- Informacje ogólne
a. Nick na discordzie: Majster2200
b. Wiek: 24
c. Krótki opis własnej osoby: Mieszkam Na Kaszubach,Moją Pasją Jest Granie na Komputerze,Organach Kościelnych i Rysowanie OC Fiction i Na Bazie Gwiezdnych Wojen
d. Doświadczenie z RP: Jestem Fanem Gier Trylogii Mass Effect,Dwóch Części Knights of the old Republic,The Old Republic i Star Wars Galaxies
- Karta postaci
a. Imię: Jamezon Sowoser
b. Wiek: 24
c. Pochodzenie: Serenno
d. Rasa: Człowiek
e. Opis wyglądu: Czarne Włosy,Niebieskie Oczy,Czarna Kurtka,Brązowa Koszula,Czarne Spodnie
f. Przeszłość postaci:Przeszłość Jamezona przez wiele lat pozostawała tajemnicą, nawet dla niego samego. Nie znał imienia swojej matki, nie wiedział, kim był jego ojciec ani z jakiego świata naprawdę pochodził. Najstarszym wspomnieniem, jakie zachował, był chłód metalowej skrzyni transportowej, huk odległych wystrzałów oraz światło płonącego nieba.
Znaleziono go po jednej z ostatnich bitew upadającego Imperium.
Grupa żołnierzy należących do imperialnych niedobitków natrafiła na małe dziecko pośród wraku rozbitego statku zwiadowczego. Chłopiec miał zaledwie kilka lat. Nie posiadał dokumentów, oznaczeń rodowych ani identyfikatora planetarnego. Przy sobie miał jedynie niewielki metalowy medalion, na którego powierzchni znajdował się niemal całkowicie zatarty symbol.
Żołnierze zabrali go do swojego obozu.
Nie uczynili tego jednak z miłosierdzia. Dowódca oddziału uznał, że pozostawienie dziecka na pustkowiu mogłoby zdradzić położenie jednostki albo przyciągnąć uwagę miejscowych patroli. Jamezon stał się więc częścią obozu — kimś pomiędzy służącym, maskotką oddziału a niechcianym ciężarem.
Wychowywał się pośród żołnierzy, broni, wojskowych rozkazów i opowieści o utraconej chwale Imperium. Uczył się naprawiać generatory, czyścić karabiny, rozpoznawać dźwięki silników oraz chować się, kiedy nad obozem przelatywały nieznane statki. Nie znał normalnego domu. Namioty wojskowe, bunkry i prowizoryczne hangary były dla niego całym światem.
Spośród wszystkich żołnierzy najbardziej przywiązał się do człowieka imieniem kapitan Varek Doran.
Doran był starym, zmęczonym wojną oficerem. To właśnie on nadał chłopcu imię Jamezon, odnalezione podobno w uszkodzonym rejestrze wraku. Dla małego Jamezona kapitan szybko stał się figurą ojcowską. Chłopiec próbował naśladować jego sposób chodzenia, nosił za nim narzędzia i czekał całymi godzinami, aż Doran wróci z patrolu.
Kapitan nigdy jednak nie odwzajemnił tego przywiązania.
Podczas akcji, w której znaleziono Jamezona, zginął najbliższy przyjaciel Dorana, porucznik Cal Verin. Varek był przekonany, że gdyby oddział nie zatrzymał się przy wraku dziecka, Verin przeżyłby zasadzkę. Z czasem żal przerodził się w obsesję.
Doran zaczął obwiniać Jamezona za śmierć przyjaciela.
Nigdy nie powiedział chłopcu wprost, że go nienawidził. Być może nawet sam przed sobą nie chciał się do tego przyznać. Traktował go jednak chłodno, surowo i bez czułości. Gdy Jamezon próbował nazwać go ojcem, kapitan odpowiadał:
— Nie jestem twoim ojcem. Nikt tutaj nim nie jest.
Chłopiec nie rozumiał, dlaczego człowiek, którego kochał najbardziej, patrzył na niego tak, jakby samo jego istnienie było winą.
Pozostali żołnierze różnie odnosili się do Jamezona. Niektórzy potajemnie dawali mu dodatkową porcję jedzenia. Inni uczyli go prostych sztuczek karcianych albo pozwalali siadać w kokpicie uszkodzonych myśliwców. Byli jednak także tacy, którzy traktowali go jak słabszą istotę, na której można wyładować gniew.
Najgorszy z nich był sierżant Krell Marr.
Marr gardził dzieckiem. Wierzył, że wojna nie jest miejscem dla słabych, a Jamezon powinien od dawna nie żyć. Często zmuszał go do ciężkiej pracy, zabierał mu jedzenie i karał za najmniejsze przewinienia.
Pewnej nocy, gdy Jamezon miał około dziesięciu lat, sierżant przyłapał go w magazynie części. Chłopiec próbował naprawić niewielki moduł nawigacyjny, aby sprawić prezent kapitanowi Doranowi. Marr uznał jednak, że Jamezon zamierzał coś ukraść.
Pobił go.
Nikt nie przyszedł mu z pomocą.
Kapitan Doran widział później zakrwawioną twarz chłopca, ale nie zareagował. Powiedział jedynie, że Jamezon musi nauczyć się ponosić konsekwencje własnych czynów.
Te słowa złamały w chłopcu coś, czego nie złamały wcześniejsze upokorzenia.
Jeszcze tej samej nocy Jamezon uciekł z obozu.
Nie zabrał broni. Nie posiadał mapy ani zapasów. Miał przy sobie jedynie stary płaszcz, manierkę z odrobiną wody oraz medalion znaleziony wraz z nim przed laty.
Biegł przez pustkowie, dopóki starczyło mu sił. Kiedy obóz zniknął za horyzontem, przestał udawać odważnego. Usiadł pomiędzy skałami i płakał, przekonany, że nikt nigdy go nie szukał i nikt nigdy nie będzie go potrzebował.
Przez następne dni wędrował bez celu.
Był głodny, odwodniony i samotny. Nie wiedział, gdzie znajduje się najbliższe miasto. Nie miał statku, pieniędzy ani nikogo, do kogo mógłby się zwrócić. Jako dziecko wychowane w wojskowym obozie potrafił rozłożyć blaster, rozpoznać minę przeciwpiechotną i uruchomić generator, lecz nie wiedział, jak wygląda zwyczajne życie.
Kiedy niemal stracił przytomność, usłyszał dźwięk silników.
Na równinie wylądował niewielki statek transportowy należący do pilota i przemytnika imieniem Rian Vale. Pilot zatrzymał się na planecie z powodu awarii układu chłodzenia. Początkowo sądził, że skulona postać przy skałach jest martwa.
Gdy zrozumiał, że to dziecko, zabrał je na pokład.
Nakarmił Jamezona ciepłym posiłkiem, dał mu wodę i opatrzył rany. Chłopiec przez pierwsze dni niemal się nie odzywał. Spał w pobliżu wyjścia ze statku, jakby w każdej chwili spodziewał się, że zostanie wyrzucony.
Rian nie zadawał zbyt wielu pytań.
Sam nie był człowiekiem bez skazy. Miał długi, kłopoty z prawem i zwyczaj podejmowania ryzykownych zleceń. Posiadał jednak coś, czego Jamezon nigdy wcześniej nie doświadczył — zwykłą ludzką dobroć.
Nie nazywał chłopca ciężarem. Nie karał go za jedzenie. Nie zmuszał do zasługiwania na miejsce na statku.
Po prostu pozwolił mu zostać.
Rian nauczył Jamezona pilotowania, nawigacji, naprawiania statków oraz poruszania się po portach kosmicznych. Pokazał mu setki światów: wielkie miasta zawieszone ponad chmurami, księżyce pokryte lasami, pustynne planety pełne ruin i stacje kosmiczne, na których spotykali się kupcy z krańców galaktyki.
Z czasem ich relacja zaczęła przypominać więź ojca i syna, chociaż żaden z nich długo nie potrafił wypowiedzieć tego na głos.
Rian dawał Jamezonowi wolność, ale nauczył go również odpowiedzialności. Powtarzał mu:
— Statek może zabrać cię wszędzie. To nie znaczy, że każde miejsce uczyni cię wolnym.
Pod jego opieką Jamezon wyrósł na odważnego, lecz niespokojnego młodzieńca. Potrafił dobrze pilotować, walczyć i radzić sobie w trudnych warunkach. Jednocześnie nosił w sobie głęboki lęk przed odrzuceniem. Nie ufał dowódcom, nie znosił zamkniętych wojskowych obozów i źle reagował, gdy ktoś próbował narzucać mu posłuszeństwo.
Po latach życia na statku zaczął jednak odczuwać, że nie może pozostać z Rianem na zawsze.
Chciał odnaleźć własną drogę.
Nie pragnął zemsty na żołnierzach, którzy go skrzywdzili, choć czasami śnił o powrocie do ich obozu. Nie chciał także zostać zwykłym przemytnikiem. Marzył o miejscach, których nie było na mapach, o ruinach dawnych cywilizacji i o wyzwaniach, które pozwoliłyby mu dowiedzieć się, kim naprawdę jest.
Medalion, który nosił od dzieciństwa, zaczął budzić coraz więcej pytań. Na niektórych planetach spotykał ludzi, którzy rozpoznawali fragment jego symbolu, lecz nikt nie potrafił powiedzieć, co naprawdę oznaczał. Jedni twierdzili, że należał do dawnego zakonu. Inni uważali go za znak rodu, który zniknął podczas wojny.
Rian wiedział, że nie zdoła zatrzymać chłopca.
Kiedy Jamezon osiągnął wiek, w którym mógł samodzielnie podróżować, pilot podarował mu niewielki statek zwiadowczy. Była to stara, wielokrotnie naprawiana maszyna, daleka od doskonałości, lecz posiadała sprawny hipernapęd i wystarczająco dużo miejsca dla jednego upartego podróżnika.
Przed odlotem Rian powiedział:
— Nie wiem, skąd pochodzisz. Nie wiem też, dokąd zaprowadzi cię ta droga. Pamiętaj tylko, że człowieka nie określa miejsce, w którym go znaleziono. Określa go to, kogo sam postanawia ocalić.
Jamezon opuścił statek swojego opiekuna i wyruszył w galaktykę.
Początkowo podejmował drobne zlecenia: eskortował transportowce, odnajdywał zaginione osoby, badał opuszczone stacje i polował na piratów. Z czasem jego imię zaczęło pojawiać się w raportach lokalnych władz, opowieściach pilotów oraz ostrzeżeniach przestępczych syndykatów.
Podczas jednej z wypraw Jamezon natrafił na ruiny dawnej akademii, ukrytej na odległym księżycu. W jej wnętrzu odnalazł uszkodzone nagranie mówiące o dzieciach ewakuowanych podczas zagłady nieznanego zakonu.
Na nagraniu widniał ten sam symbol, który nosił na medalionie.
Od tej chwili jego podróże przestały być jedynie pogonią za przygodą.
Stały się poszukiwaniem prawdy.
Jamezon zaczął podejrzewać, że jego odnalezienie przez imperialnych żołnierzy nie było przypadkiem. Wrak, w którym go znaleziono, mógł należeć do ludzi uciekających przed Imperium. Śmierć przyjaciela kapitana Dorana mogła być częścią większego wydarzenia, a sam Doran być może wiedział o pochodzeniu chłopca znacznie więcej, niż kiedykolwiek wyjawił.
Jamezon wyruszył więc dalej, przemierzając galaktykę w poszukiwaniu przygód, wyzwań oraz śladów własnej przeszłości.
Nie wiedział jeszcze, że jego medalion był kluczem do miejsca, które od dziesięcioleci uznawano za zniszczone.
Nie wiedział również, że gdzieś pośród gwiazd nadal żyli ludzie, którzy pamiętali jego prawdziwe imię.
A resztki Imperium, które kiedyś go wychowały, nigdy tak naprawdę nie przestały go szukać.
a. Skąd dowiedziałeś się o Akademii?
Z Filmiku
https://www.youtube.com/watch?v=_CofOx8stoo ze Zwiastunem,Szukając Dobrego Moda