Zera'Tul Enee Vaar Alys - [Podanie zaakceptowane]


Punkt zbiórki kandydatów na Jedi, którzy sądzą, że poradzą sobie ze wszystkimi przeszkodami jakie postawi przed nimi wola Mocy.

   
REGULAMIN REKRUTACJI

I. Podstawowe zasady:
1. Według podjętych decyzji rekrutacja w akademii została otwarta na stałe (Rada Jedi zastrzega sobie prawo do zmiany decyzji jeśli uzna to za słuszne).
2. Został stworzony odpowiedni dział na potrzeby rekrutacji i tylko tam będą rozpatrywane wszystkie sprawy przyjęć do akademii.
3. Podanie należy napisać w nowym temacie, gdzie w tytule powinien znajdować się nick postaci.
4. Akademia posiada gotowy wzór podania, który każdy chętny musi wykorzystać w pierwszym poście tematu, aby podanie było brane pod uwagę.
5. Po złożeniu podania nie można edytować jego treści, czy też usuwać tematu i wstawiać go ponownie.
6. Nowy temat założony przez kandydata służy do oceny podania przez członków i wskazania ewentualnych błędów jakie się pojawiły w pierwszym poście.
7. Każdy członek może napisać na co zagłosował, jednak jeśli nie chce, może wtedy się wypowiedzieć nie podając tej informacji.
8. Podanie powinno być napisane w sposób zrozumiały, zgodnie z zasadami języka polskiego, a nadmierna ilość błędów negatywnie wpłynie na ocenę.
9. W Akademii obowiązuje zakres wiekowy od lat 15-stu (Rada Jedi zastrzega sobie prawo do uwzględniania wyjątków wiekowych).
10. Jest bezwzględny zakaz kopiowania prac bez zgody autora. Niezależnie od formy i sposobu wykonania.
11. Wszystkie próby tworzenia nowych kont przez osoby którym nie udało się dostać i wklejania z nich podań, będą surowo karane.
12. Rada Jedi zastrzega sobie prawo do odrzucenia podania jeśli jest chociaż minimalne podejrzenie o "multikonta" i to od nich zależy czy w ogóle będzie ono brane pod uwagę.
13. Postać osoby składającej podanie nie może być wyznawcą Ciemnej Strony Mocy, a także posiadać żadnych zdolności w Mocy (Rada Jedi zastrzega sobie prawo do uwzględniania wyjątków).
14. Wszystkie podania które nie będą przestrzegać zasad obowiązujących w Akademii Jedi na Yavin IV, będą odrzucane (Rada Jedi jest wstanie dokonać wyjątku, ale tylko w bardzo skrajnych przypadkach).

II. Dalsze postępowanie:
1. Po złożeniu podania, Rada Jedi sprawdza czy spełnia ono podstawowe wymagania i zamienia temat w ankietę z dwoma wyborami:
a. Członek jest za przyjęciem kandydata.
b. Członek jest przeciwny przyjęciu kandydata.
2. Każdy członek (nie będący na okresie próbnym) ma w ankiecie jeden głos, który nie może być zmieniony bądź cofnięty, dlatego radzimy dokładnie przemyśleć decyzje.
3. Wszystkie głosy liczą się tak samo, nie ma tutaj rozróżnienia pomiędzy rangami czy funkcjami.
4. Jeśli jakiś członek nie jest zdecydowany, to może się wstrzymać z głosem na jakiś czas, albo całkowicie co pokaże jego neutralność do sprawy.
5. Podanie musi zostać rozpatrzone w ciągu 14 dni od czasu zamiany tematu w ankietę i wtedy musi być podjęta decyzja.
6. Głosować może każdy członek, jeśli jednak decyzja wygląda na przesądzoną to temat może zostać zamknięty przed czasem.
7. Jeśli większość odpowiedzi jest pozytywna, podanie zostaje zatwierdzone. Kandydatowi pozostaje cierpliwie czekać na dalsze instrukcje od Rady Jedi.
8. Jeśli większość odpowiedzi jest negatywna, podanie zostaje odrzucone. Kandydat musi odczekać 20 dni przed napisaniem ponownie podania, oraz nie może wykorzystać niczego ze swoich poprzednich prac (radzimy dokładnie przemyśleć wszystko przed wstawieniem podania).
9. Jeśli ilość odpowiedzi pozytywnych jest równa ilości odpowiedzi negatywnych, o werdykcie decyduje ogólne zachowanie kandydata, oraz wszystkie wydarzenia z nim związane.

Twórcy regulaminu:
Rada Jedi



Regulamin może ulec zmianom, od niektórych reguł mogą wystąpić wyjątki.

Czy powinniśmy przyjąć kandydata?

Czas głosowania minie 28 mar 2019, 21:34

Tak
8
89%
Nie
1
11%
 
Liczba głosów : 9

Zera'Tul Enee Vaar Alys - [Podanie zaakceptowane]

Postautor: Zera » 14 mar 2019, 21:06

- Informacje ogólne:
a. Imię: Sławomir
b. Wiek: 28
c. Zamieszkanie: Miasteczko Śląskie
d. Zainteresowania: Muzyka, sport, uniwersa różnego typu, level design, gamedev, kultura dalekiego wschodu
e. Krótki opis własnej osoby: Myślę, że jestem zrównoważonym człowiekiem o dużych ambicjach, zarówno w moim osobistym jak i zawodowym życiu. Kocham fantastykę i sci-fi, a szczególnie gdy oba gatunki się ze sobą łączą - dlatego też mam taki sentyment dla Gwiezdnych Wojen. Aktualnie pracuję jako level designer w studiu deweloperskim gier komputerowych i kiedyś chciałbym wziąć aktywny udział w tworzeniu czegoś, co gracze określą "zajebiste, chcę więcej!"
f. Kontakt:
- email: srudzki969@gmail.com
- discord: Savonir#5750

- Scena JK3
a. Przynależność: Brak
b. Staż: Od 2003 do 2007 w różnych klanach, również organizacjach RP. 2013-2017 Akademia Jedi na Yavin IV
c. Krótka historia: Swoją wędrówkę zacząłem od Jedi Outcast, później dopiero wkroczyłem do Jedi Academy. Przewinęło się i kilka klanów, z tych co jeszcze pamiętam to mój pierwszy: DM, gdzie nauczyłem się chyba wszystkiego co wiem. Później na dłuższy czas SM, gdzie miałem przywilej pełnić ważniejszą funkcję, a nie tylko zwykłego gracza. Moim ostatnim przystankiem było Sanctuary Jedi, gdzie chyba spędziłem najmilej czas organizując role-play i oczywiście prowadząc całą organizację z dwójkom znajomych. Do Akademii już również należałem, odszedłem przez głównie mój brak czasu i niespełnione oczekiwania względem pozycji Radnego. Teraz chciałbym wrócić :)

- Postać
Od razu uprzedzam osoby, które mnie nie znają, że chciałbym powrócić starą postacią. Zatem opis i historia uwzględniają zapiski, że moja postać to Rycerz.
a. Imię: Zera'Tul Enee Vaar Alys
b. Wiek: 20
c. Pochodzenie: Glee Anselm
d. Rasa: Nautolan
e. Opis zewnętrzny: Wysoka, humanoidalna i dobrze umięśniona sylwetka, sięgająca metra osiemdziesiąt. Waga osobnika znakomicie komponowała się ze wzrostem, można by rzec, że młody Nautolan był w swojej szczytowej formie. Zielona skóra oczywiście nie była niczym nadzwyczajnym dla przedstawicieli jego rasy, jak i oczywiście czarne ślepia. Po jego sylwetce, skórze i minach można było spokojnie stwierdzić, że nie był groźnym typem. Z drugiej strony pojawia się jego ubranie, szaty Jedi - standardowy krój z beżowym odcieniem i bordowym płaszczem.
f. Historia:

Obrazek

Dwójka zielonych istot szła powolnie poprzez przyciemniony korytarz, który był oświetlany tylko i wyłącznie poprzez okoliczne gwiazdy, ogromną planetę oraz niewielkie kryształy znajdujące się na ścianach. Wokół nich gromadziła się atmosfera pełna smutku i niespełnionych ambicji.
- Wybacz przyjacielu, jednak widać nasze tradycje nadal sięgają tak głęboko
- Nic się nie stało, Kelbisie. To są Wasze zwyczaje i nie mi je zmieniać
Na twarzy Rodianina pojawił się niesforny grymas, który po chwili został zastąpiony uśmiechem.
- Właściwie to i tak cud, że pozwoliła Ci zostać aż miesiąc. Normalnie to wyrzuciłaby Cię stąd w ciągu tygodnia, o ile nie wcześniej
Nautolianin westchnął i odpowiedział uśmiechem.
- Wiele się nauczyłem przez ten czas - o Was, o walce, o Mocy... Ostatnia rozmowa również dała mi do myślenia, choć mam nadzieje że też z wzajemnością
Przed dwójką pojawiły się ciężkie wrota, które po chwili zostały otwarte przez dwóch gwardzistów. Czekał na nich prom, choć Jedi nie widział jeszcze tego egzemplarzu wcześniej. Ciągłe latanie T-4a wdało się we znaki, tym bardziej że nie miał zbytniego pojęcia o modelach statków kosmicznych.
- To Star Commuter 2000. Fajny, nie? - rzekł entuzjastycznie Rodianin
Jego towarzysz przytaknął, po czym wszedł na pokład.
- To gdzie Cię wysadzić, Zera'Tulu? - rzucił ponownie i wpatrywał się swoimi ogromnymi oczyma w Nautolianina
- Glee Anslem. Pora odwiedzić dom – odpowiedział spokojnie

Młody Rycerz wkroczył do kliniki w której kiedyś odbywał długie praktyki pod okiem doktora Aq'Tvila. Minęło niewiele czasu odkąd widzieli się po raz ostatni, jednak uczony w oczach Jedi widocznie się postarzał. Wokół dwójki działo się naprawdę dużo, placówka była wręcz przepełniona rannymi. Gdy wzrok dwójki Nautolaninów przeciął się, doktor wymownym gestem zaprosił byłego podopiecznego do swojego gabinetu.
- Przychodzę nie w porę? - zapytał widocznie nie chcąc robić problemu
- Teraz nie ma dobrej pory, Zero. Trwa wojna, a na Glee Anselm trafia wielu rannych – wyjaśnił, pełnym zmęczenia głosem
- Rozumiem. Może pomóc? Trochę się podszkoliłem przez te lata.Miałem na kim – powiedział przypominając sobie łatanie adeptów, a szczególnie jednego Mandalorianina
Lekarz machnął ręką.
- Nie trzeba, raczej sobie poradzimy. Zresztą nie po to tu jesteś. Poleciłem Cię załodze badawczej, o której rozmawialiśmy. Będą na Ciebie czekać w tym miejscu, jednak musisz się spieszyć, odlatują jutro – powiedział wskazując hangar na mapie wyświetlonej w cyfronotesie
- Dziękuje, Aq. Na pewno nie potrzebujecie pomocy? Mogę poprosić Kirę, żeby przekazała trochę środków
Mężczyzna uśmiechnął się lekko.
- Mówiąc szczerze, przydałaby nam się pomoc na dłuższą metę, ale te środki o których mówisz muszą zostać skupione na froncie. Jeżeli oni nie dadzą rady, nasza pomoc nie zda się na nic
- Z bólem, muszę przyznać Ci rację
Po chwili doktor spojrzał na Jedi i od razu odwrócił wzrok. Następnie znowu popatrzył widocznie skrępowany.
- Coś się stało? - zapytał Zera, zauważywszy zachowanie byłego mentora
- Nie zrozum mnie źle, młody, ale nie powinieneś być teraz na froncie? Jesteś Rycerzem Jedi
Nautolanin spojrzał przez ogromne, przeszklone okno w suficie na niebieską poświatę wody.
- Może i powinienem, ale czuję że Moc chce żebym wyruszył gdzie indziej. W nieznane...

Obrazek

Dziennik pokładowy statku klasy Gozanti, medyk Zera'Tul Enee Vaar Alys
Wpis 1

Dzisiaj wyruszyliśmy z Glee Anselm, na statku klasy Gozanti. Pierwszy raz spotykam się z tak przerobionym statkiem tego typu. Faktycznie mógł mieścić maksymalnie osiem osób, a pomieszczenia zostały przerobione aby przydały się w badaniach oraz pomieściły więcej zapasów.
Załoga ogółem liczy sześć osób, dwóch pilotów rasy Iktotchi – Neeasee oraz Uradee, geolog i samozwańczy ochroniarz Landon rasy Ludzkiej, mechanik o imieniu Sabi rasy Nautolańskiej, Cereańska naukowiec o imieniu Xi-li Danegi oraz medyk i informatyk, ja.
Wszyscy zdrowi i bez przewlekłych chorób, jak wskazują ich karty, choć biorąc pod uwagę ich cel to nie jestem do końca pewien. Wyprawa badawcza została sfinansowana przez nieznaną mi korporację, jednak na pewno z Corelli. Naszym zadaniem było odnalezienie nowych materiałów, których można użyć do budowy m.in. statków kosmicznych. Nie wiem co mnie czeka w Nieznanych Regionach, ale jestem bardzo ciekaw jak to wszystko się potoczy.

//////////////////////////////////////////

Dziennik pokładowy statku klasy Gozanti, medyk Zera'Tul Enee Vaar Alys
Wpis 3

Minął drugi tydzień, nie dotarliśmy jeszcze do miejsca które oficjalnie mamy sprawdzić, choć wydaje mi się że znajdujemy się niedaleko Ilum. Niestety wszystkie skanery szaleją i naprawdę ciężko jest nam nawigować. Dwójka pilotów skupia się głównie na własnej intuicji i mocach poznawczych. Nie wiedziałem, że Iktotchi posiadają dar jasnowidzenia – o ile można tak to nazwać. Opisali mi to, jakby wiedzieli jak coś może się wydarzyć w niedalekiej przyszłości i kiedy, jednak nie są w stanie doprecyzować szczegółów.
Neeasee oraz Uradee to barwna para pilotów, którzy w dodatku są związani też prywatnie. Czasami owe wątki wypływają przy ich dysputach, ale to chyba naturalna konsekwencja. Xi-li przez większość czasu siedzi w swojej pracowni i analizuje skany, które byliśmy w stanie pozyskać. Wraz z Landonem starają się coś ustalić, jednak na razie bez skutku. Sabi jest dosyć skryta, choć nie spodziewałem się niczego innego po reprezentantce mojej rasy. Póki co woli obcować z kablami i układami scalonymi, a niekoniecznie z całą załogą.
Na razie nie mam żadnych skarg na stan zdrowia. Żaden osobnik nie skarżył się na żadne bóle czy też nie zgłaszał chorób, no poza bólem głowy Iktotchi jednak przy ich zaangażowaniu jest to normalne. Zmieniają się ciągle, abyśmy nie dryfowali podczas ich snu jednak widać, że odbija się to na nich. Prędzej czy później będę musiał zarządzić dla nich odpoczynek... Lub nauczyć się pilotować statek kosmiczny – co może pójść źle?

//////////////////////////////////////////

Dziennik pokładowy statku klasy Gozanti, medyk Zera'Tul Enee Vaar Alys
Wpis 6

Odliczam miesiąc od naszego wyruszenia w Nieznane Regiony. Pola grawitacyjne i elektromagnetyczne stają się coraz bardziej niebezpieczne, tym bardziej że nie znamy źródła większości z nich. Udało się nam wylądować na kilku planetach i pozyskać materiał do badań. Na razie komputery mają problemy ze stworzeniem mapy gwiezdnej naszej trajektorii, przez co musimy dryfować przez jakiś czas.
Przez powiększające problemy z nawigacją zarządziłem, że dwójka Iktotchi nie wychodzą na zewnątrz i gdy jesteśmy na powierzchni planet czy też księżyców, oni odpoczywają ile się da. Czasami nawet specjalnie ich nie budzę, żeby mogli dłużej pospać. Na razie materiały nie wydają się niczym co wywołałoby rewolucję na rynku, jednak znaleźliśmy kilka zamienników. Na zewnątrz głównie pracuje Landon, choć Cereanka skutecznie mu pomaga. Ja również wyszedłem kilka razy na zewnątrz, jednak tylko po to aby wprowadzić odrobinę odpoczynku od sztucznej grawitacji.
Kilka osób zaczęło spadać z wagi. Racje mamy wyliczone na całą podróż, więc nie jest to nic niespodziewanego lecz musimy starannie kontrolować się nawzajem. Raptowne zejście z wagi to nic dobrego, szczególnie gdy nasze możliwości medyczne są ograniczone. Podczas prac naprawczych przy lampach Sabi rozcięła sobie dłoń. Odkaziłem ranę i wykonałem prosty opatrunek z oczywistym zaszyciem otwarcia. Zaleciłem brak nadmiernych prac manualnych przez najbliższe kilka dni.

//////////////////////////////////////////

Cyfronotes Zera'Tula Enee Vaar Alys
Szyfrowanie kodem Y4-ANDR0-2.8KL

Szkoda, że właściwie jestem zmuszony pisać drugi raz tutaj. Dziennik pokładowy jest własnością korporacji, więc wolałbym zostawić swoje prywatne przemyślenia dla siebie. Gdy poznałem załogę statku badawczego, nie wiedzieli o tym, że jestem Jedi i jakoś... Dowiedzieli się o tym wczoraj. Nie chodzę w szatach, tutaj by się niepotrzebnie zniszczyły. Szczególnie, że dostaliśmy od korporacji specjalne, sanitarne uniformy. Myślę, że korporacja wie kim jestem, choć może "zgubiłem się" w tym całym administracyjnym chaosie. Tak czy inaczej, teraz wiedzą i pomimo ogromnego zdziwienia, bez problemu to zaakceptowali. Co więcej, wydaje mi się że niektórzy z nich odetchnęli z ulgą – czuli się bardziej bezpiecznie wiedząc, że obok nich jest ktoś władający mieczem świetlnym. Swoją drogą za mało ćwiczę, jednak magazyny powoli się zapełniają i niedługo nie będę miał gdzie tego robić.
Załoga przypadła mi do gustu, jest barwna i nie ma żadnych poważnych spięć pomiędzy nami. Minęły już ponad dwa miesiące, a przestrzeń statku nie jest duża na tyle żeby każdy znalazł sobie własny kąt na kilka godzin.
Sama wyprawa jest dla mnie czymś niesamowitym. Eksploruję nieznane dotąd terytoria i wraz z resztą badam różne skały oraz rośliny. Znaleźliśmy jedną, ciekawą narośl na UR-UI541 która po kontakcie ze skórą od razu znieczulała miejsce. W dobrej dawce mógł to być bardzo silny środek znieczulający, o ile nic nowego w medycynie, ale to kolejny, naturalny materiał który został odkryty. Tego chyba nigdy dość.
Przepływ energii w Nieznanych Regionach o wiele różni się od tych w znanych nam sektorach. Im głębiej się zapuszczamy, tym energia jest bardziej chaotyczna, a jej źródeł jest też wiele. Przez co nie jestem też za dużą pomocą dla nawigatorów. Owe źródła skutecznie rozpraszają koncentrację, o wyczuciach czegokolwiek z planet nie wspominając. Gdy jednak jesteśmy już na planetach, to życie tam naprawdę jest spokojne, a energia stabilna z której aż czuć naturalny bieg. Bez jakiejkolwiek, sztucznej ingerencji w ich ekosystem sprawia, że Moc wydaje się jeszcze bliższa niż zwykle. Załoga często zastanawiała się po co wychodzę na zewnątrz, skoro jestem medykiem i po prostu stoję czy też zwiedzam, jednak do tej pory wolałem im nie mówić. Zresztą pomijam szczegóły, nie zrozumieliby raczej o czym mówię. Zdecydowanie warto było tutaj przylecieć i tego doświadczyć.

//////////////////////////////////////////

Cyfronotes Zera'Tula Enee Vaar Alys
Szyfrowanie kodem Y4-ANDR0-2.8KL

Minęło już sześć miesięcy. Zahaczyliśmy o Csillę, aby uzupełnić zapasy – pierwszy raz odwiedziłem rodzimą planetę mojego Mistrza – było tam strasznie zimno, nie wiem jak on to wytrzymywał. Chłód jednak docierał do nas nie tylko poprzez pogodę, ale i Chissów. Wydawali się bardzo zdystansowani do nas, można nawet powiedzieć, że unikali kontaktu. Mimo wszystko to było ciekawe doświadczenie, choć trwało bardzo krótko.
Mamy do zbadania jeszcze jedną planetę, jednak tym razem zostaniemy na niej znacznie dłużej, można powiedzieć że to cel naszej podróży. To tam według wcześniejszych raportów mieliśmy znaleźć surowiec, którym zainteresowana jest korporacja.
Niestety jesteśmy odrobinę opóźnieni, ponieważ Uradee zachorowała podczas podróży. Nie było to nic poważnego, ale nie mogła pilotować statku – tylko wypoczywać. Co odbiło się oczywiście na jej partnerze, który musiał więcej godzin spędzić na nogach. Po długich namowach udało mi się go przekonać, że lekki poślizg czasowy nie powinien nam niczego popsuć. To są Nieznane Regiony, wystarczy wytłumaczyć to w raportach... Choć czy ja namówiłem nas do krzywoprzysięstwa? Z jednej strony nieetyczne, z drugiej strony – dla dobra jedynych osób, które są w stanie pilotować statek. Myślę, że było warto to zrobić.

Obrazek

Statek wylądował na gęstej polanie, jednocześnie odbijając swoje piętno na okolicznej florze. Ekspedycja w końcu trafiła do swojego celu, tym razem wytaczając wręcz cały sprzęt na zewnątrz: duży łazik, który zbierał próbki; skrzynie z zapasami prowadzone na repulsorach oraz dwa speedery , które imitowały projekt klasy Undicur jednak posiadały różne przeróbki.
Otaczający grupkę świat był ogromny i zróżnicowany, choć Zerze bardzo przypominał Yavin IV. Wszyscy zabrali się do roboty, zaś Jedi postanowił wsiąść na machinę i wyruszyć na zwiad. Wyczuwał coś, wyczuwał coś tajemniczego na tej planecie. Nie chciał niepotrzebnie niepokoić swoich kompanów, lecz pierwszy raz w Nieznanych Regionach wyczuwał skupisko takiej energii – była to Ciemna Strona Mocy. Mimo tego wyczuwał w tym wszystkim jeszcze coś innego, coś nowego, coś równie złowieszczego. Po chwili zapoznania się ze sterami i systemem operacyjnym speedera, Nautolanin wyruszył we własną podróż.
Zera'Tul wręcz zapomniał o swoich obowiązkach, narastający niepokój związany z wyczuwaną energią wzbudzał również niecierpliwość. Na szczęście nie było zakłóceń i był w stanie porozumiewać się ze swoimi kompanami poprzez system komunikacyjny, wzmacniany przez nadajnik na statku. Wyjaśnił im, że wróci za kilka dni i poprosił, aby jego nieobecność nie została uwzględniona w ich raportach. Po raz kolejny namawiając do czegoś wbrew ich kontraktowi. Wydaje się, że obietnica wyjaśnienia wszystkiego gdy wróci przekonała pozostałych członków załogi. Jedi miał wolną rękę, coś na co liczył i najwyraźniej Moc go wysłuchała.
Odległość od źródła złowieszczej energii była duża. Na szczęście jego doświadczenia łowieckie umożliwiały mu zdobycie pożywienia nawet w nieznanym świecie. Fauna planety UR-NRO233, bo tak nazwana została przez korporacyjne mapy gwiezdne, była dosyć standardowa choć też nieprzewidywalna. Na samym początku postanowił łowić mniejsze zwierzęta, jednak trafiając na dwa gatunki, które przypominały kolejno gizkę i miniaturkę dalgo. Oba jednak wydawały się posiadać jakieś trujące enzymy w swoim ciele, przez co jedzenie ich mięsa było dosyć niebezpieczne. Nautolaninowi udało się jednak zdobyć pożywienie starannie wybierając spośród kilku ryb, które znalazł w jeziorach oraz strącał latające gady, które o dziwo smakowały bardzo dobrze.
Po kilku dniach Zerze w końcu udało się dotrzeć do celu. Wyłaniając się zza drzew jego oczom ukazały się wysokie mury miasta, choć po dłuższych oględzinach nie pokrywały one aż tak dużego terenu. Na szczęście owe mury nie zablokowały przejścia, ponieważ bramy wydawały się kompletnie zniszczone. W środku znajdowało się zaledwie kilka budynków, które uformowano wokół czegoś co wyglądało na świątynie. Niestety przybył do tego miejsca kilkaset lat za późno, ponieważ praktycznie wszystko podupadło. Ruiny, mech, wszystko zniszczone przez czas. Najlepiej zachowała się świątynia, do której Jedi postanowił od razu się udać. Jej architektura przypominała nawet to co widział na Susevfi, jednak wiele elementów było też kompletnie innych – nieznanych. W środku nie było żadnego źródła światła poza dostającym się promieniom słonecznym przez dziury w elewacji. Było na tyle widno, aby Zera'Tul bez problemu mógł zauważyć detale. Kamień z którego stworzona została budowla wydawał się na bardzo trwały, jak i stary. Co za tym idzie, już od bardzo dawna nikt tutaj nie żył. Nautolanin pobrał próbkę dla Xi-li, może to właśnie owy surowiec jest potrzebny ich pracodawcom.
Jego uwagę jednak zwróciło pismo na ścianach, które posiadało części wspólnego. Co poniekąd świadczyłoby, że cywilizacja wywodziła się ze znanych mu sektorów. Dużo jednak zostało zmienione w dialekcie, co doprowadziło do tego, że Zera nie był w stanie przeczytać niczego. Malunki jednak były bardziej obrazowe i po kilkudziesięciu minutach można było wywnioskować, że niektóre z nich opowiadały o Alchemii, Potędze i czymś poza wszelkim poznaniem.
Wyczuwał w murach energię, która teraz wydawała się bardziej ustabilizowana i przepełniona... Zmianą, Śmiercią, Powstaniem. Rycerz nie był w stanie dokładnie określić co wyczuwał, ponieważ nie było to mu wcześniej znane. Wiedział jednak, że nie powinien przebywać tutaj za długo. Nie wspominając o tym, że jego towarzysze nie posiadają żadnej ochrony przeciwko owej energii. Jedi nie wiedział jak mogliby na nią zareagować, postanowił zatem zeskanować wszystko wokół – używając specjalnego urządzenia do skanowania przestrzennego. Gdy tylko skan został zakończony, wyruszył w drogę powrotną.

//////////////////////////////////////////

Cyfronotes Zera'Tula Enee Vaar Alys
Szyfrowanie kodem Y4-ANDR0-2.8KL

Minęły cztery miesiące odkąd wylądowaliśmy na UR-NRO233. Dowiedzieliśmy się wielu rzeczy o tym miejscu, zarówno o jego strukturze jak i historii. Badania materiałów, którymi planeta była pokryta przyniosły ciekawy rezultat – środowisko zostało w jakiś sposób zmienione. Nie tak dawno, bo jakieś 30-40 lat temu owa planeta była prawdopodobnie planetą wulkaniczną. W każdym surowcu, który pozyskaliśmy do badań znajdowały się cząsteczki które na to wskazywały. To nie było możliwe naturalnym biegiem czasu.
Pojawiły się wówczas pytania, które posiadały zazwyczaj jedną odpowiedź – terraformowanie. Było to oczywiście możliwe, jednak nikt z nas nie wiedział kto faktycznie mógł dopuścić się takiego czynu. Tak czy inaczej, fakt trwałej przeszłości związków doprowadziły że niektóre minerały były bardzo wytrzymałe na ekstremalne temperatury. Co za tym idzie można było wykorzystać je do budowy statków kosmicznych, czyli znaleźliśmy nasz cel – przyszłość korporacyjnych kredytów.
Tak jak obiecałem, opowiedziałem załodze o tym co znalazłem i pokazałem im skany. Większość z nich była bardzo zainteresowana jakie sekrety znajdują się w tekstach, ponieważ było ich naprawdę mnóstwo. Neeasee oraz Sabi woleli jednak już wracać i nie chcieli dowiedzieć się kto przebywał na tej planecie. Po długich rozmowach udało się nam ich namówić, głównie zwracając uwagę na wynagrodzenie jakie możemy uzyskać po rozpowszechnieniu takiej wiedzy – mnie oczywiście to nie interesowało. Cały miesiąc pracowałem nad zmienieniem systemu przy wszelakich urządzeniach, aby dane były przechowywane na prywatnych nośnikach – a nie tych do których miała dostęp korporacja.
Kolejne miesiące były wypełnione badaniami tego miejsca i rozszyfrowaniem języka, który sprawił, że Xi-li prawie się poddała. Wystarczył jeden moment – przełom i udało się! Teksty naścienne były właściwie powierzchowne i często się powtarzały. Na przykład ta fraza: "Tylko siła jest prawdziwa, a prawdziwa siła to potęga zniszczenia. Istnienie jest ulotne. Zniszczenie jest wieczne." Wyglądało na to, że ugrupowanie które korzystało ze wspomnianego miejsca było kultem, jednak nie do końca było jasne czego. Kolejne teksty skupiały się na czymś co nazwano po prostu Ciemnością. Od razu nachodziło mnie, że był to kult Ciemnej Strony Mocy. Czytając jednak dalej – można było jasno stwierdzić, że nie. Oni wierzyli w coś więcej, w coś potężniejszego niż sama Moc. Z jednej strony było to dla mnie absurdalne, ponieważ nie doświadczyłem niczego potężniejszego. Zaś z drugiej strony nikt wcześniej nie zakładał istnienia Yuuzhan Vongów. Zatem musiało być jakie ziarno prawdy w tym co zostało zawarte w pismach. Muszę czytać dalej.

//////////////////////////////////////////

Cyfronotes Zera'Tula Enee Vaar Alys
Szyfrowanie kodem Y4-ANDR0-2.8KL

Wygląda na to, że przestudiowaliśmy większość z pozostałości po Czarownikach Rhand. Tak właśnie nazywał się kult Ciemności, energii która miała być znacznie potężniejsza niż wszystko co znałem i sobie wyobrażałem. Teksty nie były łatwe, sam dialekt nadal sprawiał nam problemy, a niektóre pisma wydawały się pisane przez paranoika lub pełną obsesji oraz złudzeń istotę.
Ciemność – energia, która miała dać czarownikom nielimitowaną potęgę. Coś dzięki czemu staliby się Panami Wszechświata, kształtowali rzeczywistość. Nie przeginam, w tekście niejakiego Cronala zawarte są próby wybierania jednej z wizji o przyszłości i kształtowania świata według tego schematu. Próba nie została określona sukcesem, jak i większość tutejszych doświadczeń, ale czytając te teksty nie można tego obejść.
Studiując wnikliwie eksperymenty alchemiczne, techniki oraz technologię zawarte w tekstach mogę wytoczyć tezę, że owa Ciemność to nadal Ciemna Strona Mocy. Wydaje się, że Czarownicy Rhand po prostu zbliżyli się za bardzo i stracili zmysły, co jednak nie sprawiało, że można było zostawić ich samopas. Jeżeli dobrze określiłem skalę tego co robili i jeżeli się im udało, to ich potęga przekraczała wszystkich Mrocznych Jedi o których słyszałem, a mogła konkurować ze Sithami z legend.
Pozostaje jednak pytanie – skoro byli tak silni, to gdzie się podziali? Ile lat minęło od ich istnienia? Czy może nadal ukrywają się w Nieznanych Rubieżach? Heh. Tyle pytań, a praktycznie zero odpowiedzi.... Wtgaegrwnklenen...

Y4-ANDR0-2.8KL: Jednostka nieużywana przez ponad godzinę. Wygaszam.

Obrazek

Jazgot, wybuch, świszczący odgłos wiązek energii latających wokół... Krzyki niezidentyfikowanych istot – jedne podżegające do walki, drugie pełne przerażenia. Ból... Ogromny ból wypełnił ciało Rycerza gdy się wybudzał. Otworzył oczy i rozejrzał się – na samym początku widział tylko dym i ogień, migoczące światła fruwające w przestrzeni i czarne, poruszające się plamy. Gdy skołowanie minęło i wzrok się wyostrzył, dojrzał nieznane mu istoty walczące pomiędzy sobą. Nikt nie zwracał na niego uwagi, wszyscy byli skupieni na odebraniu życia.
Nautolanin nadal leżąc spojrzał na swój tułów i sprawdził, czy był w stanie się poruszyć... Ból. Niesamowity ból towarzyszył każdej manualnej akcji. Rany na jego ciele nie były śmiertelne, ale były poważne. Po próbie określenia sytuacji stwierdził, że prawdopodobnie został uderzony falą uderzeniową z jakiegoś okolicznego wybuchu. Nie był w stanie powiedzieć skąd, gdyż większość miejsca w którym się znajdował spowijał dym. Nie pamiętał nic, ale... Ale miecz świetlny był obok. Chwila skupienia i znalazł się w jego dłoni. Rozejrzał się ponownie i zdecydował przeturlać się pod wrak pojazdu. Postanowił przyjrzeć się całej bitwie aby rozeznać się kto walczy. Strony konfliktu były zróżnicowane, choć duża ich część to Chissowie lub dziwna krzyżówka humanoidów z insektami. Instynkt podpowiadał Rycerzowi, że to Ci drudzy są nieprzyjaciółmi, lecz nie był pewien. Postanowił odpocząć, nabrać sił i użył Mocy aby zregenerować się na tyle, żeby w potrzebie móc walczyć.
Walka nie ustawała, trwała naprawdę długo jak na doświadczenie Jedi. Zastanawiał się co tu się dzieje i dlaczego niczego nie pamięta. Nie minęła nawet minuta, aż nagle zauważył Landona strzelającego w przeciwnika. Koło niego był Neeasee, który nieumiejętnie miotał wiązkami z karabinu blasterowego. Zza kolejnego wraku wybiegło dwóch insektoidów, którzy po chwili wymierzyli w plecy towarzyszy Nautolanina. Szybki ruch, instynkt – nie decyzja, dwójka nieprzyjaciół straciła głowy. Przylgnął do dwójki załogantów i osłaniał ich umiejętnie korzystając ze stylu Niman.
- Zera! Nareszcie! Gdzie byłeś?! - wykrzyczał człowiek
Jedi spojrzał ukradkiem nie wiedząc co odpowiedzieć.
- Co jest? Już nie chcę Ci się walczyć z Ebruchi? - zapytał Iktotchi
Oczy zaświeciły, przeciwnik nazywał się Ebruchi. Rycerz skoncentrował się i szybkim ruchem odgrodził drużynę używające telekinezy i przestawiając wystarczająco duże płyty, aby ich zasłonić.
- Landon, Neeasee. Nic nie pamiętam. Wstałem dopiero przed chwilą, co tu się dzieje?
- Powstanie Zera, co jest z Tobą? - zapytał Landon
Rogaty towarzysz uśmiechnął się i położył rękę na ramie człowieka.
- W końcu jest sobą – rzekł z ulgą – Pojmali nas piraci, wzięli z zaskoczenia. Przytargali Cię z ruin nieprzytomnego. Jak się obudziłeś to zachowywałeś się całkowicie inaczej. Nie wiemy co się z Tobą działo przez ten czas. Xi'li mówiła, że może czymś się zaraziłeś czy coś... Ale... Możemy to zostawić na później? Toczymy tu bitwę!
Dwójka spojrzała na Nautolanina, a ten zamyślił się. Nie wiedział co o tym myśleć, nie miał czasu, nic nie pamiętał. Pewnym był jednak tego, że musi pomóc... Musi użyć swoich siły aby toczyć batalię, której wywołania i okoliczności nawet nie pamiętał. Postanowił zaufać swoim towarzyszom i z poważną miną przytaknął oraz przygotował się.
Trójka towarzyszy ruszyła przez zgliszcza pokonując kolejnych przeciwników. Jedi wolał trzymać się defensywy i wspomagać walczących używając Mocy. Pole walki było wypełnione elementami, które służyło za osłony czy obiektami użytecznymi w telekinezie. Bitwa przeciągała się, przez małą widoczność czasami strzelano do siebie nawzajem, nikt nie miał szkolenia wojskowego, nikt nie był wprawnym Mandalorianinem czy Jedi u boku Zera'Tula. Po jakimś czasie dotarli do miejsca, które wyglądało na skupisko powstania – byli tam również Xi'li oraz Uradee. Powitali ich gorąco, choć może było to ciepło z piękących ran Jedi. Nagle wszyscy usłyszeli przyduszany krzyk – gdy dym lekko opadł, zgromadzeni rebelianci ujrzali ogromną bestię – wysoką, szaro skórą istotę wyglądem przypominającą połączenie Nautolanina i Trandoshanina, choć bliższy był zdecydowanie jaszczurki. Owa bestia trzymała jedną ręką za kark Sabi, która już praktycznie nie miała siły aby się wyrywać. Co było niesamowicie dziwne, Rycerz czuł cząstkę siebie w nieznajomy przeciwniku, zagadkowa sprawa doprowadziła do zawahania, a one... Kosztowało życie Nautolanki. Jeden ruch ręką i kark kobiety strzelił, po czym opadła na ziemię bezwładnie. Załoga statku zaczęła krzyczeć i pruć wiązkami w stronę nieprzyjaznej istoty, jednak większość z nich nawet nie była blisko aby ją trafić. Reszta została zaabsorbowana orężem, który wyglądał jak organiczny kij z dwoma toporami na jego końcach. Zera'Tul zrozumiał, że był to potężny przeciwnik i blastery na nic się nie zdadzą.
- Zajmijcie się osłoną i nie dopuście nikogo do nas – rzucił sucho, wręcz jak rozkaz i ruszył
Gdy zbliżył się do istoty, mógł spokojnie stwierdzić że była to kobieta. Budowa jej ciała i dźwięk, który wydawała stawiały sprawę jasno. Jedi jednak nie miał zamiaru się wahać – podbiegł, zrobił zmyłkę, unik, po czym uderzył. Oręż nieznanego pochodzenia był w stanie mierzyć się z mieczem świetlnym. Zera zmienił styl walki na Soresu, parował i unikał ciosów przeciwnika, starając się rozgryźć kobietę. Po chwili jedna z wiązek poleciała w stronę dwójki, szaro skóra uchyliła się mimo, że strzał nadleciał z boku. Rycerz zatem zmienił postawę i wspomagając się akrobatyką, wyprowadził kilka ciosów, odepchnął ją Mocą i użył pchnięcia mieczem. Prawię sięgnął, piruet i znowu byli na przeciwko siebie. Zaczęła nacierać, wydając rozjuszony krzyk jednak w jej krokach nie można było dojrzeć zawahania. Jeden, drugi, trzeci cios zablokowany... Czwarty nadszedł z dwuręcznego chwytu, który nadal mu ogromną siłę i posłał Nautolanina dwa metry do tyłu. Zera'Tul miał do czynienia z prawdziwą wojowniczką, jednak bitwa nie mogła zakończyć się na tym – zatem nie mógł pozwolić sobie na kolejne rany. Wiedział co robić, wiedział czego ma użyć. Chwila koncentracji i szybki gest ręką w stronę przeciwniczki, ruszył. Kolejne elementy pojazdów zaczęły na nią nacierać. Każdy z nich został albo uniknięty albo odbity, Nautolanin uderzył raz, dwa – gdy trzeci miał nadejść w nogę wojowniczki wbił się ostry pręt, który nadleciał nie wiadomo skąd. Na twarzy kobiety pojawiło się niezrozumienie połączone z zaskoczeniem, zablokowanie dłonią ręki, obrót i miecz świetlny pozbawił ją głowy – ciało opadło na ziemię z hukiem. Rycerz ciężko oddychał, musiał wykorzystać naprawdę dużo telekinetycznych sekwencji jednocześnie podtrzymując władzę nad słuchem jego przeciwniczki. Nie była to łatwa walka, jednak Zera zwyciężył, choć musiał odpocząć. Ruszył w stronę walczących towarzyszy, aż nagle poczuł ruch z truchła. Spojrzał za siebie, a tam przed jego oczyma pojawiła się gęsta maź, która wręcz wyskoczyła mu prosto na twarz. Szybki, instynktowny ruch nadgarstkiem i wiązka miecza świetlnego przepołowiła substancję na dwie części, które opadły na ziemię. Jedi odskoczył i obserwował sytuację. Po chwili maź zaczęła się ruszać, więc Nautolanin skupił się i zamknął kawałki w telekinetycznej kuli po czym posłał je w ogień. Świst, jazgot dochodzący z płomieni. Rycerz nie miał zielonego pojęcia co to było, jednak od teraz jeszcze bardziej się skoncentrował na środowisku.
Dotarł do załogi, po czym schował się za zasłoną i opadł. Oddychał ciężko, z każdą sekundą tracąc siły... Aż stracił przytomność.

//////////////////////////////////////////

Zera'Tul obudził się raptownie, rozejrzał się zdenerwowany. Jak mógł zasnąć? Przecież trwała bitwa! Tyle, że ona się już skończyła. Jedi był przykryty osmolonym materiałem na prowizorycznym łóżku. Po chwili podeszła do niego znana Cereanka.
- Spokojnie. Daj sobie czas – powiedziała z troską w głosie
- Co? Gdzie ja jestem? Walka! Gdzie są pozostali? - rozglądał się niesfornie
- Spokojnie. Już po bitwie, wygraliśmy. W dużej mierze dzięki Tobie, Panie Jedi – rzekła z lekkim uśmieszkiem
Nautolanin chwycił się za głowę starając sobie przypomnieć szczegóły, jednak bez sukcesu.
- Zera. Daj sobie czas. Przebadałam Cię tak jak mnie uczyłeś. Powinieneś wyjść z tego za jakiś czas. Zbiorniki z bactą są użytkowane przez cięższe przypadki – wyjaśniła
Rycerz rozejrzał się ponownie, uspokoił i skupił starając się wyczuć energie życiowe w okolicy. Było ich naprawdę wiele, niestabilnych, słabych, zdenerwowanych. Brzmiało to znajomo.
- Landon mówił mi, że nie pamiętasz niczego sprzed potyczki. To prawda? - zapytała wpatrując się w niego wnikiliwie
- Tak. Nadal pustka. Ostatnie co pamiętam to tworzyłem wpis w swoim cyfronotesie... - odpowiedział skołowany
- Sądziłam, że zaraziłeś się czymś. Kiedy piraci nas złapali zachowywałeś się całkowicie inaczej. Podżegałeś wszystkich do powstania przeciwko Ebruchi, właściwie to pierwszy się oswobodziłeś i zabiłeś strażników – wyjaśniła powierzchownie
- Zabiłem...? - zapytał zaskoczony
- Tak, złamałeś im kark. Podobnie jak... Tamta bestia Sabi... Tyle, że obiema rękami – rzekła smutna przypominając sobie scenę śmierci towarzyszki
Zera'Tul zamyślił się. Nigdy wcześniej nie pozbawiał nikogo życia w ten sposób, mówiąc szczerze to nie był pewien czy w ogóle starczyło mu na tyle siły.
- Badałam Cię skanem i wykryłam w Twojej krwi coś innego, inny związek. Nie byłam jednak w stanie określić co to dokładnie jest, możliwe że będziemy potrzebować więcej danych. Będziemy mieli czas, za niedługo wyruszamy
Inny związek w krwiobiegu? To dosyć niespotykane, choć mogło się zdarzyć. Xi'li miała rację, potrzebowali więcej danych i Rycerz na pewno nie spocznie, aż nie dowie się co mu się przytrafiło. Spojrzał pytająco na towarzyszkę.
- Wyruszamy? Tak szybko? Gdzie?
- Nie wiemy czy czasami nie przyleci tutaj więcej tych plugawców, więc wolimy czym prędzej się stąd zabierać. Kilka niewol... Kilku z naszych nowych kompanów potrafią pilotować statki, więc powinniśmy byli w stanie zabrać od razu wszystkich. Wracamy, Zera. Wracamy do domu, choć pewnie najpierw zahaczymy o najbliższą kolonię Chissów... Dużo ich tutaj – wyjaśniła pełna nadziei
- Rozumiem, proszę pomóż mi wstać. Postaram się pomóc na tyle ile mogę. Zabierajmy się stąd...

- Informacje dodatkowe
a. Dlaczego chcesz wstąpić do Akademii? Chciałbym jeszcze raz pograć ze znajomymi, których tutaj poznałem. Nie jestem w stanie być tak aktywnym członkiem jak kiedyś, ale nadal będę w stanie pomagać w organizacji i oczywiście wprowadzać ciekawe zabiegi fabularne.
b. Skąd dowiedziałeś się o Akademii? Byłem jej członkiem, ale właściwie czuje się jakbym nigdy nie odszedł.
"My life for Aiur..."
Obrazek
- Zera
Awatar użytkownika
Zera
Rekrut
 
Posty: 354
Rejestracja: 30 lip 2013, 16:33

Re: Zera'Tul Enee Vaar Alys - [Podanie otwarte]

Postautor: Jedi Council » 14 mar 2019, 21:34

Podanie spełnia minimalne wymagania, dlatego została otwarta ankieta. Błędy, oraz własne spostrzeżenia co do podania członkowie mogą pisać w tym temacie.
Obrazek
Awatar użytkownika
Jedi Council
Rada Jedi
 
Posty: 765
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47

Re: Zera'Tul Enee Vaar Alys - [Podanie otwarte]

Postautor: Saela Taarz » 14 mar 2019, 23:40

W porządku. Od razu mówię, że daję głos pozytywny. Nie tylko z powodu tego, że Zera był już członkiem Akademii, dość aktywnym, pomysłowym, który dotarł do rangi Rycerza. Sama historia jest dużo bardziej kreatywna, niż większość, które trafiają do Akademii. Oczywiście swoboda pisania podania z wykorzystaniem swojej poprzedniej postaci, która miała już doświadczenie z Mocą i technikami Jedi pozwala na dużo więcej niż zwykły rekrut. Mimo kilku błędów, całokształt jest niezły.

Nieznane Regiony mają to do siebie, że można tam wrzucić praktycznie wszystko, a nie będzie się wydawało aż tak dziwne. Podoba mi się motyw badania, taka podróż z Andromedy niemalże, skanowanie nowych minerałów. Co mi się średnio podoba to nagłe wykorzystanie Csilli, na tę planetę ciężko było się dostać, Chissowie są nieufni. Oczywiście to jedynie minimalne niedopatrzenie, gdyż pomimo trudności z dostaniem się na planetę, nie oznacza to, że nikt nigdy na nią nie dotarł.
Podoba mi się wykorzystanie stosunkowo nieznanych wątków z Expanded Universe, jak Czarownicy. Wartym odnotowania jest także zmiana u samego Zery, a przynajmniej, na taką zmianę wewnętrzną się zapowiada.

Całość czytało mi się przyjemnie. Moim zdaniem początkowe opisy bitwy były chaotyczne i trochę wybiły z rytmu całość opowiadania. Dobrze to jednak oddawało dezorientację samej postaci.
No to także tego, głos pozytywny z pewnością. Jakbym o czymś zapomniał, to jestem przekonany, że inni się ustosunkują do rzeczy, które ja pominąłem.

P.S. Nic dziwnego, że nie czujesz się, jakbyś odszedł, bo pozostałeś całkiem aktywny na Discordzie, szczególnie w działach #movies oraz z grami.
P.S.2 BRAK JUSTOWANIA!
Awatar użytkownika
Saela Taarz
Radna
 
Posty: 1174
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:49
Lokalizacja: Dawniej Adachi

Re: Zera'Tul Enee Vaar Alys - [Podanie otwarte]

Postautor: Caldain Ravenlocke » 15 mar 2019, 18:33

Aj, misclick.
"Nawet nie zauważysz, jak w miarę upływu czasu staniesz się spokojny, cierpliwy i pełen mądrości. Wtedy pojawią się twoi uczniowie, chcący cię naśladować. Tak stajesz się Mistrzem: niezauważalnie, niechcący, delikatnie..."
Obrazek
Kannos'v Lightdust. Radny lecz bezradny.
Awatar użytkownika
Caldain Ravenlocke
Mistrz
 
Posty: 1192
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Lokalizacja: Corellia

Re: Zera'Tul Enee Vaar Alys - [Podanie otwarte]

Postautor: Tyron var Vasch » 16 mar 2019, 12:23

Myślę, że każdy jest świadomy tego, że w tym konkretnym przypadku rekrutacja jest czystą formalnością. Zamówiłem już wycieraczki z napisem "Welcome Back", ale zanim dolecą, chciałbym podpaść kolejnemu Rycerzowi Jedi tak, aby jedynym z ambiwalentnym podejściem pozostał Thrust.

Jak już wcześniej wspominałem, dla mnie podanie ma zweryfikować stan znajomości lore, umiejętności pisania i zawartości przestrzeni między uszami aplikanta.

Pierwszy punkt jest spełniony bez najmniejszych wątpliwości. Wykorzystanie zakopanej pod sporą warstwą papieru treści zostało już wyszczególnione przez jednookiego manipulatora, a mi nie pozostaje nic dodać, ani ująć w tej kwestii. Umiesz pan robić łopatą i tyle.

Kreatywność pozwoliła ci wykreować krótki wyrywek historii o Jedi, który natchniony wezwaniem mocy, ładuje się na ekspedycję do Nieznanych Regionów, aby na zlecenie korporacji odnaleźć pewien minerał. Podczas podróży kompania odwiedza kilka planet, badając przy okazji jej zasoby, aby wreszcie dotrzeć do Ucostamrandomnubersbezkryptonimu.pk3 - celu ich podróży, gdzie zostają zaatakowani przez zmutowane kaktusy z kosmosu, aby pod koniec stwierdzić, że wracają do domu.

Na tym poziomie muszę pochwalić ten zarys historii. Otwiera furtkę do ciekawych rozwiązań fabularnych, jak i zamieszczenia gdzieś jakiegoś morału, lub zwyczajnie lekcji życiowej. Jednak nie podobała mi się końcówka, była zbyt chaotyczna, przez co koniec końców zgubiłem wątek. O zabiegach fabularnych pomówię niżej, ale sam ciąg przyczynowo skutkowy miał wyglądać tak, że na sam koniec okazało się, że oni mieli zebrać to info o czarnoksiężnikach ze Spodkamienia'mu, a potem zostali przez nich zaatakowani... i z 6 osób na pokładzie, nagle zrobiło się kilka, bo była mowa o Chissach... nie, no pogubiłem się. I rozumiem zabieg wprowadzenia wyrywka historii, ale ta końcówka była zbyt chaotyczna, aby podłapać kontekst, przez co i również napięcie.

I tym o to sposobem przejdę do punktu Zdolności Literackich, a więc implementacji fabuły i innych zabiegów narracyjnych upłynniających czytanie. Końcówka nie jest dobrym clifhangerem, bo z pewnością nie będę jedynym, który trochę się w niej pogubił. I nie zrozum mnie źle, bardzo podoba mi się rozwiązanie wrzucenia nas w srodek bitwy i w tak kreatywny sposób wyjaśnienia co się stało. Za pierwszym razem zadziałało, ale za drugim... welp. Wyglądało to tak, jakby ci się pierwszy tak spodobał, że postanowiłeś zrobić drugi, taki sam zabieg. I za tym drugim, zarówno koncepcyjnie, jak i fabularnie, według mnie, się wykoleiłeś. Zwyczajnie pominąłeś zbyt istotną część historii, aby wyjaśnić ją krótkim, lakonicznym zwieńczeniem sprawy.

Skoro zacząłem od końca, teraz przejdę do początku. Implementacja przemycenia historii w formie zapisków jest mądrym zabiegiem fabularnym, zwiększa to wiarygodność opowiadanej historii, przez co też umożliwia szybsze zanurzenie się w immersji. Pozwala łatwo budować napięcie, ale ma też swoje wady, bo np. nikt nie poczuł smutku, ani wrażenia straty jak chrupnął kark tamtej pani, bo zwyczajnie nie mieliśmy okazji się z nią zżyć. W jednym miejscu przejście z narracji pierwszoosobowej do trzecio' nie było zbyt widoczne, przez co dopiero w połowie skapnąłem się, że takie coś miało miejsce. Myślę, że należało to odgrodzić tak, jak na początku i na końcu. I poniekąd też uważam, że nie został tu wykorzystany potencjał historii. Żadnego przekazu, tylko rozrywka. A było ich wiele. Można było z perspektywy Jedi opisać rutynowy dzień na pokładzie (co zostało spełnione), a potem pokazać reakcje i zachowanie członków po utracie bliskich w bitwie, albo zaimplementować jakiś moral struggle Zery odnośnie tego co robi i czy nie byłby przypadkiem bardziej potrzebny na forncie. Wystarczyło przemyślenie, które wzbogaciłoby całość.

No, ale oddałem głos rzecz jasna pozytywny, a moje zrzędzenie jest tylko zwróceniem uwagi doświadczonemu, staremu graczowi na to, aby polepszał w przyszłości swoją twórczość.
"Nie zwykłem kłamać"

Obrazek
Awatar użytkownika
Tyron var Vasch
Nowicjusz
 
Posty: 53
Rejestracja: 04 gru 2017, 20:03
Lokalizacja: Tam, gdzie moje serce

Re: Zera'Tul Enee Vaar Alys - [Podanie otwarte]

Postautor: Dalinar » 18 mar 2019, 20:17

A surprise to be sure, but a welcome one!

Przepraszam, że tak długo zwlekałem z napisaniem komentarza, ale ostatnimi czasy nawał studiów/pracy i miłych obowiązków, tudzież właśnie bardzo miła praca nad Finałem Kampy uniemożliwiły mi z czystym sumieniem przeczytanie tekstu za jednym zamachem. Ale w końcu się udało i było zacnie! Oczywiście błędy miejscami można wyłapać, ale tą kwestie wyczerpał już Tyron w swoim komentarzu. Podanie przeczytałem z przyjemnością i zawsze miło powitać dawnych członków Aka, po latach nawet! Nie mam żadnych zastrzeżeń i z pewnością chciałbym dać Ci szansę się wykazać!

Głos oczywiście Pozytywny.
Obrazek

Wiedza, nasza zbroja, Plemię i obrona, Język nasz i nasz przywódca - Nikt nas nie pokona.
Awatar użytkownika
Dalinar
Radny
 
Posty: 337
Rejestracja: 25 maja 2013, 17:36

Re: Zera'Tul Enee Vaar Alys - [Podanie zaakceptowane]

Postautor: Jedi Council » 18 mar 2019, 20:27

Podanie zostaje zaakceptowane przez większość głosów. Kandydat otrzymuje niniejszym rangę Rekruta i adekwatny dostęp do działów na forum. O dalsze instrukcje prosimy się pytać członków Rady Jedi.
Obrazek
Awatar użytkownika
Jedi Council
Rada Jedi
 
Posty: 765
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47


Wróć do Punkt rekrutacyjny

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron