszania. Nie wiedział czy to najlepsze wyjście ale nie miał teraz czasu na zastanawianie się. Zawsze może poprosić go o pomoc później. Mandalorianin wyglądał jakby się zastanawiał.
- Cóż, trudno. Wracaj do domu w końcu na pewno masz dzisiaj dużo do roboty. Powodzenia chłopcze.
***
Wybiła północ. To był dla Brena ciężki dzień a jutro musiał wstać rano przed wyścigiem. Siedział teraz w swoim pokoju czytając jakąś książkę o historii Starej Republiki. W końcu jednak nie wytrzymał. Musiał coś zrobić żeby uratować dowódcę straży. Ta sprawa denerwowała go już od samego początku ale przez cały dzień nie miał czasu żeby cokolwiek zrobić. Wiedział, że może straż pojmała niektórych zbirów których spotkał rano i teraz Gregor jest już uratowany. Ale co jeśli nie? Nie zostało wiele czasu. Zastanowił się nad rzeczami które musi zrobić: Zawiadomić straż, znaleźć kryjówkę bandytów i dopilnować żeby nie uciekli. Za dużo jak na jednego człowieka i tak mało czasu. Rozmyślał nad wszystkim: O słowach bandytów, o tym co powiedział mu Delto... Właśnie, Delto! Zekk gdzieś poszedł i nie ma go w pobliżu więc jego nie może poprosić o pomoc, ale jego kolega na pewno udzieli mu wsparcia. Od razu wstał, wziął swój plecak i spakował do niego wszystko co wydawało mu się potrzebne: Między innymi stary blaster DL-44 jego ojca, dwa komunikatory oraz lornetkę elektroniczną. Większość rzeczy wziął z piwnicy. Na szczęście jego rodziców nie było w domu a on i tak później wszystko odłoży na miejsce po powrocie. Wyszedł szybko z domu w stronę domu Kalamarianina. Na szczęście spotkał go po drodze. Kolega od razu go zauważył i powiedział:
- Cześć Bren. Co tam?
- Hej, posłuchaj musisz mi pomóc. Pamiętasz jak mówiłeś o porwaniu? - Opowiedział mu o wszystkim co go dzisiaj spotkało. Delto ożywił się i z miejsca był gotowy żeby wyruszyć. Cieszył się z tego, ponieważ był ostatnią osobą do której mógł się zwrócić o pomoc. Jednocześnie nie zdziwiło go zaangażowanie Delta. Myśl o tym, że będzie w stanie uratować samego dowódcę straży na pewno go zmotywowała. Bren już miał plan.
- Dobra, wziąłem ze sobą dwa komunikatory. Weź jeden. Tamte zbiry mówiły, że spotykają się w jednej z jaskiń koło miasta. Cóż, jest ich kilka. Kiedy ja będę szukał ich kryjówki ty pójdziesz zaalarmować straż. Tylko tak mamy największe szanse żeby zdążyć na czas.
- Zrozumiałem. Uważaj na siebie. Spotkanie z tymi zbirami może nie być najlepsze. Powodzenia! - Delto pobiegł najszybciej jak mógł żeby wykonać swoje zadanie.
Bren wymknął się z miasta i wyruszył. Krążył przez dłuższą chwilę wokół terenów poszukiwań. W końcu jednak znalazł 5 skuterów repulsorowych stojących obok jednej z dość dużych jaskiń. Skutery były dobrze schowane, ale włączone. ,,Musieli się spieszyć. Włączone skutery są tak głośne, że łatwiej je usłyszeć niż zauważyć''- pomyślał młodzieniec. Po chwili skontaktował się z kolegą:
- Delto jesteś tam? Znalazłem ich.
- To świetnie! Zaraz do ciebie dotrzemy. Dopilnuj żeby nie uciekli!
- Zrobię co mogę. Pospieszcie się.
Spróbował podkraść się do wejścia. Kiedy podchodził, zaczął słyszeć ściszone głosy. W końcu znalazł się w odpowiedniej odległości. Bandyci cały czas rozmawiali. Jeden z nich powiedział:
- Ile jeszcze mamy czekać? To już nudne. Przyszliśmy tu w takim pośpiechu żeby być na czas a i tak się stąd nie ruszamy. W końcu im dłużej tutaj siedzimy tym gorzej. Reszta chłopaków pewnie już się zastanawia czemu tak długo nas nie ma.
- Zapomniałeś chyba że to ja tutaj rządzę. Wyruszamy dopiero kiedy wszystko spakujemy i kiedy wszyscy będą gotowi.
Bren widział teraz pięciu z nich. Widocznie udało im się wszystkim uciec od straży. Stali obok związanego człowieka w którym rozpoznał Gregora. Kapitan straży był teraz bezbronny a jeżeli nic nie zrobi, prawdopodobnie bandyci uciekną. Szansa na uratowanie go przepadnie. Zastanawiał się co mógłby zrobić gdy nagle poczuł coś... dziwnego. Jakby energię która znajdywała się wszędzie dookoła niego. Zapomniał o tym w jakim miejscu się znajduje i próbował dowiedzieć się co to takiego. Niestety, zachwiał się i potknął. Upadł. Bandyci od razu zauważyli go i schwytali. Właśnie teraz jeden z nich przyłożył mu blaster do głowy. Ich przywódca uśmiechnął się i powiedział:
- No proszę, mówiłem wam że ktoś przyjdzie! No kolego powiedz: Jesteś tu sam? Był ktoś z tobą!?
Brena bolała głowa. Energia która zdawała się być wcześniej wszędzie zniknęła a on klęczał teraz z myślą, że zawiódł. Teraz jedyne co mógł zrobić to grać na czas i mieć nadzieję że ktoś zaraz przyjdzie z pomocą.
- Zadałem ci pytanie dzieciaku. Mów!
- A kogo się jeszcze spodziewasz? Myślisz, że sprowadziłem tu całą flotę Republiki?
- To nie była odpowiedź. Tracę cierpliwość. - Było słychać, że Weequay nie żartuje. Prawdopodobnie chciałby po prostu go teraz zastrzelić, ale nie uzyskał informacji na temat prawdopodobnego zagrożenia.
- Długo już sobie tak siedzicie? Pewnie trochę czasu wam zajęło planowanie takiego przedsięwzięcia.
- Dość! Powiedz mi czemu miał bym cię teraz nie zastrzelić?
- A bo ja wiem? Boisz się całej floty Republiki?
Weequay nie zamierzał dłużej czekać. Uderzył go tak, że Bren ponownie upadł na ziemię.
- Podnieście go. Trudno trzeba będzie zwiać szybciej. - Znów bandyta wycelował w niego blaster. Tym razem nie zadawał już pytań. Czekał na to co zrobi przywódca przestępców. Nie dowiedział się tego jednak. Rozległ się dźwięk strzałów dobiegających od wejścia do kryjówki. Bandyta zatoczył się i wypuścił blaster z ręki. Młodzieniec od razu zerwał się na równe nogi i wziął broń. Oddał kilka strzałów w stronę bandytów nie patrząc nawet czy trafił. Podbiegł uwolnić kapitana straży. Kiedy to zrobił, było już po wszystkim. Bandyci zostali pojmani a Gregor był wolny. Bren właśnie zrozumiał jak duże miał szczęście. Straż ledwie zdążyła na czas. Spoglądając na swoich wybawców zauważył, że razem z nimi przyszedł też Zekk. Bren teraz stał w miejscu zdezorientowany. Mandalorianin zaśmiał się i powiedział:
- Zdziwiony? Od początku słyszałem co mówiły te zbiry. Widziałem też kiedy wychodziłeś z Deltem poza miasto. Poczekałem chwile, zebrałem straż i ruszyłem za wami. Aha, nie martw się o Kalamarianina. Jest w mieście i nic mu nie jest.
Bren nadal był oszołomiony. Nie był w stanie nic powiedzieć. Zekk go wyręczył kontynuując:
- Posłuchaj chłopcze, dobrze się spisałeś. Wiem, że chciałbyś nam jeszcze pomóc, ale dość już zrobiłeś. Wyśpij się. Jutro wielki dzień.
Chciał zaprotestować, ale wiedział, że to nic nie da. I tak był już bardzo zmęczony więc po prostu bez słowa wyszedł i wrócił do domu.
***
Następnego ranka Bren razem z ojcem przygotowywali swój śmigacz do wyścigu. Nic nie mówił rodzicom o wczorajszym dniu. Uznał, że Mandalorianin sam to zrobi. W końcu musiał się teraz skupić na wyścigu. Wciąż jednak nie do końca otrząsnął się z wczorajszego spotkania z bandytami. Kiedy już wszystko było przygotowane powiedział:
- Chyba już wszystko gotowe tato.
- Masz racje. Do wyścigu nie zostało już dużo czasu. Pamiętaj po prostu daj z siebie wszystko i pojedź najlepiej jak potrafisz.
- Tak, wiem. Dam sobie radę. Nie po to chyba kazałeś mi trenować codziennie? No i przecież mam dobrego nauczyciela. - Jego ojciec sam kiedyś wygrał taki wyścig. Z tego powodu tym bardziej chciał powtórzyć jego sukces i pokazać, że też jest w stanie tego dokonać. Jego ojciec rozweselił się na te słowa.
- Cóż, staram się. Podczas naszych treningów widziałem jak jeździsz dlatego wiem, że jesteś w stanie to wygrać. Quadmasterowie mają to we krwi co? Chodź, musimy się spieszyć żeby zdążyć na wyścig.
Wszyscy byli już na miejscach, a Bren właśnie siedział w swoim własnym śmigaczu. Ludzie zgromadzili się na trybunach i obserwowali całe widowisko. Odliczanie się zaczęło. ,,Jestem gotowy''- pomyślał.
Wystartowali. Dziesięć osób brało udział w wyścigu. On po połowie okrążenia był piąty. Dobry wynik, ale jeśli chce wygrać musi pojechać lepiej. Szło mu dość dobrze przez większość czasu - ale tylko do ostatniego okrążenia. Wtedy jego śmigacz przestał działać. Nie wiedząc dlaczego musiał przystanąć żeby rozwiązać problem. Kiedy znowu uruchomił pojazd, był już daleko w tyle. Wiedział już, że przegrał. Po prostu jechał dalej bez większej nadziei. Nagle jednak znowu powróciło to dziwne uczucie z jaskini. Energia powróciła, a on zamknął oczy. Przez chwile nic się nie działo ale po chwili zobaczył coś. Najpierw gwiazdy i galaktykę. Później planetę. Rozpoznał w niej księżyc o nazwie Yavin 4. Obraz po chwili znowu się zmienił. Zauważył jakąś budowlę w lesie przypominającym świątynie. Starał się skupić na wizji ale im bardziej próbował tym bardziej obraz zdawał się rozmazywać. W końcu wizja się rozproszyła a Bren otworzył oczy. Dopiero teraz zauważył, że znalazł się na mecie na... pierwszym miejscu. Był tym zszokowany. W końcu przez cały czas patrzył na wizję. Widocznie instynktownie jechał śmigaczem nawet bez skupiania się na jeździe. Nie miał pojęcia jak to się stało. Ostatni zawodnik dojechał na metę a on został ogłoszony zwycięzcą.
***
Po wielkim świętowaniu zwycięstwa w wyścigu Bren już wracał do domu. Wszyscy gratulowali mu i cieszyli się razem z nim. Nawet Delto przyszedł na ceremonię. Nie widział jednak rodziców od czasu końca wyścigu i zastanawiał się czemu nie przyszli na świętowanie. Nie wiedział też co myśleć o wizji którą zobaczył podczas wyścigu. Kiedy wszedł do domu od razu usłyszał rodziców omawiających coś z Zekkiem i Gregorem.
- O czym rozmawiacie? - Odezwał się Bren wchodząc do salonu. Wszyscy przerwali na moment i spojrzeli na niego. Odpowiedział mu jego ojciec:
- Bren! Dobrze że jesteś. Usiądź proszę. Gratuluje zwycięstwa w wyścigu. Jestem z ciebie dumny synu. - Zekk wtrącił się:
- Tak, zdecydowanie dobrze się spisałeś. Wybacz, że nie przyszliśmy na świętowanie, ale musieliśmy omówić parę spraw dotyczących twojego spotkania z bandytami. Należy ci się wytłumaczenie. Może niech pan zacznie kapitanie.
- Oczywiście. Grupa przestępców z którymi miałeś okazję się spotkać to gang który od dawna już szkodził temu miastu. Niedawno dowiedzieliśmy się, że pomniejsza grupa tego gangu będzie przebywała w mieście. Zebrałem więc grupę straży i wyruszyłem za nimi szukając którejś z jaskiń w których mieli swoją kryjówkę. Niestety, bandytów było więcej niż zakładaliśmy. Ta piątka którą spotkałeś to była tylko pomniejsza grupa która została by mnie pilnować. Kiedy nas napadli było ich o wiele więcej. Dlatego dziękuje tobie i wszystkim osobom którzy pomogli nam w schwytaniu chociaż niektórych członków tego gangu i uwolnieniu mnie. Miejmy nadzieję, że w przyszłości uda nam się zniszczyć cały gang - Bren zaczął już wszystko rozumieć. Jednak wydawało mu się, że cała jego praca i rola w tym była mała.
- To nie moja zasługa. Gdyby nie Zekk i reszta straży prawdopodobnie bym tam zginął.
- Ale to ty pierwszy przybyłeś mi z pomocą i to ty utrzymywałeś tych zbirów w miejscu kiedy straż ruszyła za tobą. Dlatego i tobie należą się podziękowania. Porucznik Convarion dobrze cię wyszkolił - Bren nie był przekonany ale i tak cieszył się, że wszystko skończyło się dobrze. Jednak wciąż dręczyła go jedna kwestia o której nie wiedział tu nikt inny poza nim. Wziął głęboki oddech i odezwał się.
- Jest jeszcze jedna sprawa którą chciałem wam powiedzieć. - Zaczął niepewnie. Wszyscy zainteresowali się jego słowami. Zekk uniósł brew i zapytał.
- Tak? O co chodzi?
- Cóż... Ostatnio na wyścigu kiedy wystartowałem znowu śmigacz. Miałem wizję. Widziałem Yavin 4 i jakąś budowlę w lesie. Nie potrafię powiedzieć co to może oznaczać. Czuję, że... muszę tam polecieć. - Rodzice i Zekk wymienili spojrzenia. Widać było, że Gregor czeka na ich odpowiedź nie wiedząc jak samemu zareagować. Czyżby domyślali się o co chodzi? A może po prostu tylko mu się wydaję. Sam miał podejrzenia ale czuł, że znalazł się sam w sytuacji której nie można do końca wyjaśnić. Ale wiedział jedno. Musi polecieć na Yavin. Może tam znajdzie swoją odpowiedź. Jego matka odezwała się po chwili wahania.
- Nie wiem jak ci odpowiedzieć synu. - Jej głos teraz stał się bardzo poważny. - Jesteś pewien, że chcesz tam polecieć? Nie sądzę żeby wizja w takiej sytuacji była przypadkowa. Ale też nie chciałabym żebyś udał się w taką długą drogę tylko po tym jak zobaczyłeś tylko kilka obrazów. Musisz zadać sobie pytanie. Dlaczego i czy w ogóle chcesz tam lecieć?
Dla Brena to była ciężka decyzja. Jeśli tam poleci i znajdzie... No właśnie, co? Budynek wyglądał na świątynie. Czy mógł tam znaleźć Jedi? Słyszał kiedyś różne opowieści i informacje o takich miejscach. Albo może to tylko domysły i tak naprawdę nic na Yavin nie znajdzie.
Jeśli wyruszy to raczej prędko nie wróci na Korelię. Będzie musiał pożegnać się z rodzicami, Zekkiem i wszystkimi kolegami. Jednak musiał tam polecieć. Ciągle myślał o tej dziwnej energii która występowała w kryjówce bandytów i podczas wyścigu. Nie może zmienić zdania.
- Chcę tam lecieć. Muszę znaleźć tam odpowiedź. - Jego matka po prostu skinęła głową zmartwiona a ojciec odrzekł:
- Dobrze. Musisz się spakować i wyruszyć niebawem. I jeszcze jedno. Dowiedziałem się, że podczas swojego szturmu na bandytów zabrałeś parę rzeczy z piwnicy. Możesz je wziąć. Przydadzą ci się tam bardziej niż mi. - Ojciec uśmiechnął się słabo. Widać było u niego zmartwienie i... dumę?
Zekk wstał założył swój kapelusz i odezwał się.
Gotuj się do drogi verd. Musisz w końcu jakoś się dostać na Yavin prawda? Weźmiemy mój statek. Ja kieruję.
***
Bren właśnie znajdował się w statku Zekka. Wylecieli już poza planetę i szykowali statek do startu. W domu spakował większość swoich rzeczy. Na pożegnanie rodzice zabrali go do ich ulubionej restauracji do której kiedyś często chodzili. Z Deltem widział się krótko. Kalamarianin nawet nie wiedział co odpowiedzieć na informację o tym, że wyjeżdża. ,, Pewnie myśli, że już do końca powariowałem przez ostatnie dni'' – pomyślał z uśmiechem chłopak. Sam nie potrafił pojąć sytuacji w której się znalazł a jego kolega tym bardziej. Mandalorianin przerwał długo trwającą ciszę
- Ostatnio na Korelii miałeś sporo wrażeń co? Coś mi się wydaję, że na Yavin będzie ich jeszcze więcej. Gotowy na to żeby się przekonać chłopcze?
- Chyba tak. I nie mów do mnie... - Urwał.
- Tak?
-... Nie ważne. Możemy lecieć.
- Skoro tak mówisz. Jeszcze jedno. Pamiętaj, że twój buir jest z ciebie dumny. Wszyscy jesteśmy.
Statek skoczył w nadprzestrzeń rozpoczynając podróż Brena na Yavin 4.

- Informacje dodatkowe
a. Dlaczego chcesz wstąpić do Akademii?
Ponieważ nigdy wcześniej nie miałem styczności z żadnym RP i chciałbym to zmienić :D. Zaimponowała mi wasza strona i dlatego chciałbym do was dołączyć.
b. Skąd dowiedziałeś się o Akademii?
Pamiętam, że szukałem czegoś o Gwiezdnych Wojnach w internecie i przypadkiem trafiłem na waszą stronę.
Awatar użytkownika
Bren
Uczeń
 
Posty: 43
Rejestracja: 02 sty 2016, 16:15

Re: Bren Quadmaster - [Podanie Otwarte]

Postautor: Jedi Council » 31 paź 2016, 13:38

Rada Jedi jest skłonna przychylić się do wniosku i udzielić wyjątku w punkcie "I.9", dlatego została otwarta ankieta. Błędy, oraz własne spostrzeżenia co do podania członkowie mogą pisać w tym temacie.
Obrazek
Awatar użytkownika
Jedi Council
Rada Jedi
 
Posty: 673
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47

Re: Bren Quadmaster - [Podanie Otwarte]

Postautor: Zayne Vergee » 31 paź 2016, 15:26

Jako że w historii pojawił się Mandalorianin to czuję się wywołany do tablicy :lol:

Ale nim coś powiem o Zekku chciałbym się odnieść do całości podania. W pewnym sensie poczułem do Ciebie po przeczytaniu podania sympatię gdyż sam byłem ledwo upieczonym 15-latkiem gdy tu przybyłem, Ty jesteś trochę niedogotowany no ale Rada już wybaczyła więc i ja nie mam zastrzeżeń. Podanie wydaję się być dobre, jest napisane językiem do którego nie jestem w stanie się przyczepić, ba brzmi to nawet lepiej niż podania składane przez starszych ludzi jednak po przeczytaniu całego podania mam wrażenie jakbym zsiadł z karuzeli. W Twoim podaniu dzieje się dużo, naprawdę dużo i w gruncie rzeczy nie mam do tego większych zastrzeżeń ale wykonany przez Ciebie zabieg sprawił że odczuwam pewien niedosyt. Chciałeś nam przedstawić kilka wątków co w rozliczeniu końcowym nie udało się w stu procentach. Wątek porwania zdaje się być sensowny ale moim skromnym zdaniem porwanie dowódcy straży może być dla zbirów trochę zbyt ambitnym zadaniem + nie przedstawiłeś nam w ogóle w jaki sposób Ci ludzie szkodzili miastu a mogłeś to z pewnością ze swoimi umiejętnościami zgrabnie przedstawić w podaniu. Z mojego punktu widzenia zbiry raczej wolałyby nie babrać się w tak nieopłacalnym przedsięwzięciu jak porwanie dowódcy policji ale nie wykluczam takiego obrotu spraw, widocznie byli dość tępi ^^.

Kolejnym wątkiem był wyścig ścigaczy, ogólnie bardzo mi się podobało jak zacząłeś całość tego wątku nawiązując do życia Twojej postaci i jej naturalnego talentu czy też może bardziej pracy w tym kierunku aby stać się niezłym pilotem. Tym bardziej smutłem gdy zdałem sobie sprawę że wielki wyścig ścigaczy na który czekałem cały rok na Korelii został ograniczony do kilku linijek, kibic niepocieszony :<

Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na to w jaki sposób ukazałeś wrażliwość na Moc swojej postaci. No w jaskini z bandytami to było naprawdę dobrze pokazane. Nagłe i nieznane uczucie szokowało bohatera i sprawiło że przez własną nieuwagę dał się złapać. Zabieg subtelny i raczej prawdopodobny gdyby na tym się skończyło to nie miałbym się do czego przyczepić... No ale ta nieszczęsna wizja Mocy w czasie wyścigu... Może moi przyjaciele z Akademii mnie zlinczują za moje podejście i zdanie ale uważam że to był "przerost formy nad postacią". Nie raz i nie dwa u nas w czasie rp czy też z zasłyszanych opowieści dowiadywaliśmy się o Rycerzach czy też Mistrzach Jedi, którzy doświadczali wizji Mocy i byli w stanie z nich mało co wywnioskować. U Ciebie widzimy młodego chłopaka, który nie ma nic wspólnego z Zakonem Jedi jeszcze a mimo to jest w stanie bardzo dokładnie zinterpretować wizję Mocy, ba w dodatku rozpoznał księżyc jakich wiele w galaktyce a pech chciał że znajduje się tam Akademia Jedi, która chyba z założenia jest tajna :/. Mam nadzieję że rozumiesz mój punkt widzenia, taka wizja wydaje się być zbyt dokładna jak na kogoś kto dopiero bada swoją wrażliwość na Moc.

I mój taki własny personalny komentarz co do buira Zekk'a :D. Ogólnie to ciężko przypiąć moim ukochanym Mandalorianom jakąkolwiek łatkę bo to zbieranina typów wszelkich więc można wymyślić sobie postać w tym gronie jaka się tylko żywnie podoba ale osobiście jestem zdania + popieram to tym co wiemy ogólnie o Mandalorianach z książek, komiksów i innych podań, że jesteśmy raczej społecznością silnie rodzinną ale jednocześnie silnie samotniczą. Typowemu wojownikowi Mandalorian ciężko jest się odnaleźć na dobre w obcym społeczeństwie w dodatku wyznającym inne wartości niż jego vode na Mandalorze. Nie twierdzę że jest to rzecz niespotykana ale raczej Mandalorianie znani są jako najemnicy, łowcy nagród którzy działają wyłącznie dla kredytów i często wracają na swoją ojczystą planetę gdyż tam czują się najlepiej, są wśród swoich. Dlatego wydaje mi się że postać Zekk'a - Mandalorianian, który zdaje się osiadł na stałe na obcej planecie, który pracuje dla organizacji rządowej, który zaprzyjaźnił się w nie do końca znanych nam okolicznościach... Taka postać wydaje mi się mało prawdopodobna nawet z tego powodu że jego pobratymcy mogliby go zacząć uważać za aruetiise. Lojalność wobec klanu, wobec Mand'alora oraz całej społeczności jest wpisana w krew oraz dusze każdego Mandalorianina dlatego wydaje mi się że mało, który Mandalorianin chciałby wieść taki żywot z dala od domu. Być może źle coś zrozumiałem ale nie było wzmianek, ze Zekk jest jedynie łowcą nagród, który od czasu do czasu przebywa na Korelii wśród znajomych wykonując co raz to nowsze zlecenia.

Ogólnie jestem jednak nastawiony pozytywnie do podania i tak też zagłosuję gdy tylko poddasz w wątpliwość moje argumenty :D
Obrazek

Wiedza, nasza zbroja, Plemię i obrona, Język nasz i nasz przywódca - Nikt nas nie pokona.
Awatar użytkownika
Zayne Vergee
Rycerz
 
Posty: 284
Rejestracja: 25 maja 2013, 17:36

Re: Bren Quadmaster - [Podanie Otwarte]

Postautor: Zera » 31 paź 2016, 20:04

Ogólnie to oddałem głos pozytywny. Jednak powtórzę się tak jak Zayne, Twoje ukazanie wizji jest błędne. Otrzymywanie wizji przez Moc jest stosunkowo rzadkim doświadczeniem dla Jedi, już nie mówiąc o możliwości odczytania wszystkich obrazów. Największym jednak błędem było zachowanie świadomości bohatera w czasie tej wizji. Odważyłbym się stwierdzić, że nawet Mistrz Jedi nie byłby w stanie wygrać wyścigu, w którym był daleko w tyle podczas doświadczania wizji. Biorę jednak pod uwagę, że do tej pory w powszechniejszych dziełach z uniwersum SW, wizje są potraktowane po macoszemu. Pomimo tego jednego, poważnego błędu nie mogę się przyczepić do reszty tekstu.

Co za tym idzie, jeżeli ta jedna kwestia mogłaby zostać naprostowana po zaakceptowaniu podania przy współpracy z Radą, jestem w 100 % za Twoim przyjęciem.
"My life for Aiur..."
Obrazek
- Zera
Awatar użytkownika
Zera
Zasłużony
 
Posty: 351
Rejestracja: 30 lip 2013, 16:33

Re: Bren Quadmaster - [Podanie Otwarte]

Postautor: Bren » 31 paź 2016, 21:01

Hej, dzięki za oceny do podania. Postaram się odpowiedzieć na wszystkie wątpliwości.
1. Poprzednie działania bandytów miały być raczej nie znane dla bohatera. Po raz pierwszy usłyszał o nich dopiero w historii dlatego nie przedstawiałem w jaki sposób szkodzili miastu poprzednio. O tym jak duży jest gang i jaki ma cel większą wiedzę ma Straż a Bren tego już się nie dowiedział.
2. Prawda, wyścig był słabo przeze mnie opisany. Głównie dlatego, że z całej historii pisało mi się go najciężej. Próbowałem to jakoś sensownie przedstawić ale średnio mi to wychodziło dlatego zostawiłem to w takiej krótkiej formie.
3. Problem z wizją mocy faktycznie jest. Na początku sam się zastanawiałem czy jej nie usunąć. Jednak w jednej z poprzednich wersji podania postać była już na Yavinie i dlatego potrzebowałem jakiegoś wytłumaczenia skąd wie jak tam trafić. Później zmieniłem to po radzie Taunsa ale samej wizji nie usunąłem.
4. Cóż, wytłumaczenia historii Zekka w podaniu nie napisałem specjalnie. Po prostu uznałem, że sam ją dokończę w przyszłości, jeżeli podanie zostanie zaakceptowane. Nadal myślę jak to rozwinąć :D.
Awatar użytkownika
Bren
Uczeń
 
Posty: 43
Rejestracja: 02 sty 2016, 16:15

Re: Bren Quadmaster - [Podanie Otwarte]

Postautor: Ackial » 01 lis 2016, 16:03

Cóż, nie będę oryginalny. Również wypunktowałbym problem wizji Mocy, którą możemy na szczęście "odkręcić" po zaakceptowaniu podania. Podobnie jak Zayne, czekałem na wyścig! Piszesz naprawdę nieźle, uważam że wręcz świetnie jak na Twój wiek. Byłem ciekaw, jak zbudujesz tempo wyścigu. Szkoda, że mocno go skróciłeś, co przy długości całego tekstu wydawało mi się niezrozumiałe. Niemniej jednak, oddaję bardzo pozytywny głos. Historia nie należała do wyjątkowo skomplikowanych fabularnie i być może dzięki temu nie popełniłeś rażących błędów. Dodatkowo, wybrałeś dość bezpieczną postać, co przy początkach zabawy z RP jest zdecydowanie dobrą decyzją. Wyjątkowo dobrze wyczułeś kierunek, w jakim powinieneś tworzyć swoją postać i myślę, że z łatwością odnajdziesz się w naszych realiach.
Awatar użytkownika
Ackial
Rycerz
 
Posty: 370
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Lokalizacja: Dac

Re: Bren Quadmaster - [Podanie Zaakceptowane]

Postautor: Jedi Council » 05 lis 2016, 11:05

Podanie zostaje zaakceptowane przez większość głosów. Kandydat otrzymuje niniejszym rangę Rekruta i adekwatny dostęp do działów na forum. O dalsze instrukcje prosimy się pytać członków Rady Jedi.

Gratulujemy i życzymy miłej zabawy.
Obrazek
Awatar użytkownika
Jedi Council
Rada Jedi
 
Posty: 673
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47


Wróć do Punkt rekrutacyjny

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron