Aron Waasi - [Podanie Zaakceptowane]


Punkt zbiórki kandydatów na Jedi, którzy sądzą, że poradzą sobie ze wszystkimi przeszkodami jakie postawi przed nimi wola Mocy.

   
REGULAMIN REKRUTACJI

I. Podstawowe zasady:
1. Według podjętych decyzji rekrutacja w akademii została otwarta na stałe (Rada Jedi zastrzega sobie prawo do zmiany decyzji jeśli uzna to za słuszne).
2. Został stworzony odpowiedni dział na potrzeby rekrutacji i tylko tam będą rozpatrywane wszystkie sprawy przyjęć do akademii.
3. Podanie należy napisać w nowym temacie, gdzie w tytule powinien znajdować się nick postaci.
4. Akademia posiada gotowy wzór podania, który każdy chętny musi wykorzystać w pierwszym poście tematu, aby podanie było brane pod uwagę.
5. Po złożeniu podania nie można edytować jego treści, czy też usuwać tematu i wstawiać go ponownie.
6. Nowy temat założony przez kandydata służy do oceny podania przez członków i wskazania ewentualnych błędów jakie się pojawiły w pierwszym poście.
7. Każdy członek może napisać na co zagłosował, jednak jeśli nie chce, może wtedy się wypowiedzieć nie podając tej informacji.
8. Podanie powinno być napisane w sposób zrozumiały, zgodnie z zasadami języka polskiego, a nadmierna ilość błędów negatywnie wpłynie na ocenę.
9. W Akademii obowiązuje zakres wiekowy od lat 15-stu (Rada Jedi zastrzega sobie prawo do uwzględniania wyjątków wiekowych).
10. Jest bezwzględny zakaz kopiowania prac bez zgody autora. Niezależnie od formy i sposobu wykonania.
11. Wszystkie próby tworzenia nowych kont przez osoby którym nie udało się dostać i wklejania z nich podań, będą surowo karane.
12. Rada Jedi zastrzega sobie prawo do odrzucenia podania jeśli jest chociaż minimalne podejrzenie o "multikonta" i to od nich zależy czy w ogóle będzie ono brane pod uwagę.
13. Postać osoby składającej podanie nie może być wyznawcą Ciemnej Strony Mocy, a także posiadać żadnych zdolności w Mocy (Rada Jedi zastrzega sobie prawo do uwzględniania wyjątków).
14. Wszystkie podania które nie będą przestrzegać zasad obowiązujących w Akademii Jedi na Yavin IV, będą odrzucane (Rada Jedi jest wstanie dokonać wyjątku, ale tylko w bardzo skrajnych przypadkach).

II. Dalsze postępowanie:
1. Po złożeniu podania, Rada Jedi sprawdza czy spełnia ono podstawowe wymagania i zamienia temat w ankietę z dwoma wyborami:
a. Członek jest za przyjęciem kandydata.
b. Członek jest przeciwny przyjęciu kandydata.
2. Każdy członek (nie będący na okresie próbnym) ma w ankiecie jeden głos, który nie może być zmieniony bądź cofnięty, dlatego radzimy dokładnie przemyśleć decyzje.
3. Wszystkie głosy liczą się tak samo, nie ma tutaj rozróżnienia pomiędzy rangami czy funkcjami.
4. Jeśli jakiś członek nie jest zdecydowany, to może się wstrzymać z głosem na jakiś czas, albo całkowicie co pokaże jego neutralność do sprawy.
5. Podanie musi zostać rozpatrzone w ciągu 14 dni od czasu zamiany tematu w ankietę i wtedy musi być podjęta decyzja.
6. Głosować może każdy członek, jeśli jednak decyzja wygląda na przesądzoną to temat może zostać zamknięty przed czasem.
7. Jeśli większość odpowiedzi jest pozytywna, podanie zostaje zatwierdzone. Kandydatowi pozostaje cierpliwie czekać na dalsze instrukcje od Rady Jedi.
8. Jeśli większość odpowiedzi jest negatywna, podanie zostaje odrzucone. Kandydat musi odczekać 20 dni przed napisaniem ponownie podania, oraz nie może wykorzystać niczego ze swoich poprzednich prac (radzimy dokładnie przemyśleć wszystko przed wstawieniem podania).
9. Jeśli ilość odpowiedzi pozytywnych jest równa ilości odpowiedzi negatywnych, o werdykcie decyduje ogólne zachowanie kandydata, oraz wszystkie wydarzenia z nim związane.

Twórcy regulaminu:
Rada Jedi



Regulamin może ulec zmianom, od niektórych reguł mogą wystąpić wyjątki.

Czy powinniśmy przyjąć kandydatke?

Czas głosowania minął 14 lut 2017, 13:45

Tak
9
100%
Nie
0
Brak głosów
 
Liczba głosów : 9

Aron Waasi - [Podanie Zaakceptowane]

Postautor: Aron Waasi » 29 sty 2017, 14:52

- Informacje ogólne:
a. Imię: Karolina
b. Wiek: 24
c. Zamieszkanie: Ostrowiec Św.
d. Zainteresowania: Interesuję się aktorstwem, kinem, lubię przeczytać dobrą książkę, pograć sobie lubię no i oczywiście Gwiezdne Wojny, choć jest to dość wierze zainteresowanie.
e. Krótki opis własnej osoby: Z reguły jestem osobą cichą, jak i taką którą w pewnych chwilach ciężko wtrącić sie w zdanie ;p. Uparta, niezależna, to właśnie ja. Kocham zwierzęta, lubię słodycze, nieznoszę chamstwa (chyba jak każdy). Jestem ciekawa świata jak i jego anomalii w nim występujących, głównie tych pogodowych. Prawdziwy ze mnie kinomaniak, uwielbiam dobre kino, a I tym słabszym nie pogardzę. Także.. tyle o mnie ^^
f. Kontakt:
- email: jimbo_wow@o2.pl
- discord: Kaian

- Scena JK3
a. Przynależność: -
b. Staż: Zaledwie parę godzin.
c. Krótka historia: - (Niestety, mam bardzo krótką przygodę z tą grą, jednak stwierdzam, że ma niesamowity klimat i bardzo przyjemnie mi się w nią gra :)

- Postać
a. Imię: Aron Waasi
b. Wiek: 17 lat
c. Pochodzenie: Bakura
d. Rasa: Człowiek
e. Opis zewnętrzny: Czarnowłosy chłopak o niebieskich oczach, przeciągnął się wstając z gęstej trawy. Na jego ramię opadał warkocz wyurastający zza ucha. Jego sylwetka, była dość wysportowana, gdyż często nosił ciężkie rzeczy, pomagając rodzicom w pracy. Od większośći ludzi wyróżniała go tylko jedna rzecz. Biały kolor włosów widniejący na niewielkiej części jego grzywki.

f. Historia: [min. 450 słów] Autor:

Aron urodził się na planecie Bakura. Jako dziecko, którego rodzice pracowali w stoczni, miał styczność ze statkami niemal od urodzenia. Nikt więc nie dziwił się, że jednym z jego marzeń, gdy był dzieciakiem, było zostanie pilotem. Jednak chłopak zdecydowanie wolał przyglądać się tym latającym maszynom, niż pomagać w budowie, co robił praktycznie cały czas. Jako małemu chłopcu wcale mu to nie przeszkadzało, pomagał nawet chętnie, zresztą nikt go wtedy do tego nie zmuszał, ale z wiekiem taka praca zwyczajnie mu się przejadła. Nie tylko rodzice zaczęli nakłaniać go do pomocy, ale nawet chcieli by odziedziczył po nich ten biznes, co wcale mu się nie podobało. Składanie części do części przez całe życie...To nie było dla niego. Była to najnudniejsza - po jakimś czasie - robota na świecie. Już mu to wszystko zbrzydło, a słuchanie ojca, który truje mu za uchem, jak to mało im pomaga przyprawiało go o zawroty głowy. Doszło do tego, że unikał tej pracy gdy tylko mógł, czyli wtedy gdy wymyślił dobrą wymówkę lub wymknął się z domu nim rodzice wstali. Oprócz pracy miał również swoje życie, które nie wyróżniało się niczym szczególnym. Miał paru kolegów z którymi się trzymał, dziewczynę w której był zakochany, choć sam był przekonany że to miłość, niektórzy twierdzili, że to zwykłe młodzieńcze zauroczenie. Zwłaszcza, pracownicy ze stoczni, którzy dobrze go znali i jego sympatię również. Twierdzili, że są zbyt różni od siebie by długo ze sobą wytrzymali. Ale on nie zwracał uwagi na tego typu docinki, albo raczej udawał, że ich nie słyszy. Z drugiej strony dawały mu one do myślenia. Zdecydowanie zbyt często kłócił się ze swoją dziewczyną. Często się nie zgadzali, bo każde z nich miało inne zdanie. Nie było tygodnia, by się nie sprzeczali. On był porywczy i niecierpliwy, ona rozsądna i spokojna.
Jak na człowieka pochodzącego z Bakury przystało, szczerze nie przepadał za droidami. Nie było go na świecie gdy bunt droidów miał miejsce, jednak ta skaza pozostała w sercach mieszkańców na zawsze i była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Mimo to, nie starał się unikać tych szkodników, zdecydowanie wolał dać im się we znaki. Choć w dzisiejszych czasach droidów już niemal nie było na Bakurze, to od czasu do czasu jakiś się pojawił. Najczęściej gdy ktoś przyleciał na Bakure w towarzystwie droida. Gdy Aron był jeszcze dzieckiem, uwielbiał strzelać w takiego z procy, miał przy tym niemały ubaw.
Chłopak był też typem marzyciela. Lubił pobyć sam, by po prostu marzyć. Zwykle marzył o tym, że pewnego dnia opuści rodzinną planetę i poleci ku przygodzie. Życie tutaj było dla niego niewystarczające, czuł, że chce czegoś więcej, ciągnęło go do czegoś.. Sam nie wiedział do czego, ale czuł że jest stworzony do większych rzeczy. To tak jakby coś go wzywało. Choć może była to tylko jego wyobraźnia, gdyż tak bardzo był znudzony codziennością. Pewnego dnia miało miejsce zdarzenie, które pchnęło go do zrealizowania swoich marzeń. Jego ojciec rozchorował się. Jak się okazało nie było to nic groźnego, ale nie mógł pracować, przez co te obowiązki spadły na Arona. Musiał pracować ciężej i dłużej, by zastąpić ojca. Miał w tym doświadczenie, w końcu przyglądał się i pomagał od małego, więc ojciec nie bał się powierzyć mu tego zadania. Był w końcu przekonany, że syn w przyszłości również będzie budował statki. Jego bunty traktował raczej jak zwykłe objawy dorastania. W przeciwieństwie do ojca, matka chłopaka czuła, że syn wcale nie zostanie na stoczni, wiedziała, że chłopak ma inny cel, inne plany, widziała to po nim. Dlatego nie chciała do niczego go zmuszać, jednak jej mąż był raczej z tych nieugiętych i upartych, co Aron właśnie po nim odziedziczył. Natłok pracy, oraz zbyt mało czasu dla siebie i dziewczyny doprowadzały go do szału. Pobudka, praca, chwila przerwy, sen. Tak przecież nie da się żyć. Co prawda wielu pracowników kończyło pracę wcześniej, ale on jak zwykle się guzdrał.

Jak na buntownika przystało, nazajutrz postanowił nie iść do pracy. Przecież poradzą sobie bez niego. Jeden pracownik mniej, to nic wielkiego. Oczywiście nie poinformował o tym ojca. Po co miałby słuchać jego marudzenia za uchem. Zamiast na stocznie udał się na rynek. Tam jak zwykle wiele się działo, mnóstwo ludzi i innych istot, udających się na targ czy do baru, lub w inne miejsca. Aron nie szukał niczego konkretnego. Chodził po straganach, oglądając co tego dnia handlarze mają na sprzedaż. Kręcił się tak przez jakiś czas. Gdy przechodził obok salonu gier, zatrzymał się. Usłyszał jak ktoś mówił coś o wielkiej wygranej, dlatego zaciekawiony wszedł do środka. Do jednego stanowiska pchało się całkiem dużo ludzi. Niesiony swą ciekawością, również udał się w tamtym kierunku. Przedarł się przez tłok gapiów, dzięki czemu znalazł się przy samym stole do gry. Jak się okazało, nieznany zupełnie mu mężczyzna, zachęcał ludzi do gry w kości, gwarantując wygraną, choć oczywistym było, że to tylko zwykłe kłamstwa. Wiadomo, że najwięcej zarobi na tym oszust. Tak nazywał wszystkich hazardzistów. Może dlatego, że nigdy nic nie wygrał. Z drugiej jednak strony spora suma kredytów, korciła go by spróbować zagrać. Nie należał do bogatej rodziny, co prawda nie narzekali na brak pieniędzy, ale Aron nie dostawał ich tyle ile by chciał. Pomyślał, że nie zaszkodzi spróbować, najwyżej trochę straci, ale może wygrać o wiele więcej. Tak jak postanowił, tak też zrobił. Zgłaszając się na ochotnika, od razu przykuł uwagę ludzi oblegających owe stanowisko.
- Dobrze chłopcze. Obstaw więc dwie liczby od jeden do dziesięć – polecił, trzęsąc kubeczkiem w którym mieszał kości do gry.
- Cztery i osiem – odpowiedział po krótkim namyśle. Nie wyglądał na takiego co by się tą sytuacją stresował, choć trzymał kciuki z całych sił, licząc na to że wygra. Bacznie obserwował jak hazardzista rzuca kostki na stół. Jedna z nich po chwili zatrzymała się, ukazując cztery oczka. Chłopak ścisnął pięści mocniej. Pomyślał, że naprawdę może wygrać. Jeśli wypadłaby ósemka, byłby naprawdę szczęśliwy. Chciał tego tak bardzo. Druga kostka turlała się prawie do końca stołu, gdy nagle stanęła na chwilę pod ukosem, Aron zacisnął pięści jeszcze mocniej unosząc je prawie pod sam podbródek, licząc na to, że szczęście jednak mu sprzyja. Kostka zamiast poturlać się dalej, opadła ukazując osiem oczek. Siedemnastolatek aż podskoczył z radości. Nie mógł uwierzyć, że wygrał. Podszedł do zaskoczonego mężczyzny i wyciągnął rękę po nagrodę. Po tym wydarzeniu liczył kilkakrotnie kredyty, gdyż wiedział, że takim jak tamten facet ufać nie można. Wszystko na szczęście się zgadzało. Była to chyba największa suma jaką dotychczas trzymał w rękach. Nie zamierzał mówić o tym rodzicom, pewnie zabraliby mu pieniądze, argumentując, że nie umie nimi dobrze zarządzać, no i, że hazard to coś okropnego. Za to wiedział komu powie na pewno.

Do domu wrócił wieczorem. Włóczył się po mieście, znajdując coś sobie do roboty, jednak nie wydał ani jednego kredytu. W domu zastało go nie miłe przywitanie. Ojciec widząc że wrócił, podniósł się z łóżka, lecz z bolącym krzyżem łatwo nie było, podszedł do syna i sprzedał mu siarczysty policzek. Chłopak dotknął piekącego policzka dłonią, zaskoczony tym, że ojciec w ogóle go uderzył. Nigdy tego nie robił. Po tym zaczęła się awantura. Jedyna matka żałowała syna, i gdy chciała zobaczyć jego policzek, odtrącił jej dłoń. Nie był małym dzieckiem, żeby tak się nad nim użalać. Głośny krzyk ojca doprowadzał go do szału. Nie rozumiał, co go tak denerwuje. On tylko nie poszedł jeden dzień do pracy. Uważał, że miał prawo do odpoczynku.
- Daj mi spokój! - Wtrącił się w krzyki ojca. - I tak nie będę pracował w tej cholernej stoczni!
- Póki mieszkasz pod moim dachem, będziesz robił co Ci każę! - odkrzyknął barczysty mężczyzna. Aron nie znosił, tego powiedzenia. Beznadziejny argument, zawsze stawiany przeciw własnemu dziecku. Co za ludzka niesprawiedliwość.
- W takim razie się wyprowadzę – rzucił przez zaciśnięte zęby. Złość w nim szalała, a on nie mógł nic zrobić. Po tych słowach szybkim i zdenerwowanym krokiem wyszedł z domu. Siadł na skuter i udał się do swojej miłości. Jedynej osoby, której na nim zależało, i która go rozumiała. Podjechał pod jej dom, a ona ujrzawszy go z okna, wybiegła do niego i rzuciła mu się w ramiona. Od razu zobaczyła ślad na jego policzku.
- Co Ci się stało? - zapytała, dotykając bolącego miejsca.
- Nic – delikatnie odsunął jej dłoń od swojej kości policzkowej. - Spójrz – wyjął z kieszeni sakiewkę z kredytami i otworzył ją.
- Skąd to masz? Ukradłeś? - zapytała nieco przestraszona tym, że właśnie mógł to zrobić.
- Zwariowałaś? - spojrzał na nią jak na głupią. - Wygrałem - wyjaśnił. - Jestem teraz bogaty.. przynajmniej przez jakiś czas. Kupie Ci co chcesz. - Może dzięki temu jeszcze bardziej go pokocha.
- Niee.. nie trzeba. Zresztą... Nie ważne. - Chłopak spojrzał na nią podejrzliwie. Zazwyczaj była radosna i szczera, a teraz... jakby coś ukrywała, albo bała się powiedzieć.
- Co jest? - spojrzał na jej posmutniałą twarz. Czy to źle że wygrał pieniądze? Albo powiedział coś nie tak? Zastanawiał się nad tym za nim nie odpowiedziała.
- Chciałam Ci to powiedzieć wcześniej, ale... jakoś nie mogłam. Nie widzieliśmy się przez parę ładnych dni, i trochę się pozmieniało, wiesz.. - Nie widziała jak ma przekazać mu tę smutną wiadomość. Chciała do niego pójść, by mieć to z głowy, ale dla nie to też było trudne, więc z tym zwlekała.
- No mów – poganiał ją, sam się coraz bardziej martwiąc i niecierpliwiąc.
- Bo widzisz. Wylatujemy z Bakury. - Oznajmiła najszybciej jak umiała.
- Jak to wylatujecie? - nie rozumiał. - To znaczy kto? - To wszystko było dla niego takie szybkie i niedorzeczne, że nie wiedział o co pytać, i co myśleć.
- Ja i rodzice – oświeciła chłopaka. - Tata mówi, że nie żyje nam się tu najlepiej..
- Ty nie musisz lecieć. Zostań ze mną. - Nie mógł uwierzyć w to co słyszy. Czyżby mogła go tak po prostu zostawić? Chyba nie jest aż tak uzależniona od rodziców? Czyżby On nie był ważniejszy?
- Nie mogę.. Rodzice się nie zgodzą, poza tym... nie mogę tu zostać bez nich. - Była ukochaną córeczką tatusia, której ojciec nigdy by samej nie zostawił, zwłaszcza, że nie była jeszcze dorosła.
- W takim razie ja polecę z tobą – zdecydował, nie pytając jej o zdanie.
- To chyba nie jest najlepszy pomysł.. - westchnęła. Wiedziała, że ta rozmowa będzie dla nich trudna, a zwłaszcza dla niej znając upartość swego chłopaka.
- Mówisz, jakbyś chciała się mnie pozbyć – rzucił zdenerwowany.
- To nie tak. Ale twoi rodzice będą się martwić, no i... mój tata Cię nie lubi.. wiesz o tym. Nie zgodziłby się abyś z nami poleciał. - Miała w tym dużo racji. O swoich rodziców się nie martwił, bo na ten dzień miał już ich dość, zwłaszcza ojca, więc ich zdanie miał akurat gdzieś. Miał teraz pieniądze, mógł lecieć gdzie chce. Myślał jak rozwiązać ten problem.
- Pakuj się. Jutro wyruszamy – rzucił nagle, podekscytowany swoimi nowymi planami. Spojrzała na niego niezrozumiale.
- Dokąd? - zapytała, sądząc, że to może jakaś parogodzinna podróż, co i tak było dziwne, bo nigdy jej na taką nie zabierał.
- A bo ja wiem – wzruszył ramionami. - Powiedzmy, że... gdzie tylko zechcesz. - Posłał jej pewny siebie uśmiech, sądząc, że jego pomysł na pewno jej się spodoba. W końcu sama mówiła, że nie lubi ich rozłąk.
- O czym ty mówisz? - była zaskoczona, nie rozumiała jego nagłej decyzji, do tego nie podobało jej się to, że sam decydował za nią. Nie mogła zostawić rodziców i polecieć z nim. Był czasami taki infantylny, że aż ją to denerwowało.
- Nie mam zamiaru nigdzie lecieć – kontynuowała. - Lecę z rodzicami, bo taka jest ich wola. Przykro mi, Aron..
- Myślałem, że się ucieszysz. Sama mówiłaś, że dobrze by nam był tylko we dwoje – mówił marszcząc brwi. Nie rozumiał jej. Przecież tak mówiła. Dlaczego kobiety tak trudno zrozumieć? Wysyłała mu przecież jasne sygnały.
- Tak, ale tutaj, a nie gdzieś... na innej planecie – wyjaśniła, jakby to było oczywiste.
- Co za różnica czy będziemy sami tutaj, czy na innej planecie? - Chłopak był coraz bardziej zdenerwowany i zdezorientowany, starał się opanować swoje emocje.
- Czy ty nic nie rozumiesz? Nie możemy podejmować takich decyzji. To jeszcze za wcześnie. Jesteśmy za młodzi - Skrzyżowała ręce na piersi i odwróciła od niego wzrok. Zepsuł jej humor.. zresztą nie pierwszy raz. Aron westchnął kręcąc głową z niedowierzaniem. A on głupi myślał, że ta córeczka tatusia gdziekolwiek z nim poleci. Choć naprawdę w to wierzył.
- Czyli to koniec..? - zapytał z żalem i obawą w głosie. Cisza. Dziewczynę cisnęło coś w gardle, nie mogła wydusić słowa. Czekał, aż się odezwie, ale ta cisza doprowadzała go do rozpaczy. - Nieważne... Nie musisz już nic mówić. - Po tych słowach wsiadł na skuter i odleciał.
- Aron! - krzyknęła za nim, ale on udał, że nie słyszy. Może gdy zrozumie, że jest na nią zły, zdecyduje się z nim odlecieć. Na to w sumie liczył. Nie był jednak pewny czy taka taktyka zadziała, a raczej nawet w to wątpił, ale od czego była nadzieja? Na litość brać jej nie zamierzał.
Gdy gnał przed siebie, pełen złości i bólu, rzucił mu się w oczy statek kosmiczny, stojący przy sklepie. Od razu w głowie zaświtał mu plan, żeby odlecieć stąd tak daleko jak tylko się da. Wszedł do sklepu w którym urzędował tylko jeden mężczyzna, i rzucając mu kredyty na ladę oznajmił, że kupi statek stojący na zewnątrz. Handlarz, widząc sumę pieniędzy, od razu się zgodził. W końcu od dawna nikt nie chciał kupić tego grata. Aron wychodząc nie zabrał ze sobą nawet reszty kredytów, zresztą.. pieniądze teraz i tak nie miały dla niego znaczenia. Wszedł na pokład statku. Nie czuł lęku przed lotem, widział tysiąc razy jak to się robi, do tego sam budował takie statki, znał ich konstrukcję, więc był pewny że sobie poradzi. Czasem jego zbytnia pewność siebie go gubiła, ale miał nadzieję, że nie będzie tak tym razem. Teraz to będzie jego statek. Poleci nim gdzieś… gdzieś daleko. I wcale nie myślał o powrocie. Zdenerwowany, pełny bólu i złości, odpalił silniki i po chwili odleciał kierując się w przestrzeń kosmiczną. Chciał po prostu się wyładować, wyżyć, zrobić coś, żeby nie czuć się tak parszywie. Kiedy wróci do domu? Nie miał pojęcia, ale niech się rodzice trochę pomartwią, to im na pewno dobrze zrobi. Rozmyślanie o tym co się stało tego dnia, ile spotkało go szczęścia, złości i smutku, sprawiało, że uznał ten dzień za najbardziej pokręcony w swoim życiu. Uczucie nienawiści, którego nie trawił, gryzło się z uczuciem bólu.

Leciał przed siebie, sam nie wiedział dokąd. Chcąc uwolnić się od przygnębiających wspomnień, skupił się na statku, którego prowadzenia jak się okazało, nie było wcale takie trudne, i gdy tylko o tym pomyślał, nagle poczuł wstrząs i głośny huk. Aron jak najszybciej sprawdził co się stało. Okazało się, że jeden z silników padł. Nie miał pojęcia jak to się stało. Czy coś w niego uderzyło? A może ktoś majstrował przy tym statku? Mogło to oznaczać tylko jedno, miał jakąś usterkę, której nie miał czasu naprawić. Mógł to w sumie sprawdzić, ale że też mu nie przyszło to do głowy. Jedno było pewne, nie był to czas na tego typu rozmyślania, musiał jak najszybciej naprawić statek. Postanowił udać się do najbliższego ciała niebieskiego, aby tam wylądować. W locie z silnikiem niewiele mógł zrobić. Skierował więc swój statek na pobliską planetę. Gdy przebił się już przez atmosferę statek zaczął spadać w dół. Chłopak chwycił mocno ster, ciągnąc go do siebie by unieść statek ku górze. Nie chciał przecież zaryć dziobem w ziemię czy też się rozbić. Siłował się z dźwignią, wykorzystując do tego całą swoją siłę. Niestety niewiele to dało. Ster się zaciął i za nic nie chciał się ruszyć. Spocone dłonie ześlizgnęły mu się z dźwigni, przez co upadł na podłogę, po której zaczął się zsuwać, gdyż statek szybko spadał. Nie łatwo było się podnieść i dosięgnąć sterów. Wyciągnął ku nim rękę, chcąc unieść statek ku górze i tym samym uniknąć wypadku. Nie chciał przecież tutaj zginąć, nie taki był jego plan. Nie tak miało być. Choć wychylał się jak mógł wciąż nie dosięgał do dźwigni. Nie miał pojęcia jak blisko jest ziemi, ale nie miał zamiaru się poddawać. Zebrał w sobie siły i z trudnością wstał na równe nogi, po czym ponownie złapał za dźwignię i z całej siły, pociągnął ją do siebie. Statek się trząsł, wydawał dziwne odgłosy z silnika, kiedy nagle, wyprostował się gwałtownie, co sprawiło, że Aron ponownie omal nie puścił steru. Maszyna wciąż spadała, ale już nie pod tym samym kątem. Wszystko dzięki temu, że udało mu się przekręcić ster, jakimś cudem. Teraz skupił się na lądowaniu. Po chwili twardo wylądował na powierzchni księżyca, prując jeszcze przez moment do przodu po ziemi. W momencie gdy maszyna zatrzymała się na uderzając w skałę, Aronem ponownie rzuciło w przód, i tym razem uderzając głową o ścianę statku, stracił przytomność.


- Informacje dodatkowe
a. Dlaczego chcesz wstąpić do Akademii? Ponieważ uwielbiam RP i Gwiezdne Wojny. Co prawda w RP grywałam już, ale na forach, nigdy jednak poprzez gry komputerowe , a to doświadczenie bardzo mnie interesuje :)
b. Skąd dowiedziałeś się o Akademii? Dowiedziałam się z grupy na Facebook'u "Gwiezdne Wojny.
Awatar użytkownika
Aron Waasi
Były członek
 
Posty: 8
Rejestracja: 04 sty 2017, 9:36

Re: Aron Waasi

Postautor: Jedi Council » 31 sty 2017, 13:44

Podanie spełnia minimalne wymagania, dlatego została otwarta ankieta. Błędy, oraz własne spostrzeżenia co do podania członkowie mogą pisać w tym temacie.
Obrazek
Awatar użytkownika
Jedi Council
Rada Jedi
 
Posty: 688
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47

Re: Aron Waasi - [Podanie Otwarte]

Postautor: Zayne Vergee » 02 lut 2017, 15:19

W prostych mandaloriańskich słowach.

Podanie mi przypadło do gustu. Ciekawy styl pisania, ciekawe postacie poboczne i początkowy życiorys, który nie porywa wartką akcją z mojego punktu widzenia ale jest dobrze zaplanowany i kunsztowny rzec można :). Tym razem udało Ci się wrażliwość na Moc ukazać w bardzo dobry sposób, moment gry hazardowej przypadł mi ponownie do gustu ukazując subtelnie rozwijający się talent przyszłego Rycerza ^^, beż żadnych tajemniczych Jedi czy wizji Mocy ukazujących Yavin 4.

Dużo rzeczy zostało powiedzianych już na discordzie więc nie widzę powodu sztucznego wydłużania tego posta, szczególnie że to drugie podanie. Wszystko co nie pykło w pierwszym podaniu zostało naprawione i wróciłaś do nas z wysoką jakością. Oddaje głos POZYTYWNY oczywiście :)
Obrazek

Wiedza, nasza zbroja, Plemię i obrona, Język nasz i nasz przywódca - Nikt nas nie pokona.
Awatar użytkownika
Zayne Vergee
Radny
 
Posty: 306
Rejestracja: 25 maja 2013, 17:36

Re: Aron Waasi - [Podanie Otwarte]

Postautor: Jedi Council » 04 lut 2017, 22:38

Podanie zostaje zaakceptowane przez większość głosów. Kandydatka otrzymuje niniejszym rangę Rekruta i adekwatny dostęp do działów na forum. O dalsze instrukcje prosimy się pytać członków Rady Jedi.

Gratulujemy i życzymy miłej zabawy.
Obrazek
Awatar użytkownika
Jedi Council
Rada Jedi
 
Posty: 688
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47


Wróć do Punkt rekrutacyjny

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości

cron